{"id":83,"date":"2001-10-02T08:29:00","date_gmt":"2001-10-02T08:29:00","guid":{"rendered":"https:\/\/histeria.eu.org\/?p=83"},"modified":"2020-11-25T08:54:33","modified_gmt":"2020-11-25T08:54:33","slug":"drzewo","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/","title":{"rendered":"Drzewo"},"content":{"rendered":"\n<h2 class=\"wp-block-heading\">by Aristos<\/h2>\n\n\n\n<p><\/p>\n\n\n\n<p class=\"has-drop-cap\">Brudne \u015bwiat\u0142o s\u0105czy\u0142o si\u0119 gdzie\u015b z g\u00f3ry. Reszta klatki schodowej ton\u0119\u0142a w mroku. Na schodach, tu i tam wala\u0142o si\u0119 mn\u00f3stwo \u015bmieci. \u017badnemu z lokator\u00f3w nie chcia\u0142o si\u0119 dba\u0107 o porz\u0105dek. Zreszt\u0105 nic dziwnego. Nie do\u015b\u0107, \u017ce mieszka\u0144cy tej brudnej, odrapanej kamienicy w wi\u0119kszo\u015bci wywodzili si\u0119 z nizin spo\u0142ecznych, to jeszcze prawie wszyscy mieli jakie zatargi z prawem. Co tydzie\u0144 znajdowa\u0142o si\u0119 tu jakiego\u015b za\u0107panego na \u015bmier\u0107 cz\u0142owieka, a czasami zdarza\u0142o si\u0119, \u017ce le\u017ca\u0142, a\u017c zaczyna\u0142 \u015bmierdzie\u0107. Strza\u0142y by\u0142y w tej dzielnicy rzadko\u015bci\u0105, ale krzyki w \u015brodku nocy i b\u0142ysk no\u017ca by\u0142y o wiele cz\u0119stsze. Peter jak zwykle wraca\u0142 bardzo p\u00f3\u017ano. By\u0142 cholernie zm\u0119czony. Pracowa\u0142 w du\u017cej hurtowni na przedmie\u015bciu. P\u0142acili tam za godziny, wi\u0119c czasem siedzia\u0142 w pracy od sz\u00f3stej rano do sz\u00f3stej wieczorem. Wiadomo. Forsa przyda si\u0119 ka\u017cdemu. Niechc\u0105cy potr\u0105ci\u0142 butelk\u0119, kt\u00f3ra z g\u0142o\u015bnym stukiem zacz\u0119\u0142a spada\u0107 po schodach, aby na p\u00f3\u0142pi\u0119trze z hukiem eksplodowa\u0107.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Cicho tam! Skurwysyny! Alkoholiki pierdolone! &#8211; m\u0119ski g\u0142os, zza drzwi, sk\u0105d\u015b z g\u00f3ry przedar\u0142 si\u0119 przez d\u017awi\u0119ki p\u0142yn\u0105ce z telewizora.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; &#8222;Chyba krymina\u0142&#8221;, pomy\u015bla\u0142 Peter, bo w\u0142a\u015bnie s\u0142ycha\u0107 by\u0142o wymian\u0119 ognia. &#8222;Albo wojenny&#8221;, doda\u0142 w duchu, gdy\u017c kanonada znacznie si\u0119 wzmog\u0142a. Za drzwiami pi\u0119tro wy\u017cej p\u0142aka\u0142o dziecko. &#8222;To pewnie dzieciak Amie&#8221;, zastanawia\u0142 si\u0119. Amie by\u0142a prostytutk\u0105, ale teraz, gdy zdecydowa\u0142a si\u0119 na bachora interesy nie sz\u0142y tak dobrze, jak dawniej. Nim doszed\u0142 do swoich drzwi, na klatce zn\u00f3w zapanowa\u0142 spok\u00f3j. S\u0142ycha\u0107 by\u0142o jedynie jaki\u015b dialog z filmu. Dwa g\u0142osy, m\u0119ski i kobiecy, o co\u015b si\u0119 spiera\u0142y. O co, pozostanie dla Petera na zawsze tajemnic\u0105. G\u0142osy brzmia\u0142y tak, jakby ludzie wypowiadaj\u0105cy kwestie trzymali si\u0119 za nosy i jednoczenie m\u00f3wili do pustego, metalowego wiadra. Przed drzwiami jego mieszkania le\u017ca\u0142o kilka work\u00f3w pe\u0142nych \u015bmieci. Peter nie lubi\u0142 biega\u0107 do \u015bmietnika w podw\u00f3rku, a poza tym nie chcia\u0142o mu si\u0119. Jeden z work\u00f3w by\u0142 rozerwany, a \u015bmieci wysypa\u0142y si\u0119 z niego, a\u017c do po\u0142owy schod\u00f3w. Widocznie po ciemku kto wlaz\u0142 w ca\u0142y ten kram, a reszta roznios\u0142a to po klatce. &#8222;Mam to w dupie!&#8221; pomy\u015bla\u0142 Peter, wsun\u0105\u0142 klucz do zamka, przekr\u0119ci\u0142, czemu towarzyszy\u0142 nieprzyjemny zgrzyt, po czym wszed\u0142 do \u015brodka. Nie zapalaj\u0105c \u015bwiat\u0142a poszed\u0142 od razu do kuchni. Pewnym ruchem r\u0119ki zepchn\u0105\u0142 na bok stert\u0119 brudnych talerzy, szklanek, sztu\u0107c\u00f3w i wszystkiego, co zd\u0105\u017cy\u0142o si\u0119 uzbiera\u0107 przez jaki\u015b tydzie\u0144. W\u0142\u0105czy\u0142 jarzeni\u00f3wk\u0119 wbudowan\u0105 w szafk\u0119 i z ulg\u0105 po\u0142o\u017cy\u0142 na dopiero co przygotowanej, wolnej przestrzeni, zakupy.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Z papierowej torby wyj\u0105\u0142 dwie puszki piwa, paczk\u0119 papieros\u00f3w, karton mleka i du\u017ce pud\u0142o p\u0142atk\u00f3w kukurydzianych. Krytycznym okiem popatrzy\u0142 na mleko i piwo. &#8222;W\u0105tpliwe po\u0142\u0105czenie&#8221; &#8211; wymrucza\u0142. Zebra\u0142 to wszystko i nie gasz\u0105c \u015bwiat\u0142a, wszed\u0142 do ciemnego pokoju. Rzuci\u0142 jedzenie i papierosy na fotel, a sam usiad\u0142 w drugim i si\u0119gn\u0105\u0142 po pilota. Od niechcenia zmienia\u0142 kana\u0142y, wreszcie znalaz\u0142 jaki muzyczny. Wy\u0142\u0105czy\u0142 d\u017awi\u0119k, podszed\u0142 do wie\u017cy i pu\u015bci\u0142 jaki\u015b kawa\u0142ek. Ka\u017cdy szanuj\u0105cy si\u0119 fan wi\u0119kszo\u015bci rodzaj\u00f3w muzyki, okre\u015bli\u0142by to, co zacz\u0119\u0142o si\u0119 wydobywa\u0107 z g\u0142o\u015bnik\u00f3w, jako muzyk\u0119 tworzon\u0105 przez pacjent\u00f3w zak\u0142ad\u00f3w zamkni\u0119tych. I pewnie mia\u0142by po cz\u0119\u015bci racj\u0119, jednak Petera nie obchodzi\u0142o niczyje zdanie. Zapali\u0142 papierosa i z rozkosz\u0105 zaci\u0105gaj\u0105c si\u0119 dymem, otworzy\u0142 piwo. Poci\u0105gn\u0105\u0142 du\u017cy \u0142yk i powoli prze\u0142kn\u0105\u0142. Zacz\u0105\u0142 si\u0119 odpr\u0119\u017ca\u0107. Spojrza\u0142 na ekran, jaka\u015b kobieta w futurystycznych, kolorowych ciuchach, ta\u0144czy\u0142a w rytm muzyki, kt\u00f3rej on nie s\u0142ysza\u0142. Nie mia\u0142a szans na wkomponowanie si\u0119 w melodi\u0119, kt\u00f3ra wype\u0142nia\u0142a mroczny pok\u00f3j, ale w\u0142a\u015bnie ten brak zgodno\u015bci muzyki z ruchami dziewczyny podoba\u0142 si\u0119 Peterowi. Si\u0119gn\u0105\u0142 po p\u0142atki, rozerwa\u0142 karton, wsadzi\u0142 r\u0119k\u0119 do \u015brodka i wsypa\u0142 sobie do ust ca\u0142\u0105 gar\u015b\u0107, po czym znowu poci\u0105gn\u0105\u0142 \u0142yk piwa. Rozpar\u0142 si\u0119 wygodnie w fotelu i wyci\u0105gn\u0105\u0142 nogi przed siebie. &#8222;\u017bebym tylko zn\u00f3w nie usn\u0105\u0142 w ubraniu&#8221; &#8211; pomy\u015bla\u0142 i z rozkosz\u0105 przymkn\u0105\u0142 oczy. Takie wieczory by\u0142y jego jedyn\u0105 rozrywk\u0105.&nbsp;<br><br><\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Klaus siedzia\u0142 za k\u00f3\u0142kiem ju\u017c ponad dziesi\u0119\u0107 godzin. Zacz\u0119\u0142o go dopada\u0107 zm\u0119czenie, a nieprzespana noc dawa\u0142a o sobie zna\u0107 przymykaj\u0105cymi si\u0119 oczami. &#8222;Nied\u0142ugo b\u0119d\u0119 musia\u0142 si\u0119 zatrzyma\u0107&#8221; &#8211; pomy\u015bla\u0142. &#8222;Inaczej mo\u017ce mi si\u0119 co\u015b przytrafi\u0107, usn\u0119 i wpakuj\u0119 si\u0119 na drzewo, albo uderz\u0119 w nadje\u017cd\u017caj\u0105cy samoch\u00f3d, a wtedy wszystko na nic&#8221;. Przetar\u0142 r\u0119k\u0105 twarz. &#8222;\u017beby chocia\u017c to cholerne radio dzia\u0142a\u0142o, mniej chcia\u0142oby mi si\u0119 spa\u0107&#8221;. Odsun\u0105\u0142 szyb\u0119. Powietrze gwa\u0142townie wdar\u0142o si\u0119 do \u015brodka. Klaus przekr\u0119ci\u0142 lusterko i spojrza\u0142 na odbicie swojej twarzy. Przekrwione oczy, sk\u00f3ra na twarzy pomarszczona, pod oczami si\u0144ce, kr\u00f3tkie, szpakowate w\u0142osy i kilkudniowy zarost. &#8222;Wygl\u0105dam jak \u017cul&#8221; &#8211; pomy\u015bla\u0142. &#8222;Na szcz\u0119\u015bcie nied\u0142ugo wszystko si\u0119 sko\u0144czy. Dostanie zap\u0142at\u0119, na jak\u0105 zas\u0142uguje, a ja b\u0119d\u0119 m\u00f3g\u0142 odpocz\u0105\u0107&#8221;. Mimowolnie spojrza\u0142 na ty\u0142 furgonetki. Du\u017ca, matowoszara, stalowa trumna, \u015bci\u015ble opasana grubym \u0142a\u0144cuchem, le\u017ca\u0142a na swoim miejscu. &#8222;Sam nie wiem jak mi si\u0119 to uda\u0142o&#8221; &#8211; zamrucza\u0142 pod nosem. &#8222;Zatrzymam si\u0119 w pierwszym lepszym motelu, odpoczn\u0119, prze\u015bpi\u0119 si\u0119, a potem dalej w drog\u0119, a\u017c na pustyni\u0119&#8221;. Nacisn\u0105\u0142 mocniej peda\u0142 gazu. Czarny karawan ra\u017ano skoczy\u0142 do przodu.&nbsp;<br><br><\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Knajpa nazywa\u0142a si\u0119 &#8222;Czerwony Karze\u0142&#8221;. Chyba na zawsze pozostanie tajemnic\u0105, dlaczego. W\u0142a\u015bciciel, ponury drab (bo tylko takie okre\u015blenie oddaje w pe\u0142ni jego powierzchowno\u015b\u0107), nie wygl\u0105da\u0142 na cz\u0142owieka zajmuj\u0105cego si\u0119 astronomi\u0105. Bardziej prawdopodobne jest to, \u017ce chcia\u0142 zrobi\u0107 na z\u0142o\u015b\u0107 kt\u00f3remu\u015b ze swoich znajomych, zak\u0142adaj\u0105c oczywi\u015bcie, \u017ce \u00f3w musia\u0142 by\u0107 niewielkiego wzrostu i mie\u0107 lewicowe pogl\u0105dy. By\u0142a to speluna, jakich pe\u0142no spotyka si\u0119 na przedmie\u015bciach. Mroczna, zadymiona i nawiedzana przez zawsze tych samych, zm\u0119czonych \u017cyciem klient\u00f3w. Bywalcy tego typu lokali tolerowali tylko siebie nawzajem, a ka\u017cda nowa twarz witana by\u0142a ponurym spojrzeniem, wi\u0119c przypadkowi go\u015bcie zdarzali si\u0119 rzadko i na bardzo kr\u00f3tko. O tej porze w &#8222;Czerwonym Karle&#8221; by\u0142o dosy\u0107 t\u0142oczno. Po robocie i po objedzie, zamiast siedzie\u0107 w domu i s\u0142ucha\u0107 zrz\u0119dzenia starej, o wiele przyjemniej by\u0142o zasi\u0105\u015b\u0107 z kumplem przy kufelku i pou\u017cala\u0107 si\u0119 nad tym &#8222;zasranym \u015bwiatem&#8221;. W ciemnym k\u0105cie sali, przy stoliku, z dala od bilardu, siedzia\u0142o dw\u00f3ch m\u0119\u017cczyzn. \u017bywo o czym\u015b dyskutowali, jednak ich g\u0142osy nie by\u0142y jeszcze podniesione.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; M\u00f3wi\u0119 ci, \u017ce to prawda &#8211; dowodzi\u0142 swoich racji chudy czterdziestolatek, z lisi\u0105 twarz\u0105 i ruchami szulera.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; I by\u0142 tak ca\u0142kiem bez niczego? Z go\u0142\u0105 dup\u0105 i jajami na wierzchu? &#8211; dopytywa\u0142 si\u0119 jego towarzysz, wielki grubas, sprawiaj\u0105cy wra\u017cenie wysmarowanego t\u0142uszczem, albo ci\u0105gle spoconego.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Sam bym nie uwierzy\u0142, gdybym nie widzia\u0142 &#8211; odpar\u0142 Chudy &#8211; Ale widzia\u0142em. Wyszed\u0142 z lasu, ca\u0142kiem go\u0142y i nic sobie z tego nie robi\u0142, podszed\u0142 do mnie i chcia\u0142 \u017cebym da\u0142 mu swoje portki i koszul\u0119.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Che! To pewnie \u017ce\u015b mu przypieprzy\u0142, peda\u0142owi? &#8211; zainteresowa\u0142 si\u0119 Gruby.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No jasne! Pizn\u0105\u0142em go w ryja raz i drugi, zbocze\u0144ca jednego, ale si\u0119 nawet nie skrzywi\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A pr\u00f3bowa\u0142e\u015b kopn\u0105\u0107 w jaja?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie zd\u0105\u017cy\u0142em, bo ju\u017c mnie trzyma\u0142 za grdyk\u0119 i ledwo oddycha\u0142em &#8211; \u017cali\u0142 si\u0119 Chudy.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ale w ko\u0144cu mu dopieprzy\u0142e\u015b? &#8211; bardziej stwierdzi\u0142 ni\u017c zapyta\u0142 Gruby, a w jego g\u0142osie brzmia\u0142a nadzieja.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aaa&#8230;, gdzie tam &#8211; odpar\u0142 Chudy &#8211; tak mnie \u015bcisn\u0105\u0142, \u017ce ledwo nad\u0105\u017cy\u0142em ciuchy \u015bci\u0105ga\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; O \u017cesz kurwa! &#8211; krzykn\u0105\u0142 t\u0142u\u015bcioch na ca\u0142\u0105 knajp\u0119 &#8211; da\u0142e\u015b si\u0119 takiemu&#8230; takiemu&#8230; &#8211; z wra\u017cenia nie wiedzia\u0142 nawet jak okre\u015bli\u0107 to pod\u0142e indywiduum, kt\u00f3re tak potraktowa\u0142o jego przyjaciela. &#8211; Takiemu popierdole\u0144cowi?! &#8211; doko\u0144czy\u0142 wreszcie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie mia\u0142em szans! &#8211; t\u0142umaczy\u0142 Chudy &#8211; On by\u0142 jaki\u015b dziwny, m\u00f3wi\u0119 ci, przecie\u017c \u0142ap\u0119 mam ci\u0119\u017ck\u0105 i dwa razy mu jebn\u0105\u0142em, a on si\u0119 nawet nie skrzywi\u0142, nawet mu warga nie p\u0119k\u0142a, a mnie w r\u0119ce to a\u017c co\u015b strzeli\u0142o, do dzisiaj nie mog\u0119 dw\u00f3ch palc\u00f3w zgi\u0105\u0107. Jakbym bi\u0142 w kowad\u0142o, albo pie\u0144. I jeszcze \u015bmierdzia\u0142 tak dziwnie, traw\u0105, czy jakim\u015b zielskiem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Szkoda, \u017ce mnie tam nie by\u0142o &#8211; zmarkotnia\u0142 Gruby &#8211; We dw\u00f3ch daliby\u015bmy mu rad\u0119, te\u017c mam mord\u0119 jak kowad\u0142o. Pami\u0119tasz jak mnie tamten kutas butelk\u0119 na \u0142bie rozbi\u0142? A ja mu jeszcze dopierdoli\u0142em, a potem jak le\u017ca\u0142 to go jeszcze na kopyto wzi\u0105\u0142em.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pami\u0119tam, ale ten to co innego, m\u00f3wi\u0119 ci, jaki\u015b dziwny by\u0142, i taki spokojny jak na\u0107pany.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aaa! To pewnie dlatego si\u0119 nie skrzywi\u0142 &#8211; domy\u015bli\u0142 si\u0119 Gruby.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie! Kurwa! M\u00f3wi\u0119 ci, \u017ce to co innego, nie by\u0142 na\u0107pany, nie wygl\u0105da\u0142&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; By\u0142, czy nie by\u0142, nie wa\u017cne &#8211; przerwa\u0142 mu Gruby &#8211; Wywalimy jeszcze p\u00f3\u0142 litra, a potem p\u00f3jdziemy w miasto, szuka\u0107 peda\u0142a, a jak nie on, to jaki\u015b inny zboczeniec obskoczy wpierdol, obiecuj\u0119 ci. B\u0119dzie zabawa.&nbsp;<br><\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Obudzi\u0142y go syreny radiowoz\u00f3w. Odruchowo zerwa\u0142 si\u0119 z \u0142\u00f3\u017cka i rzuci\u0142 na pod\u0142og\u0119. &#8222;Spokojnie&#8221; &#8211; pomy\u015bla\u0142, gdy dotar\u0142a do niego otaczaj\u0105ca go rzeczywisto\u0107. &#8222;To ta zakazana dzielnica, zn\u00f3w kto\u015b prze\u0107pa\u0142, albo dosta\u0142 no\u017cem w bebechy i si\u0119 wykrwawi\u0142&#8221; &#8211; pr\u00f3bowa\u0142 uspokoi\u0107 myli, ale niepok\u00f3j pozosta\u0142. Wsta\u0142 i zacz\u0105\u0142 si\u0119 przygotowywa\u0107 do wyj\u015bcia. Zn\u00f3w zasn\u0105\u0142 w ubraniu. Nienawidzi\u0142 si\u0119 budzi\u0107 tak jak dzisiaj. Nerwy od rana. Jeszcze nie otrz\u0105sn\u0105\u0142 si\u0119 z resztek snu, a ju\u017c czu\u0142 si\u0119 zm\u0119czony. &#8222;Zawsze tak jest, gdy &#8222;na dobranoc&#8221; wypij\u0119 par\u0119 piw, a potem usypiam w ciuchach. Dobrze przynajmniej, \u017ce dowlok\u0142em si\u0119 do \u0142\u00f3\u017cka, a nie zasn\u0105\u0142em w fotelu. A swoj\u0105 drog\u0105 ciekawe co si\u0119 sta\u0142o&#8221;. Rozejrza\u0142 si\u0119 po pokoju. Stolik przedstawia\u0142 si\u0119 bardzo nieestetycznie. Sta\u0142y na nim, b\u0105d\u017a le\u017ca\u0142y, puste puszki po piwie, a popielniczka pe\u0142na by\u0142a niedopa\u0142k\u00f3w. Wszystko ?mierdzia\u0142o zat\u0119ch\u0142ym dymem papierosowym. Narzuta, zsun\u0119\u0142a si\u0119 z \u0142\u00f3\u017cka prosto na pod\u0142og\u0119 i ca\u0142a oblepiona by\u0142a k\u0142akami kurzu. To samo by\u0142o z koszul\u0105 i ze spodniami. Mimo, \u017ce na zewn\u0105trz by\u0142o ju\u017c widno, w pokoju panowa\u0142 g\u0119sty mrok. Peter podszed\u0142 do okna, odsun\u0105\u0142 delikatnie ci\u0119\u017ck\u0105, ciemnobordow\u0105 zas\u0142on\u0119 i spojrza\u0142 w d\u00f3\u0142, na podw\u00f3rko. Dwa radiowozy sta\u0142y przed wej\u015bciem do klatki schodowej, w kt\u00f3rej i on mieszka\u0142. Syreny ju\u017c wy\u0142\u0105czono, ale &#8222;koguty&#8221; wci\u0105\u017c miga\u0142y, sprawiaj\u0105c, \u017ce stare mury nabiera\u0142y nowego, \u017cywszego wyrazu. &#8222;A wi\u0119c to jednak u nas&#8221; pomy\u015bla\u0142.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Poszed\u0142 do \u0142azienki i wszed\u0142 pod prysznic. Pocz\u0105tkowo strumie\u0144 wody by\u0142 lodowato zimny, dopiero po kilkunastu sekundach woda zrobi\u0142a si\u0119 gor\u0105ca. &#8222;Dobrze mi to zrobi&#8221; pomyla\u0142 dr\u017c\u0105c, dop\u00f3ki gor\u0105ce strumienie nie obla\u0142y jego cia\u0142a, jednocze\u015bnie je rozgrzewaj\u0105c. Po porannej toalecie szybkie i proste ?niadanie. Mleko i reszta p\u0142atk\u00f3w z wczoraj. Siedzia\u0142 w kuchni i powoli prze\u017cuwa\u0142 mleczno-p\u0142atkow\u0105 papk\u0119. Lubi\u0142 t\u0119 chwil\u0119 dnia, kiedy nie musia\u0142 si\u0119 spieszy\u0107, bo mia\u0142 dziesi\u0119\u0107 minut na zjedzenie posi\u0142ku. Zawsze wtedy rozmy\u015bla\u0142. O tym, co mu si\u0119 \u015bni\u0142o, czasem wymy\u015blaj\u0105c zako\u0144czenia sn\u00f3w, albo o tym, co dzisiaj zrobi, albo co odpowie na ewentualn\u0105 zaczepk\u0119 w pracy, czy na ulicy. Niestety, dzisiaj nie dane mu by\u0142o rozkoszowa\u0107 si\u0119 tym tete a tete z samym sob\u0105. Jego rozmy\u015blania gwa\u0142townie przerwa\u0142o stukanie do drzwi, a zaraz potem dzwonek. Peter nie cierpia\u0142 tego d\u017awi\u0119ku. Zawsze mia\u0142 wra\u017cenie, \u017ce jeszcze chwila i m\u00f3zg rozpadnie mu si\u0119 na tysi\u0105c kawa\u0142k\u00f3w, albo w najlepszym razie og\u0142uchnie. Na szcz\u0119cie ludzie rzadko go odwiedzali. Szczeg\u00f3lnie o tak wczesnej porze.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kto tam? &#8211; zapyta\u0142 podchodz\u0105c do drzwi.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Policja. Detektyw van Voght, wydzia\u0142 kryminalny. Prosz\u0119 otworzy\u0107! &#8211; g\u0142os by\u0142 pewny siebie i dono\u015bny.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Chwileczk\u0119 &#8211; odpar\u0142 Peter, a wszystkie wcze\u015bniejsze obawy wr\u00f3ci\u0142y ze zdwojon\u0105 intensywno\u015bci\u0105. Otworzy\u0142 drzwi, przelotnie spojrza\u0142 na podstawion\u0105 mu pod nos przez detektywa odznak\u0119 i gestem zaprosi\u0142 do \u015brodka.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; S\u0142ucham pana? &#8211; powiedzia\u0142 zamykaj\u0105c drzwi. Detektyw by\u0142 cz\u0142owiekiem \u015bredniego wzrostu, lat oko\u0142o trzydziestu pi\u0119ciu. Wygl\u0105da\u0142 tak, jak wi\u0119kszo\u015b\u0107 ludzi wyobra\u017ca sobie typowego Holendra w tym wieku: br\u0105zowy garnitur, d\u0142ugi, szary p\u0142aszcz i kapelusz z w\u0105skim rondem. Brakowa\u0142o tylko okular\u00f3w w rogowej oprawie i fajki.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jest pan s\u0105siadem Adriana Bretha. &#8211; bardziej stwierdzi\u0142 ni\u017c zapyta\u0142 van Voght.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zgadza si\u0119 &#8211; odpar\u0142 Peter. &#8211; czy m\u00f3j s\u0105siad nie \u017cyje?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Sk\u0105d takie przypuszczenie? &#8211; zapyta\u0142 detektyw, a jego &#8222;rutynowy&#8221; wyraz twarzy o\u017cywi\u0142 si\u0119 nieznacznie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Panie Voght&#8230; &#8211; zacz\u0105\u0142 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Van Voght, je\u015bli mo\u017cna &#8211; poprawi\u0142 go detektyw.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Oczywi\u015bcie. Panie van Voght, nie mieszkam tu od wczoraj. Nie robiliby\u015bcie tyle ha\u0142asu z powodu zwyk\u0142ej kradzie\u017cy, czy pobicia, a sam pan powiedzia\u0142, \u017ce jest pan z wydzia\u0142u kryminalnego.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Niezwyk\u0142a b\u0142yskotliwo\u015b\u0107 &#8211; zauwa\u017cy\u0142 bez ironii van Voght &#8211; mo\u017ce jednak poparta jakimi\u015b obserwacjami? S\u0142ysza\u0142 pan co\u015b dzisiejszej nocy, albo mo\u017ce widzia\u0142? Co\u015b, co mog\u0142oby nam pom\u00f3c w \u015bledztwie?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Niestety. Mam bardzo mocny sen, a poza tym, wypi\u0142em wczoraj kilka piw, zanim usn\u0105\u0142em. Obudzi\u0142y mnie dopiero wasze syreny.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A wcze\u015bniej? &#8211; indagowa\u0142 detektyw &#8211; czy nie zwr\u00f3ci\u0142 pan uwagi na co\u015b niezwyk\u0142ego w okolicy, mo\u017ce jaki\u015b obcy kr\u0119ci\u0142 si\u0119 w pobli\u017cu waszej kamienicy, mo\u017ce kto\u015b sta\u0142 na klatce schodowej?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przykro mi. Du\u017co pracuj\u0119, p\u00f3\u017ano wracam. Nawet gdyby kto\u015b sta\u0142, m\u00f3g\u0142bym go nie zauwa\u017cy\u0107. Tym bardziej, \u017ce na klatce prawie zawsze nie ma \u015bwiat\u0142a, a ja prawie zawsze jestem ledwo \u017cywy ze zm\u0119czenia. Poza tym, tutaj ci\u0105gle kr\u0119c\u0105 si\u0119 jacy\u015b obcy. Taka okolica. Pij\u0105 w bramach, \u0107paj\u0105 w klatkach, chyba sam pan wie jak to jest.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tak. Oczywicie. Rozumiem. Gdyby si\u0119 jednak co\u015b panu przypomnia\u0142o, prosz\u0119 do mnie zadzwoni\u0107 &#8211; van Voght wyci\u0105gn\u0105\u0142 r\u0119k\u0119 w kierunku Petera. Mi\u0119dzy dwoma palcami trzyma\u0142 wizyt\u00f3wk\u0119 &#8211; tutaj ma pan numer mojego telefonu. Prosz\u0119 dzwoni\u0107 o ka\u017cdej porze.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobrze &#8211; odpar\u0142 Peter &#8211; a w\u0142a\u015bciwie to co si\u0119 sta\u0142o? &#8211; wreszcie zada\u0142 to pytanie, cho\u0107 mia\u0142 ochot\u0119 zada\u0107 je ju\u017c dawno. Ba\u0142 si\u0119 jednak zdradzi\u0107 przed detektywem, \u017ce tak bardzo go to interesuje.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; My\u015bla\u0142em, \u017ce pan wog\u00f3le o to nie zapyta &#8211; odpar\u0142 van Voght, lekko si\u0119 u\u015bmiechaj\u0105c.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czy powinienem? &#8211; zapyta\u0142 Peter, podejmuj\u0105c wyzwanie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W zasadzie nie, ale wszyscy lokatorzy, z kt\u00f3rymi dzi\u015b rozmawia\u0142em, \u0142amali t\u0119 zasad\u0119. Rozumie pan, zwyk\u0142a, ludzka ciekawo\u015b\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mo\u017ce nie jestem ciekawski, a mo\u017ce mniej ni\u017c inni &#8211; odpar\u0142 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A mo\u017ce nie musi pan pyta\u0107, bo wie co si\u0119 sta\u0142o? &#8211; zaatakowa\u0142 van Voght.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W ko\u0144cu jednak zapyta\u0142em, a pan pr\u00f3buje mnie oskar\u017ca\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ale\u017c sk\u0105d. Ja nikogo nie oskar\u017cam, dop\u00f3ki nie zdob\u0119d\u0119 przeciw niemu dowod\u00f3w. Takie jest prawo. Mo\u017ce si\u0119 pan nie obawia\u0107, nie ma \u017cadnych poszlak wskazuj\u0105cych na to, \u017ce mo\u017ce pan co\u015b wiedzie\u0107 w tej sprawie. To by\u0142a zwyk\u0142a, zawodowa dociekliwo\u015b\u0107. Przepraszam, \u017ce zabra\u0142em panu czas.Van Voght wsta\u0142 i ruszy\u0142 w kierunku wyj\u015bcia.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; &#8222;Przeholowa\u0142em&#8221; pomy\u015bla\u0142 Peter. &#8222;Nie powinienem by\u0107 a\u017c tak ostro\u017cny, to brzmia\u0142o sztucznie&#8221;.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No wi\u0119c powie mi pan co si\u0119 sta\u0142o? &#8211; pr\u00f3bowa\u0142 zatrze\u0107 niemi\u0142e wra\u017cenie, jakie zrobi\u0142, jak mu si\u0119 wydawa\u0142o, na detektywie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie powinienem, ale i tak by si\u0119 pan dowiedzia\u0142 od s\u0105siad\u00f3w, wi\u0119c powiem panu &#8211; van Voght zn\u00f3w si\u0119 u\u015bmiechn\u0105\u0142. &#8222;Cholerna Mona Liza&#8221; przypi\u0105\u0142 mu w my\u015blach etykietk\u0119 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pan Adrian Breth, pa\u0144ski s\u0105siad, zosta\u0142 zamordowany. Brutalnie zamordowany. Oszcz\u0119dz\u0119 panu szczeg\u00f3\u0142\u00f3w, w ka\u017cdym b\u0105d\u017a razie sprawca, b\u0105d\u017a sprawcy, starali si\u0119 aby ich ofiara cierpia\u0142a. \u015amier\u0107 by\u0142a d\u0142uga i bolesna. I cicha. Van Voght sta\u0142 ju\u017c przy drzwiach. Peter s\u0142ysz\u0105c s\u0142owa &#8222;cicha&#8221; poczu\u0142 si\u0119 nagle bardzo s\u0142abo.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co\u015b panu dolega? Wygl\u0105da pan tak blado&#8230; &#8211; uprzejmie zapyta\u0142 detektyw.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie, dzi\u0119kuj\u0119&#8230; Wszystko w porz\u0105dku. To ta historia z morderstwem&#8230; zaraz mi przejdzie. &#8211; Peter usi\u0142owa\u0142 zachowywa\u0107 si\u0119 normalnie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Musi pan na siebie uwa\u017ca\u0107, z tego co widz\u0119, jest pan bardzo wra\u017cliwy, a dzisiejsza rzeczywisto\u015b\u0107 nie sprzyja takim ludziom &#8211; powiedzia\u0142 van Voght z trosk\u0105 w g\u0142osie &#8211; skoro nie potrzebuje pan mojej pomocy, jestem zmuszony po\u017cegna\u0107 pana. Mam dzisiaj mn\u00f3stwo pracy, a musz\u0119 jeszcze odwiedzi\u0107 pa\u0144skich pozosta\u0142ych s\u0105siad\u00f3w. Do widzenia.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Do widzenia &#8211; odpar\u0142 Peter, a gdy tylko za detektywem zamkn\u0119\u0142y si\u0119 drzwi, osun\u0105\u0142 si\u0119 na pod\u0142og\u0119. &#8222;Koniec sielanki, musz\u0119 si\u0119 jak najszybciej spakowa\u0107 i opu\u015bci\u0107 to miasto, a mo\u017ce nawet ten kraj&#8221; pomy\u015bla\u0142. &#8222;Bo\u017ce! A ja \u0142udzi\u0142em si\u0119, \u017ce wszystko b\u0119dzie w porz\u0105dku, ale nie, to by by\u0142o zbyt pi\u0119kne. Jak on to powiedzia\u0142? \u015amier\u0107 by\u0142a d\u0142uga, bolesna i cicha? Tak dobrze znam ten rodzaj \u015bmierci.&nbsp; Znowu si\u0119 zacz\u0119\u0142o&#8221;. Wsta\u0142 i zacz\u0105\u0142 si\u0119 w po\u015bpiechu pakowa\u0107. &#8222;Byle jak najszybciej st\u0105d wyjecha\u0107&#8221; ta jedna my\u015bl wci\u0105\u017c ko\u0142ata\u0142a mu si\u0119 po g\u0142owie. Godzin\u0119 p\u00f3\u017aniej by\u0142 ju\u017c w drodze.&nbsp;<br><\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wyspa Patmos by\u0142a uroczym zak\u0105tkiem. Ma\u0142a, g\u00f3rzysta, o brzegach pe\u0142nych z\u0119batych ska\u0142, sprawiaj\u0105cych wra\u017cenie niedost\u0119pno\u015bci. Temperatura rzadko spada\u0142a tutaj poni\u017cej pi\u0119tnastu stopni Celsjusza, a od najbli\u017cszego l\u0105du dzieli\u0142o j\u0105 jakie\u015b pi\u0119\u0107dziesi\u0105t kilometr\u00f3w. Na skalistych nadbrze\u017cach niewiele by\u0142o ro\u015blinno\u015bci, ale za to mn\u00f3stwo ptak\u00f3w. Ca\u0142e kolonie mew, g\u0142uptak\u00f3w, albatros\u00f3w i petreli. Prawdziwy raj dla ornitologa. Jednak los bywa z\u0142o\u015bliwy. Na wyspie mieszka\u0142 jeden tylko cz\u0142owiek, mieszka\u0142 z przymusu i na pewno nie by\u0142 ornitologiem. W cieniu jednego z pag\u00f3rk\u00f3w sta\u0142a ma\u0142a chatka, bardziej przypominaj\u0105ca sza\u0142as ni\u017c dom. Wewn\u0105trz by\u0142a tylko jedna izba, a w niej st\u00f3\u0142, sto\u0142ek, palenisko i pos\u0142anie. Na stole sta\u0142 drewniany pojemnik na trzcinki, obok le\u017ca\u0142y zwoje pergaminu, a na \u015brodku sta\u0142o naczynie z ciemnym p\u0142ynem, s\u0142u\u017c\u0105cym zapewne do pisania. \u015aciany by\u0142y chropowate i pokryte kurzem, a w wy\u017cszych partiach okopcone, podobnie jak ca\u0142y sufit, zrobiony z kilku desek i pokryty trzcin\u0105. Niewiele by\u0142o tu sprz\u0119t\u00f3w, a i one le\u017ca\u0142y w nie\u0142adzie. Mieszkaniec tego domu nieszczeg\u00f3lnie zwraca\u0142 uwag\u0119 na porz\u0105dek. Drzwi i jedyne okno by\u0142y otwarte, a palenisko wygaszone, mimo to panowa\u0142 tutaj niezno\u015bny upa\u0142. W k\u0105cie na pryczy spa\u0142 cz\u0142owiek.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; By\u0142 ju\u017c stary, jego d\u0142ugie, siwe w\u0142osy chaotyczn\u0105 kaskad\u0105 sp\u0142ywa\u0142y mu poprzez twarz na poduszk\u0119. Jego oddech by\u0142 nier\u00f3wny, a z czo\u0142a sp\u0142ywa\u0142y grube krople potu. By\u0142o wczesne popo\u0142udnie, czas, gdy upa\u0142y s\u0105 najwi\u0119ksze, a ca\u0142\u0105 przyrod\u0119 ogarnia dziwny bezruch. Gor\u0105ce powietrze sprawia, \u017ce odleg\u0142e krajobrazy zdaj\u0105 si\u0119 falowa\u0107, mo\u017cna by pomy\u015ble\u0107, \u017ce jeszcze chwila, a ca\u0142kiem si\u0119 rozp\u0142yn\u0105. Mimo ca\u0142ej tej martwoty i ciszy sen m\u0119\u017cczyzny by\u0142 niespokojny. Co chwil\u0119 porusza\u0142 si\u0119, chwyta\u0142 r\u0119kami powietrze, czasem mrucza\u0142 co\u015b niewyra\u017anie.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nagle g\u0142o\u015bno krzykn\u0105\u0142 i otworzy\u0142 oczy. Powoli usiad\u0142 na pryczy i p\u00f3\u0142przytomnym wzrokiem rozejrza\u0142 si\u0119 dooko\u0142a. Oddech zacz\u0105\u0142 mu si\u0119 wyr\u00f3wnywa\u0107 i uspokaja\u0107, a oczy nabra\u0142y mocy i wyrazu, tak charakterystycznych dla ponadprzeci\u0119tnych os\u00f3b. Starzec mimo swego wieku wsta\u0142 spr\u0119\u017cycie z pos\u0142ania i podszed\u0142 do sto\u0142u. Wzi\u0105\u0142 jeden z czystych pergamin\u00f3w, roz\u0142o\u017cy\u0142 go, po czym usiad\u0142 na sto\u0142ku, wyci\u0105gn\u0105\u0142 z drewnianego kubka now\u0105 trzcink\u0119, otworzy\u0142 pojemnik z barwnikiem i zastyg\u0142 w bezruchu. Przypomina\u0142 sobie sen. \u015ani\u0142a mu si\u0119 przysz\u0142o\u015b\u0107. Wiedzia\u0142, \u017ce to przysz\u0142o\u015b\u0107, gdy\u017c mia\u0142 dar &#8211; m\u00f3g\u0142 wzrokiem wybiega\u0107 w dzie\u0144 jutrzejszy i widzie\u0107 to, co si\u0119 dopiero ma wydarzy\u0107. By\u0142a noc, droga, kt\u00f3r\u0105 widzia\u0142 dziwnie odbija\u0142a \u015bwiat\u0142o ksi\u0119\u017cyca. Nagle zobaczy\u0142, \u017ce po drodze porusza si\u0119 metalowy rydwan bez wierzchowc\u00f3w. Przerazi\u0142 si\u0119, ale nie widokiem rydwanu, ale tym, co zobaczy\u0142 w \u015brodku.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pojazd w pewnym momencie zatrzyma\u0142 si\u0119, a powo\u017c\u0105cy nim cz\u0142owiek wysiad\u0142 i spojrza\u0142 na ty\u0142. By\u0142 tam d\u0142ugi, metalowy sarkofag i to z niego emanowa\u0142o prawdziwe Z\u0142o. &#8222;Tego nie da si\u0119 opisa\u0107, zbyt to dziwne&#8221; pomy\u015bla\u0142 cz\u0142owiek. &#8222;Zaraz, zaraz&#8230; co tam by\u0142o dalej?&#8221; Sen mia\u0142 dalszy ci\u0105g. Z mroku wy\u0142onili si\u0119 jacy je\u017ad\u017acy. Ci byli bardziej realni. Jechali na koniach i mieli na sobie rzymskie zbroje. Pierwszy mia\u0142 bia\u0142ego konia, a w r\u0119ku \u0142uk, drugi mia\u0142 w r\u0119ku miecz, a jecha\u0142 na koniu, kt\u00f3rego sier\u015b\u0107 by\u0142a rdzawoczerwona, trzeci jecha\u0142 na karym koniu, a w r\u0119ku trzyma\u0142 wag\u0119, a czwarty jecha\u0142 troch\u0119 z ty\u0142u, na dziwnym trupio bladym wierzchowcu, nic nie trzyma\u0142 w r\u0119kach i trudno by\u0142o dojrze\u0107 jego twarz, mimo to by\u0142 najbardziej przera\u017caj\u0105cy. Starzec zastanawia\u0142 si\u0119 co by to mog\u0142o znaczy\u0107. Uni\u00f3s\u0142 g\u0142ow\u0119 do g\u00f3ry, jakby tam m\u00f3g\u0142 znale\u017a\u0107 natchnienie. W pewnym momencie, mimo, \u017ce na zewn\u0105trz panowa\u0142 upa\u0142, a powietrze sta\u0142o nieruchomo, w chacie zrobi\u0142o si\u0119 ch\u0142odno i &#8211; rzecz nieprawdopodobna &#8211; zerwa\u0142 si\u0119 gwa\u0142towny wicher. Szarpa\u0142 szatami i brod\u0105 m\u0119\u017cczyzny, ale ten nie zwraca\u0142 na to uwagi, by\u0142 obecny tylko cia\u0142em, jego duch by\u0142 gdzie indziej. Gdy wiatr usta\u0142, stary cz\u0142owiek wiedzia\u0142 ju\u017c co znaczy sen. Zanurzy\u0142 trzcink\u0119 w czarnym p\u0142ynie i zacz\u0105\u0142 pisa\u0107.&nbsp;<br><br><br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; &#8222;To mrowienie na karku nie wr\u00f3\u017cy niczego dobrego&#8221; pomy\u015bla\u0142 Klaus. By\u0142o ciemno, on by\u0142 zm\u0119czony, a na dodatek wydawa\u0142o mu si\u0119, \u017ce go kto\u015b obserwuje. &#8222;Chyba nie ona&#8221; zastanawia\u0142 si\u0119. &#8222;W takim razie kto?&#8221; To przecie\u017c niemo\u017cliwe, \u017ceby w nocy, na pustej drodze, od jakich dwudziestu minut, w g\u00f3rzystym terenie kto\u015b obserwowa\u0142 szybko jad\u0105cy karawan. &#8222;To chyba ze zm\u0119czenia.&#8221; Zahamowa\u0142 i zjecha\u0142 na pobocze. &#8222;Czas rozprostowa\u0107 ko\u015bci i z\u0142apa\u0107 par\u0119 minut snu. I niech si\u0119 dzieje co chce&#8221; mrucza\u0142 do siebie. Wy\u0142\u0105czy\u0142 silnik, otworzy\u0142 drzwi i wysiad\u0142 w mrok nocy. &#8222;No, mo\u017cna teraz zapali\u0107, a potem kr\u00f3tka drzemka&#8221; uk\u0142ada\u0142 plany Klaus. Wyci\u0105gn\u0105\u0142 z kieszeni paczk\u0119 Cameli, otworzy\u0142 i wydoby\u0142 z niej jednego z niewielu papieros\u00f3w jakie mu zosta\u0142y. &#8222;Nawet to si\u0119 ko\u0144czy&#8221; pomy\u015bla\u0142 &#8222;Trzeba b\u0119dzie kupi\u0107 na najbli\u017cszej stacji now\u0105.&#8221; Zapali\u0142 i wydychaj\u0105c dym wpatrzy\u0142 si\u0119 w mrok przed sob\u0105. W pewnym momencie wyda\u0142o mu si\u0119, \u017ce zauwa\u017cy\u0142 jaki\u015b ruch. &#8222;Ki diabe\u0142?&#8221; mrukn\u0105\u0142. Z plamy czerni, jak\u0105 tworzy\u0142 cie\u0144 drzew rosn\u0105cych przy drodze, wy\u0142oni\u0142o si\u0119 czterech konnych. Ubrani byli w jakie\u015b archaiczne zbroje, a konie mieli zupe\u0142nie niedobrane ma\u015bci\u0105. &#8222;Albo w okolicy zatrzyma\u0142 si\u0119 cyrk, albo jest tu gdzie\u015b szpital wariat\u00f3w, albo usn\u0105\u0142em za kierownic\u0105 i zaraz si\u0119 zabij\u0119&#8221; zastanawia\u0142 si\u0119 Klaus. Na wszelki wypadek uszczypn\u0105\u0142 si\u0119 w r\u0119k\u0119. Wszystko by\u0142o w porz\u0105dku, przynajmniej z nim. Je\u017ad\u017acy przemkn\u0119li obok k\u0142usem. Ostatni z nich, ten na dziwnym, jakby szarawym koniu, spojrza\u0142 na m\u0119\u017cczyzn\u0119 stoj\u0105cego obok samochodu. &#8222;Ciekawa twarz&#8221; pomyla\u0142 Klaus, &#8222;trudno tak\u0105 zapomnie\u0107&#8221;.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter zawsze marzy\u0142 o du\u017cym samochodzie. Chrysler, Cadillac, mo\u017ce Pontiac. Niestety, nigdy si\u0119 takiego nie dorobi\u0142. Je\u017adzi\u0142 ma\u0142ym, teraz ju\u017c dziesi\u0119cioletnim golfem. Ani szybkim, ani wygodnym, ale tanim i w miar\u0119 wytrzyma\u0142ym. Teraz cieszy\u0142 si\u0119, \u017ce ma taki niepozorny samoch\u00f3d. Mniej rzuca\u0142 si\u0119 w oczy, a o to przede wszystkim chodzi\u0142o. Zastanawia\u0142 si\u0119, czy ten nag\u0142y wyjazd nie skieruje podejrze\u0144 w jego stron\u0119, ale cho\u0107by nawet, to nim Van Voght zauwa\u017cy, \u017ce znikn\u0105\u0142, on b\u0119dzie ju\u017c daleko. Dwie godziny temu zjecha\u0142 z autostrady na mniej ucz\u0119szczan\u0105 drog\u0119. &#8222;Tak b\u0119dzie lepiej&#8221; pomy\u015bla\u0142, &#8222;mniej os\u00f3b mnie zapami\u0119ta&#8221;. Okolica stawa\u0142a si\u0119 coraz bardziej pustynna i bezludna. Rano mo\u017cna by\u0142o si\u0119 jeszcze dopatrzy\u0107 jakich drzew, teraz nawet krzewy pojawia\u0142y si\u0119 rzadko i w chorobliwych, kar\u0142owatych odmianach. By\u0142o ju\u017c dobrze po po\u0142udniu, powoli zbli\u017ca\u0142 si\u0119 zmierzch. Nale\u017ca\u0142o pomy\u015ble\u0107 o noclegu.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przydro\u017cne s\u0142upki monotonnie ucieka\u0142y w ty\u0142, Peter postanowi\u0142, \u017ce nie b\u0119dzie na nie zwraca\u0142 uwagi, to mog\u0142o by go u\u015bpi\u0107. Zacz\u0105\u0142 ws\u0142uchiwa\u0107 si\u0119 w g\u0142os spikera radiowego. Mi\u0142y, ciep\u0142y, lekko schrypni\u0119ty g\u0142os, bardzo szybko m\u00f3wi\u0142 o pogodzie, jednoczenie dowcipkuj\u0105c i zapowiadaj\u0105c nast\u0119pn\u0105 piosenk\u0119. &#8222;Znowu b\u0119dzie upa\u0142&#8221; zmartwi\u0142 si\u0119 Peter. &#8222;Nienawidz\u0119 tych gor\u0105cych nocy i tej piosenki o mi\u0142o\u015bci, kt\u00f3ra odlatuje jak ptak&#8221; pomy\u015bla\u0142. &#8222;Dlaczego oni ci\u0105gle i we wszystkich stacjach radiowych wa\u0142kuj\u0105 te same kawa\u0142ki. Mo\u017cna si\u0119 porzyga\u0107&#8221;.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zerkn\u0105\u0142 okiem na du\u017c\u0105, kolorow\u0105 tablic\u0119, informuj\u0105c\u0105, \u017ce pi\u0119tna\u015bcie kilometr\u00f3w dalej jest stacja benzynowa, ca\u0142odobowa restauracja i pokoje do wynaj\u0119cia. -Witam w domu &#8211; mrukn\u0105\u0142 sam do siebie &#8211; Przynajmniej w miejscu kt\u00f3re dzi\u015b wieczorem zast\u0105pi mi m\u00f3j dom &#8211; doda\u0142.- Najwy\u017cszy czas si\u0119 zatrzyma\u0107, bo zaczynam gada\u0107 do siebie &#8211; zn\u00f3w odezwa\u0142 si\u0119 do siebie. Kilkana\u015bcie minut p\u00f3\u017aniej, w jednostajny, p\u0142aski krajobraz wdar\u0142a si\u0119 betonowa nieprawid\u0142owo\u015b\u0107. Wygl\u0105da\u0142o to tak, jakby pustynia wyplu\u0142a na swoj\u0105 powierzchni\u0119 kilka bry\u0142 geometrycznych. Peter nie zna\u0142 si\u0119 zbyt dobrze na malarstwie i kolorach, ale widok urzek\u0142 go swym urbanistycznym stylem i zabarwieniem, kt\u00f3re posiada\u0142o prawdopodobnie ca\u0142\u0105 palet\u0119 barw od ciemnej czerwieni poprzez bordo, a\u017c do czerni. W oddali wida\u0107 by\u0142o prostok\u0105tny zarys stacji benzynowej z charakterystycznymi filarami i stanowiskami dla samochod\u00f3w, du\u017cy parking, restauracj\u0119 oraz rz\u0105d parterowych domk\u00f3w, kt\u00f3re z tej odleg\u0142o\u015bci wygl\u0105da\u0142y jak klocki u\u0142o\u017cone w rz\u0119dzie, jeden obok drugiego, przez jakiego\u015b mi\u0142uj\u0105cego harmoni\u0119 dzieciaka &#8211; giganta. Lampy na stacji i na parkingu s\u0105czy\u0142y ostre, czerwono-pomara\u0144czowe \u015bwiat\u0142o, tak idealnie komponuj\u0105ce si\u0119 z kolorami, jakie wok\u00f3\u0142 rozsiewa\u0142o zachodz\u0105ce, purpurowe s\u0142o\u0144ce. Tylko restauracja wy\u0142amywa\u0142a si\u0119 z tej kompozycji bladym, trupim wr\u0119cz \u015bwiat\u0142em lamp jarzeniowych. &#8221; I niech mi kto\u015b powie, \u017ce nie ma piek\u0142a na ziemi&#8221; pomy\u015bla\u0142 Peter.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Podjecha\u0142 na stacj\u0119, zatankowa\u0142, zamieni\u0142 kilka s\u0142\u00f3w z wielkim, leniwie poruszaj\u0105cym si\u0119 cz\u0142owiekiem, kt\u00f3ry obs\u0142ugiwa\u0142 dystrybutor, potem uregulowa\u0142 rachunek i wjecha\u0142 na parking.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Sta\u0142o tam kilka samochod\u00f3w osobowych i cztery wielkie, osiemnastoko\u0142owe ci\u0119\u017car\u00f3wki. &#8222;Pi\u0119kne maszyny&#8221; zachwyci\u0142 si\u0119 Peter, spogl\u0105daj\u0105c na &#8222;tiry&#8221;. Podszed\u0142 do jednego z domk\u00f3w na kt\u00f3rym nad drzwiami wej\u015bciowymi przybity by\u0142 du\u017cy, prostok\u0105tny kawa\u0142ek p\u0142yty pil\u015bniowej z bia\u0142ym napisem &#8222;Recepcja&#8221;. W \u015brodku przywita\u0142 go znu\u017conym spojrzeniem oko\u0142o sze\u015b\u0107dziesi\u0119cioletni, zasuszony m\u0119\u017cczyzna, w mocno sfatygowanej koszuli. Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce s\u0105 jeszcze wolne dwa bungalowy. Peter wynaj\u0105\u0142 jeden z nich, zap\u0142aci\u0142, wzi\u0105\u0142 klucz, r\u0119czniki i po\u015bciel, poczym wszed\u0142 do ostatniego, licz\u0105c od restauracji domku, Nie zapalaj\u0105c \u015bwiat\u0142a zlokalizowa\u0142 \u0142\u00f3\u017cko, rzuci\u0142 na nie ca\u0142y sw\u00f3j baga\u017c i wyposa\u017cenie, jakie otrzyma\u0142 w recepcji, zamkn\u0105\u0142 drzwi i poszed\u0142 co\u015b zje\u015b\u0107. By\u0142o przed dziewi\u0105t\u0105, wi\u0119c w restauracji siedzia\u0142o stosunkowo du\u017co os\u00f3b. Dwa stoliki zajmowa\u0142y jakie\u015b rodziny. Jedna z nadpobudliwymi zdawa\u0142o si\u0119 dzie\u0107mi, kt\u00f3re ci\u0105gle si\u0119ga\u0142y r\u0119kami po r\u00f3\u017cne rzeczy na stole, o ma\u0142y w\u0142os nie rozlewaj\u0105c mleka i herbat swoich rodzic\u00f3w, kt\u00f3rzy wci\u0105\u017c je uciszali, uspokajali i karcili.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ma\u0142\u017ce\u0144stwo wygl\u0105da\u0142o tak, jakby pierwszy raz w \u017cyciu zajmowa\u0142o si\u0119 dzie\u0107mi i jakby ta rola ich przerasta\u0142a. &#8222;Nowoczesne, bezstresowe wychowanie&#8221; oceni\u0142 w my\u015blach Peter. Przy drugim stoliku siedzia\u0142o dwoje ludzi, m\u0119\u017cczyzna i kobieta. Zachowywali si\u0119 tak, jakby si\u0119 czego\u015b bali. Mi\u0119dzy nimi siedzia\u0142a dziesi\u0119cioletnia mo\u017ce dziewczynka w ciemnozielonych rajtuzkach, plisowanej sp\u00f3dniczce w szkock\u0105 krat\u0119, bia\u0142ej bluzeczce i czerwonym sweterku. Dziecko by\u0142o blade, ale nie wygl\u0105da\u0142o to na chorobliwy objaw, a raczej na rzadk\u0105 karnacj\u0119 sk\u00f3ry. Ma\u0142a mia\u0142a proste, l\u015bni\u0105ce, czarne w\u0142osy prawie do pasa, nad czo\u0142em przyci\u0119te w r\u00f3wniutk\u0105 grzywk\u0119. &#8222;Ci s\u0105 bardziej interesuj\u0105cy&#8221; zauwa\u017cy\u0142 Peter, &#8222;szczeg\u00f3lnie ta ma\u0142a&#8221;. Ca\u0142a tr\u00f3jka w milczeniu spo\u017cywa\u0142a posi\u0142ek. W k\u0105cie siedzia\u0142o kilku t\u0119gich facet\u00f3w w wieku od trzydziestu do pi\u0119\u0107dziesi\u0119ciu lat. &#8222;Na pewno kierowcy tir\u00f3w&#8221; domy\u015bli\u0142 si\u0119. &#8222;Ta nadwaga to pewnie wynik siedz\u0105cego trybu \u017cycia i fastdoodowego \u017carcia, zjadanego na szybko w przydro\u017cnych barach&#8221;. Opr\u00f3cz nich siedzia\u0142o jeszcze kilka os\u00f3b, mi\u0119dzy innymi dw\u00f3ch &#8222;japiszon\u00f3w&#8221;, jak w my\u015blach nazwa\u0142 ich Peter, w modnych garniturach, nienagannie bia\u0142ych koszulach i krawatach mocno zaci\u015bni\u0119tych pod szyj\u0105 nawet w trakcie posi\u0142ku. Peter zam\u00f3wi\u0142 sok z grejpfrut\u00f3w i &#8222;co\u015b ciep\u0142ego&#8221;, zostawiaj\u0105c wyb\u00f3r m\u0142odej kelnerce o budowie kariatydy. Po kilku minutach sta\u0142a przed nim du\u017ca szklanka soku, talerz z dymi\u0105cym br\u0105zowym p\u0142ynem, w kt\u00f3rym p\u0142ywa\u0142y jakie\u015b warzywa i drobno poci\u0119ty makaron oraz koszyk z chlebem i trzy szklane pojemniczki ze standardowymi przyprawami: sol\u0105, pieprzem i papryk\u0105. Jad\u0142 powoli, dmuchaj\u0105c na gor\u0105c\u0105 zup\u0119 i prze\u017cuwaj\u0105c z namys\u0142em chleb. Z nud\u00f3w obserwowa\u0142 swych wsp\u00f3\u0142biesiadnik\u00f3w. W sumie nic szczeg\u00f3lnego, grupa ludzi, kt\u00f3rzy przyjechali z r\u00f3\u017cnych stron \u015bwiata, spotkali si\u0119 na chwil\u0119 w jednym miejscu, a jutro zn\u00f3w rozjad\u0105 si\u0119 w r\u00f3\u017cne strony. &#8222;Niby nic nadzwyczajnego, a jednak ciekawe. I jakie g\u0142\u0119bokie&#8221; duma\u0142 Peter popijaj\u0105c sok. &#8222;Ciekawe czy takie spotkania, zaw\u0119\u017cone jedynie do kontaktu wzrokowego, wp\u0142yn\u0105 jako\u015b na nasze \u017cycie? Zreszt\u0105, czy to wa\u017cne?&#8221; Nagle zauwa\u017cy\u0142, \u017ce cicha dziewczynka, na kt\u00f3r\u0105 ju\u017c wcze\u015bniej zwr\u00f3ci\u0142 uwag\u0119, przygl\u0105da mu si\u0119. U\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 do niej, ale ona nie odwzajemni\u0142a u\u015bmiechu. Peter spojrza\u0142 w inn\u0105 stron\u0119. &#8222;Nigdy nie wiadomo co si\u0119 takiemu dziecku u\u0142o\u017cy w g\u0142\u00f3wce&#8221; pomy\u015bla\u0142. &#8222;Patrzy\u0142a na mnie, jakbym jej zrobi\u0142 krzywd\u0119. Dziwna ma\u0142a, lepiej nie zwraca\u0107 na ni\u0105 uwagi&#8221;. Jednym haustem dopi\u0142 sok, zostawi\u0142 na stole pieni\u0105dze z niewielkim napiwkiem, szybko wsta\u0142 i wyszed\u0142 na zewn\u0105trz. Zapad\u0142a ju\u017c noc. Teraz stacja i bar wygl\u0105da\u0142y jak wyspa \u015bwiat\u0142a w bezkresnym morzu ciemno\u015bci. &#8222;Dzi\u015b do\u015bwiadczam samych interesuj\u0105cych widok\u00f3w&#8221; pomy\u015bla\u0142. Zrobi\u0142o si\u0119 duszno. Wzi\u0105\u0142 g\u0142\u0119boki oddech, przeci\u0105gn\u0105\u0142 si\u0119, wyci\u0105gn\u0105\u0142 z kieszeni papierosy i zapali\u0142 jednego. Powietrze pachnia\u0142o kurzem, asfaltem i mieszanin\u0105 spalin, gumy i oleju. Peter lubi\u0142 ten zapach, kojarzy\u0142 mu si\u0119 z drog\u0105 i podr\u00f3\u017c\u0105, a wi\u0119c z odkrywaniem czego\u015b nowego, czego wcze\u015bniej nie do\u015bwiadcza\u0142. &#8222;Ka\u017cda podr\u00f3\u017c nas wzbogaca&#8221; przemkn\u0119\u0142o mu przez g\u0142ow\u0119. Za jego plecami stukn\u0119\u0142y drzwi. Odruchowo obejrza\u0142 si\u0119. Za nim sta\u0142a dziewczynka w czerwonym sweterku.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlaczego pan zrobi\u0142 krzywd\u0119 temu drugiemu panu? &#8211; zapyta\u0142a z otwartoci\u0105 spotykan\u0105 tylko u dzieci. Peter zamruga\u0142 oczami &#8222;O co jej chodzi?&#8221; zastanowi\u0142 si\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jakiemu panu? &#8211; zapyta\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Temu w d\u0142ugim, czarnym samochodzie z falbankami. &#8211; odrzek\u0142a bez namys\u0142u.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie znam nikogo takiego, musia\u0142o ci si\u0119 co pomyli\u0107, albo mo\u017ce jestem podobny do jakiego\u015b aktora z film\u00f3w, kt\u00f3re teraz ogl\u0105daj\u0105 dzieci. &#8211; pr\u00f3bowa\u0142 uspokoi\u0107 ma\u0142\u0105.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie. Widzia\u0142am jak pan go bi\u0142, a potem jeszcze taka pani i on upad\u0142 i by\u0142 ca\u0142y we krwi. &#8211; m\u00f3wi\u0142a dzieci\u0119cym, ale przecie\u017c bardzo spokojnym i opanowanym g\u0142osem, zwa\u017cywszy na wag\u0119 tematu, jaki porusza\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; S\u0142uchaj, ma\u0142a&#8230; &#8211; zacz\u0105\u0142 Peter, gdy zn\u00f3w z ty\u0142u stukn\u0119\u0142y du\u017ce, przeszklone drzwi.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Marie! Co ty wyprawiasz! Nie przeszkadzaj panu. &#8211; kobiecy, normalnie zapewne spokojny, melodyjny g\u0142os, cho\u0107 teraz pobrzmiewa\u0142a w nim nutka histerii.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Bardzo pana przepraszam, nie wiem, co si\u0119 z ni\u0105 dzieje, zazwyczaj si\u0119 tak nie zachowuje. &#8211; w\u0142a\u015bcicielka g\u0142osu okaza\u0142a si\u0119 matk\u0105 Marie, trzydziestoparoletni\u0105 kobiet\u0105, na kt\u00f3rej \u017cycie zacz\u0119\u0142o ju\u017c lekko odciska\u0107 swoje pi\u0119tno, co naj\u0142atwiej mo\u017cna by\u0142o zauwa\u017cy\u0107 w k\u0105cikach jej oczu. &#8222;S\u0142ynne kurze \u0142apki&#8221; przelecia\u0142o mu przez g\u0142ow\u0119.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nic si\u0119 nie sta\u0142o, Marie nie przeszkodzi\u0142a mi w niczym istotnym, a poza tym to bardzo intryguj\u0105ca, m\u0142oda os\u00f3bka. &#8211; powiedzia\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Marie jest bardzo&#8230; wra\u017cliwa. -kobieta na chwil\u0119 zawiesi\u0142a g\u0142os. &#8211; Zreszt\u0105 nie b\u0119d\u0119 pana zanudza\u0107, ani d\u0142u\u017cej mu przeszkadza\u0107. Kochanie, przepro\u015b pana.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przepraszam. &#8211; powiedzia\u0142a Marie, \u015bwidruj\u0105c Petera oczami.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nic nie szkodzi. Naprawd\u0119. &#8211; odpar\u0142 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobranoc panu. &#8211; po\u017cegna\u0142a si\u0119 kobieta. &#8211; Marie, powiedz panu &#8222;dobranoc&#8221;.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobranoc panu. &#8211; powiedzia\u0142a Marie, nie spuszczaj\u0105c z niego wzroku.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobranoc pani. I tobie te\u017c \u017cycz\u0119 dobrej nocy, Marie, z kolorowymi snami i bez \u017cadnych koszmar\u00f3w. &#8211; powiedzia\u0142 Peter pochylaj\u0105c si\u0119 ku dziecku. Matka odruchowo u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 u\u015bmiechem, jakim darzy si\u0119 s\u0105siad\u00f3w, spotykaj\u0105c ich rano przed domem, Marie zachowa\u0142a powa\u017cn\u0105 twarz, po czym obie wr\u00f3ci\u0142y do restauracji. Peter patrzy\u0142 na nie, jak si\u0119 oddalaj\u0105, a potem siadaj\u0105 obok m\u0119\u017cczyzny, z kt\u00f3rym siedzia\u0142y wczeniej. Doro\u015bli wymienili mi\u0119dzy sob\u0105 kilka kr\u00f3tkich zda\u0144, po czym m\u0119\u017cczyzna rzuci\u0142 Peterowi przez oszklone drzwi kr\u00f3tkie spojrzenie. Peter odwr\u00f3ci\u0142 wzrok. Nie chcia\u0142, aby widzieli, \u017ce im si\u0119 przygl\u0105da. Posta\u0142 jeszcze z minutk\u0119, rzuci\u0142 niedopa\u0142ek papierosa na chodnik, przydepta\u0142 go, cho\u0107 wiedzia\u0142, \u017ce beton raczej si\u0119 od niego nie zapali. &#8222;Odruchy&#8221; pomy\u015bla\u0142, po czym skierowa\u0142 swe kroki w stron\u0119 sklepiku obok stacji. Po chwili wyszed\u0142 stamt\u0105d, nios\u0105c pod pach\u0105 sze\u015bciopak piwa.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p><em>Kochana Elizo!<br><\/em><\/p>\n\n\n\n<pre class=\"wp-block-verse\"><em>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wybacz, \u017ce przez tak d\u0142ugi okres czasu nie odzywa\u0142em si\u0119 do Ciebie. Wiem, \u017ce jestem Twoj\u0105 najbli\u017csz\u0105 rodzin\u0105 i powinienem utrzymywa\u0107 z Tob\u0105 bliskie kontakty, jednak my\u015bl\u0119, \u017ce gdy wyjawi\u0119 Ci powody tak d\u0142ugiego nieodwiedzania Ci\u0119 i niepisania, nie tylko wybaczysz mi, ale jeszcze uraduj\u0119 Twe serce. Jak zapewne pami\u0119tasz, przez d\u0142ugi czas poszukiwa\u0142em os\u00f3b, kt\u00f3re s\u0105 odpowiedzialne za \u015bmier\u0107 Twojego Ojca i Matki, a mojego Brata i Szwagierki. Z rado\u015bci\u0105 donosz\u0119 Ci, \u017ce wiadoma nam osoba jest w moich r\u0119kach. Jad\u0119 z ni\u0105 na pustyni\u0119, aby tam dokona\u0142a si\u0119 Sprawiedliwo\u015b\u0107. Je\u015bli wszystko p\u00f3jdzie dobrze, za tydzie\u0144, mo\u017ce dziesi\u0119\u0107 dni, od otrzymania przez Ciebie tego listu, zjawi\u0119 si\u0119 osobicie, aby \u015bwi\u0119towa\u0107 tak korzystny dla nas obr\u00f3t sprawy. Natomiast gdybym nie dawa\u0142 znaku \u017cycia przez miesi\u0105c, znaczy to, \u017ce sta\u0142o si\u0119 najgorsze i zosta\u0142a\u015b sama. Wtedy pakuj swoje rzeczy i przyje\u017cd\u017caj na pustyni\u0119 zwan\u0105 przez miejscowych \"Diabelskim Piecem\" (nie zdajesz sobie sprawy jaka to trafna nazwa). Pytaj o czarny karawan. Mam jednak nadziej\u0119, \u017ce wszystko p\u00f3jdzie zgodnie z planem i dusze naszych bliskich b\u0119d\u0105 si\u0119 radowa\u0107 w Niebie.<br>Niech Ci\u0119 B\u00f3g b\u0142ogos\u0142awi drogie dziecko<\/em><br><em>wuj Klaus.<\/em><\/pre>\n\n\n\n<p><br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; M\u0142oda, oko\u0142o dwudziestoletnia dziewczyna sko\u0144czy\u0142a czyta\u0107 list. R\u0119ka w kt\u00f3rej go trzyma\u0142a, bezwolnie opad\u0142a na poduszk\u0119, le\u017c\u0105c\u0105 obok na sofie. Po policzkach sp\u0142ywa\u0142y jej \u0142zy, ale na ustach igra\u0142 lekki u\u015bmiech, wyra\u017caj\u0105cy satysfakcj\u0119. Ubrana by\u0142a w wojskowe spodnie w barwach ochronnych, opr\u00f3cz nich mia\u0142a na sobie tylko prosty, bez ozd\u00f3b, czarny biustonosz. Siedzia\u0142a boso. Nieobecnym wzrokiem rozejrza\u0142a si\u0119 po pokoju, uciekaj\u0105c my\u015blami w g\u0142\u0105b siebie. By\u0142a naturaln\u0105 blondynk\u0105, a jej d\u0142ugie, proste w\u0142osy \u015bcile przylega\u0142y do g\u0142owy, mocno \u015bci\u0105gni\u0119te w kucyk. Pok\u00f3j pe\u0142en by\u0142 ciemnych, stylowych mebli, wygl\u0105daj\u0105cych jak antyki i odbijaj\u0105cych swoimi g\u0142adkimi powierzchniami \u015bwiat\u0142o wpadaj\u0105ce przez du\u017ce, staromodne okno, przes\u0142oni\u0119te firank\u0105. Na \u015bcianach pokrytych tapet\u0105 w r\u00f3\u017cnych odcieniach go\u0142\u0105bkowej zieleni wisia\u0142y obrazy, krucyfiks i portret dw\u00f3jki m\u0142odych ludzi. Kobieta na portrecie by\u0142a bardzo podobna do Elizy.<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;Peter dopija\u0142 w\u0142a\u015bnie czwarte piwo. Wcze\u015bniej wzi\u0105\u0142 prysznic w swoim bungalowie, na wszelki wypadek po\u015bcieli\u0142 sobie \u0142\u00f3\u017cko, posiedzia\u0142 troch\u0119 przed telewizorem, kt\u00f3ry pami\u0119ta\u0142 pewnie czasy, gdy Beatlesi zaczynali karier\u0119, po czym znudzony przemoc\u0105 p\u0142yn\u0105c\u0105 z ekranu, wyszed\u0142 z kolejn\u0105 puszk\u0105 piwa na \u015bwie\u017ce powietrze. Noc by\u0142a parna. Pot sp\u0142ywa\u0142 mu po plecach i po twarzy. &#8222;Znowu si\u0119 nie wy\u015bpi\u0119 w ten upa\u0142&#8221; pomy\u015bla\u0142. &#8222;Mam nadziej\u0119, \u017ce pi\u0105te piwo nie wp\u0142ynie zbytnio na moj\u0105 jutrzejsz\u0105 kondycj\u0119. Zn\u00f3w ca\u0142y dzie\u0144 drogi przede mn\u0105&#8221;.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; By\u0142o oko\u0142o pierwszej po p\u00f3\u0142nocy. W otulaj\u0105c\u0105 wszystko cisz\u0119 wdar\u0142 si\u0119 odleg\u0142y pomruk silnika. Na horyzoncie pojawi\u0142y si\u0119 dwa \u015bwietlne punkty, poruszaj\u0105ce si\u0119 synchronicznie.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u015awiat\u0142a powoli, ale z uporem zbli\u017ca\u0142y si\u0119. Szum silnika stale narasta\u0142, a\u017c wreszcie przeszed\u0142 w ci\u0119\u017cki, niski ryk. Na stacj\u0119 zajecha\u0142 czarny karawan. Po przydro\u017cnym pyle, pokrywaj\u0105cym ca\u0142y samoch\u00f3d, mo\u017cna by\u0142o pozna\u0107, \u017ce przeby\u0142 dalek\u0105 drog\u0119. &#8222;Karawany nie odje\u017cd\u017caj\u0105 zbyt daleko od cmentarzy&#8221; zaduma\u0142 si\u0119 Peter, &#8222;a poza tym rodzina nieboszczyka wola\u0142a by pewnie, aby ich ukochany zmar\u0142y udawa\u0142 si\u0119 w ostatni\u0105 podr\u00f3\u017c nieco czystszym pojazdem. No i brak konduktu \u017ca\u0142obnego. Z drugiej jednak strony&#8221; kontynuowa\u0142 rozmy\u015blania Peter &#8222;facet m\u00f3g\u0142 go niedawno kupi\u0107 i nie zd\u0105\u017cy\u0142 si\u0119 nim jeszcze zaj\u0105\u0107. Sk\u0105d wi\u0119c ten niepok\u00f3j we mnie?&#8221; pomy\u015bla\u0142, a po sk\u00f3rze przebieg\u0142o mu kilka tysi\u0119cy mr\u00f3wek, zimnymi \u0142apkami wytyczaj\u0105c szlak wzd\u0142u\u017c kr\u0119gos\u0142upa, a\u017c na sam czubek g\u0142owy.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pom\u00f3\u017c jej &#8211; Peter by\u0142 o w\u0142os od zawa\u0142u serca, gdy kto\u015b tu\u017c za jego plecami wyszepta\u0142 te s\u0142owa. Gwa\u0142townie odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119, mocniej zaciskaj\u0105c r\u0119k\u0119 na puszce. &#8222;Prawie pe\u0142na, mo\u017ce zd\u0105\u017c\u0119 rzuci\u0107&#8221; my\u015bl jak b\u0142yskawica za\u015bwita\u0142a mu w g\u0142owie i jak b\u0142yskawica zgas\u0142a. Przed nim sta\u0142 wysoki m\u0119\u017cczyzna, o w\u0142osach w kolorze kory d\u0119bu, kt\u00f3re w \u015bwietle lamp po\u0142yskiwa\u0142y zielonkawo. Dryblas mia\u0142 na sobie rozpi\u0119t\u0105 koszul\u0119 w krat\u0119, spod kt\u00f3rej wy\u0142ania\u0142 si\u0119 jego nagi, nieow\u0142osiony tors. By\u0142o w nim co\u015b dziwnego, spos\u00f3b w jaki podszed\u0142, nie czyni\u0105c najmniejszego ha\u0142asu w ciszy nocnej i to, \u017ce mimo zaduchu nie by\u0142o na nim kropli potu, a mo\u017ce to, \u017ce sta\u0142 boso, w przybrudzonych jeansach, w jakiej\u015b nienaturalnie statycznej pozie. I jeszcze ten zapach. Rozsiewa\u0142 dooko\u0142a siebie wo\u0144 roztartych w palcach li\u015bci d\u0119bu, a gdy szepta\u0142, zdawa\u0142o si\u0119, \u017ce to szumi\u0105 drzewa. Wszystko to sprawia\u0142o, \u017ce Peter, zamiast go uderzy\u0107, czy zdrowo opieprzy\u0107, jak z pocz\u0105tku zamierza\u0142, zdo\u0142a\u0142 tylko z trudem wykrztusi\u0107 pyta nie:<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co?&#8230; -Pom\u00f3\u017c jej &#8211; zaszemra\u0142 obcy. Jego g\u0142os zdawa\u0142 si\u0119 dochodzi\u0107 zewsz\u0105d. Otacza\u0142 Petera.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kim jeste\u015b? &#8211; s\u0142owa m\u0119\u017cczyzny z trudem torowa\u0142y sobie drog\u0119 do \u015bwiadomo\u015bci Petera.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jestem Jan. &#8211; odpar\u0142 cz\u0142owiek &#8211; a teraz pom\u00f3\u017c jej.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Komu? &#8211; Peter wreszcie zaczyna\u0142 rozumie\u0107 o co obcemu chodzi.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jest w karawanie i potrzebuje pomocy. Pom\u00f3\u017c jej &#8211; zaszumia\u0142y li\u015bcie w g\u0142osie m\u0119\u017cczyzny.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; S\u0142uchaj cz\u0142owieku, nie znam ciebie, nie znam &#8222;jej&#8221; i nie znam w\u0142a\u015bciciela z tego karawanu. Poza tym nie podoba mi si\u0119, \u017ce skradasz si\u0119 za moimi plecami w nocy, w og\u00f3le ty mi si\u0119 nie podobasz i spos\u00f3b w jaki m\u00f3wisz i dziura ozonowa i przemoc na ulicach i jeszcze setki innych rzeczy, wi\u0119c odpierdol si\u0119 ode mnie i sam pomagaj komu chcesz, byleby\u015b nie wchodzi\u0142 mi w drog\u0119. &#8211; Peter wyra\u017anie zacz\u0105\u0142 odzyskiwa\u0107 kontrol\u0119 nad sob\u0105.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ja nie mog\u0119 jej pom\u00f3c, ale ty mo\u017cesz. Pom\u00f3\u017c jej, prosz\u0119. &#8211; m\u0119\u017cczyzna sko\u0144czy\u0142 m\u00f3wi\u0107, odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 i jednostajnym krokiem odszed\u0142 na pustyni\u0119. Peter sta\u0142 i patrzy\u0142 w mrok, w kt\u00f3rym znikn\u0105\u0142 obcy.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Po kilku minutach w jego g\u0142owie za\u015bwita\u0142a pierwsza, nie\u015bmia\u0142a my\u015bl: &#8222;Ja pierdol\u0119!&#8221; Poci\u0105gn\u0105\u0142 spory \u0142yk z puszki, kt\u00f3r\u0105 wci\u0105\u017c trzyma\u0142 w r\u0119ku, po czym wyci\u0105gn\u0105\u0142 papierosa i zapali\u0142. &#8222;Mo\u017ce to zm\u0119czenie&#8221; my\u015bla\u0142. &#8222;Nie, niemo\u017cliwe, jeszcze nigdy ze zm\u0119czenia nie mia\u0142em wizji, a poza tym, nie jestem jeszcze tak zm\u0119czony. C\u00f3\u017c, podobno s\u0105 rzeczy na niebie i ziemi, o kt\u00f3rych nie \u015bni\u0142o si\u0119 naszym filozofom, mo\u017ce to jedna z nich. Albo to jaki\u015b \u0107pun, zreszt\u0105 w czepku urodzony, boso, noc\u0105, na pustyni. Tyle tam w\u0119\u017cy i skorpion\u00f3w. Ma facet jaja, albo g\u00f3wno zamiast m\u00f3zgu.&#8221; Peter wr\u00f3ci\u0142 do swojej kwatery. Chwil\u0119 potem us\u0142ysza\u0142, jak karawan podje\u017cd\u017ca na parking. Kierowca wy\u0142\u0105czy\u0142 silnik, wysiad\u0142 z samochodu i ruszy\u0142 w kierunku recepcji. Peter nie m\u00f3g\u0142 zasn\u0105\u0107, wci\u0105\u017c my\u015bla\u0142 o dziwnym spotkaniu z Janem. &#8222;Jestem Jan. Kurwa! Wiele mi to m\u00f3wi&#8221; w\u015bcieka\u0142 si\u0119. Jednak mimo i\u017c pr\u00f3bowa\u0142 my\u015ble\u0107 o czym\u015b innym, gdzie\u015b w g\u0142\u0119bi siebie, w pod\u015bwiadomo\u015bci, podj\u0105\u0142 ju\u017c decyzj\u0119. Poczeka\u0142, a\u017c us\u0142yszy kroki powracaj\u0105cego w\u0142a\u015bciciela karawanu, odczeka\u0142 jakie\u015b p\u00f3\u0142 godziny, czyli jedno piwo, albo sze\u015b\u0107 teledysk\u00f3w i cicho wyszed\u0142 na zewn\u0105trz.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p><br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; By\u0142o przed trzeci\u0105. Zrobi\u0142o si\u0119 ch\u0142odniej. &#8222;No, wreszcie b\u0119d\u0119 m\u00f3g\u0142 zasn\u0105\u0107. Zajrz\u0119 tylko przez szyb\u0119 do \u015brodka tego karawanu, \u017ceby mie\u0107 pewno\u015b\u0107, \u017ce facet ze\u015bwirowa\u0142, a ja jestem zdrowy&#8221; pociesza\u0142 si\u0119. Rozejrza\u0142 si\u0119 po okolicy. Ca\u0142y \u015bwiat wygl\u0105da\u0142 jakby usn\u0105\u0142, albo umar\u0142. By\u0142o pusto i cicho. Nie wia\u0142 nawet najl\u017cejszy wietrzyk. Peter najciszej jak potrafi\u0142, podszed\u0142 do czarnego pojazdu. W g\u00f3rnych partiach okien samochodu porozwieszane by\u0142y bia\u0142e firanki. Peter przys\u0142oni\u0142 r\u0119k\u0105 oczy i zbli\u017cy\u0142 twarz do jednej z tylnych szyb. W \u015brodku by\u0142a stalowa trumna, okr\u0119cona kilkakrotnie grubym, l\u015bni\u0105cym \u0142a\u0144cuchem. Nagle wyda\u0142o mu si\u0119, \u017ce us\u0142ysza\u0142 cichy stuk. Jeszcze bardziej zbli\u017cy\u0142 twarz do powierzchni szyby, jednocze\u015bnie lekko przekrzywiaj\u0105c g\u0142ow\u0119, aby lepiej s\u0142ysze\u0107. Stuk si\u0119 powt\u00f3rzy\u0142. I wtedy zauwa\u017cy\u0142, \u017ce trumna delikatnie drgn\u0119\u0142a. Po chwili drgn\u0119\u0142a raz jeszcze. &#8222;O cholera!&#8221; pomy\u015bla\u0142. &#8222;\u015awir mia\u0142 racj\u0119, tam kto\u015b jest.&#8221;&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Za jego plecami skrzypn\u0105\u0142 pod butem piach. Odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 i to go uratowa\u0142o przed nieuchronnym p\u0119kni\u0119ciem podstawy czaszki, jakie zafundowa\u0142by mu niew\u0105tpliwie, stoj\u0105cy za nim ze strzelb\u0105 m\u0119\u017cczyzna. Przeciwnik by\u0142 wysoki i chudy. Mia\u0142 kr\u00f3tkie, szpakowate w\u0142osy i kilkudniowy zarost. Po pierwszym, chybionym ciosie kolb\u0105 w g\u0142ow\u0119 Petera, w\u0142a\u015bnie bra\u0142 kolejny zamach. Nie by\u0142o czasu na s\u0142owa wyja\u015bnienia, czy s\u0142owa jakiekolwiek inne. Nie by\u0142o czasu nawet na zwyczajowe przekle\u0144stwo. By\u0142 czas na dzia\u0142anie. Peter wyci\u0105gn\u0105\u0142 r\u0119ce przed siebie, pr\u00f3buj\u0105c z\u0142apa\u0107 szpakowatego za d\u0142onie splecione na strzelbie, jednocze\u015bnie uderzaj\u0105c w niego cia\u0142em. M\u0119\u017cczyzna nie zd\u0105\u017cy\u0142 si\u0119 uchyli\u0107 i razem run\u0119li na asfalt, pokryty cienk\u0105 warstw\u0105 piachu, naniesionego przez pustynny wiatr. Peter le\u017ca\u0142 na przeciwniku, wykorzysta\u0142 wi\u0119c ten fakt i przenosz\u0105c ca\u0142y ci\u0119\u017car cia\u0142a na lew\u0105 r\u0119k\u0119, kt\u00f3r\u0105 dociska\u0142 do ziemi r\u0119ce m\u0119\u017cczyzny trzymaj\u0105ce bro\u0144, uni\u00f3s\u0142 si\u0119 na niej, a praw\u0105 zd\u0105\u017cy\u0142 kilkakrotnie uderzy\u0107 go w szcz\u0119k\u0119. Ruchy szpakowatego sta\u0142y si\u0119 nieco bardziej wolne, jednak zdo\u0142a\u0142 uwolni\u0107 swoj\u0105 lew\u0105 d\u0142o\u0144 i zada\u0142 ni\u0105 cios.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter schowa\u0142 g\u0142ow\u0119 w ramiona, stoczy\u0142 si\u0119 z le\u017c\u0105cego pod nim cz\u0142owieka przez lewe rami\u0119, nie rozlu\u017aniaj\u0105c jednak uchwytu na kolbie i zas\u0142oni\u0142 si\u0119 praw\u0105 r\u0119k\u0105. Poczu\u0142 w niej b\u00f3l, gdy uderzenie szpakowatego go dosi\u0119g\u0142o, os\u0142oni\u0142 jednak g\u0142ow\u0119, poza tym jego przeciwnik, le\u017c\u0105c nie m\u00f3g\u0142 wzi\u0105\u0107 pe\u0142nego zamachu, co os\u0142abi\u0142o nieco uderzenie. B\u00f3l by\u0142 mniej dotkliwy ni\u017c spodziewa\u0142 si\u0119 tego Peter. Widz\u0105c, \u017ce m\u0119\u017cczyzna pr\u00f3buje si\u0119 podnie\u015b\u0107, chwyci\u0142 obiema r\u0119kami za strzelb\u0119 i wyszarpn\u0105\u0142 mu j\u0105 z r\u0105k, przez co szpakowaty zn\u00f3w si\u0119 przewr\u00f3ci\u0142. Obydwaj zacz\u0119li b\u0142yskawicznie podnosi\u0107 si\u0119 z ziemi. Peter wstaj\u0105c wysun\u0105\u0142 lew\u0105 nog\u0119 do przodu, przenosz\u0105c na ni\u0105 ca\u0142y ci\u0119\u017car cia\u0142a, tak, \u017ce m\u00f3g\u0142 od razu kopn\u0105\u0107 praw\u0105, co te\u017c uczyni\u0142.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przeciwnik by\u0142 nieco wolniejszy. Zapewne mia\u0142 na to wp\u0142yw jego upadek i kilka cios\u00f3w w szcz\u0119k\u0119, kt\u00f3re wymierzy\u0142 mu Peter. Kopni\u0119cie dosi\u0119g\u0142o jego \u017ceber. Krzyk b\u00f3lu by\u0142 pierwszym d\u017awi\u0119kiem, jaki wydoby\u0142 si\u0119 z jego ust, rozdzieraj\u0105c cisz\u0119 nocn\u0105. Peter nie namy\u015blaj\u0105c si\u0119 wiele doskoczy\u0142 do niego i z ca\u0142ej si\u0142y, zza g\u0142owy, uderzy\u0142 go trzyman\u0105 za luf\u0119 jak maczuga strzelb\u0105, w twarz. Da\u0142 si\u0119 s\u0142ysze\u0107 cichy trzask i m\u0119\u017cczyzna run\u0105\u0142 na ziemi\u0119. Peter wzni\u00f3s\u0142 bro\u0144 do nast\u0119pnego ciosu, ale przeciwnik le\u017ca\u0142 na brzuchu, wtulaj\u0105c twarz w asfalt i nie rusza\u0142 si\u0119. Peter podszed\u0142 bli\u017cej i delikatnie szturchn\u0105\u0142 go butem. \u017badnej reakcji. Odwr\u00f3ci\u0142 go nog\u0105 na wznak. Ca\u0142y lewy policzek i czo\u0142o m\u0119\u017cczyzny by\u0142y krwaw\u0105 plam\u0105, z kt\u00f3rej stercza\u0142 spuchni\u0119ty nos. Szcz\u0119ka by\u0142a nienaturalnie przesuni\u0119ta w praw\u0105 stron\u0119, a z uchylonych ust s\u0105czy\u0142a si\u0119 ci\u0105gliw\u0105 nitk\u0105 stru\u017cka krwi, zmieszanej ze \u015blin\u0105. Widok by\u0142 okropny. Peter, wci\u0105\u017c z kolb\u0105 wzniesion\u0105 nad g\u0142ow\u0105, przykucn\u0105\u0142 obok swej ofiary. Cz\u0142owiek oddycha\u0142, wci\u0105\u017c wi\u0119c jeszcze \u017cy\u0142, ale by\u0142o pewne, \u017ce jest nieprzytomny. &#8222;Co ja robi\u0119!&#8221; my\u015bla\u0142 Peter, odk\u0142adaj\u0105c na bok strzelb\u0119 i nerwowo przeszukuj\u0105c kieszenie le\u017c\u0105cego m\u0119\u017cczyzny. &#8222;Ale facet \u015bmierdzi, chyba si\u0119 nie my\u0142 przez tydzie\u0144&#8221; przemkn\u0119\u0142a mu przez g\u0142ow\u0119 irracjonalna w tej sytuacji my\u015bl. Wreszcie znalaz\u0142 to, czego szuka\u0142: ma\u0142y p\u0119k kluczyk\u00f3w do samochodu i dwa, bli\u017aniaczo do siebie podobne, nieco wi\u0119ksze klucze, zapewne od k\u0142\u00f3dki. Szybko podszed\u0142 do baga\u017cnika i przymierzy\u0142 jeden z mniejszych kluczy. &#8222;Oczywi\u015bcie nie pasuje, to zawsze jest ten drugi klucz&#8221; pomy\u015bla\u0142 ze z\u0142o\u015bci\u0105. Rzeczywi\u015bcie drugi pasowa\u0142. Przekr\u0119ci\u0142 go i nie wyci\u0105gaj\u0105c z zamka uni\u00f3s\u0142 klap\u0119 do g\u00f3ry.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Chwyci\u0142 za trumn\u0119 i z trudem wyci\u0105gn\u0105\u0142 j\u0105 na zewn\u0105trz. Jej doln\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 postawi\u0142 na ziemi, podczas, gdy g\u00f3rna wci\u0105\u017c opiera\u0142a si\u0119 o samoch\u00f3d. Otworzy\u0142 k\u0142\u00f3dk\u0119 i szybko zacz\u0105\u0142 odwija\u0107 \u0142a\u0144cuch. &#8222;\u017beby tylko nie by\u0142o za p\u00f3\u017ano&#8221; my\u015bla\u0142. Gdy ostatni zw\u00f3j \u0142a\u0144cucha opad\u0142 na asfalt, wieko trumny wystrzeli\u0142o na kilka metr\u00f3w w g\u00f3r\u0119. Peter tylko cudem zdo\u0142a\u0142 unikn\u0105\u0107 uderzenia. Gwa\u0142townie odskoczy\u0142 do ty\u0142u. Wtedy wszystko zacz\u0119\u0142o si\u0119 dzia\u0107 naraz. Najpierw z trumny wyskoczy\u0142a jaka\u015b kobieta. Wyl\u0105dowa\u0142a na ziemi mi\u0119kko jak kot, lekko tylko podpieraj\u0105c si\u0119 lew\u0105 r\u0119k\u0105, potem z wielkim hukiem opad\u0142o wieko trumny, potem co\u015b gwa\u0142townie szarpn\u0119\u0142o go za rami\u0119, a p\u00f3\u017aniej us\u0142ysza\u0142 wystrza\u0142. Zreszt\u0105, mo\u017ce wszystko by\u0142o na odwr\u00f3t. Jednak sekund\u0119 p\u00f3\u017aniej \u015bwiat nagle dziwnie zwolni\u0142. Peter nie m\u00f3g\u0142 wykona\u0107 najmniejszego nawet gestu. M\u00f3g\u0142 tylko patrze\u0107. Zwr\u00f3ci\u0142 wi\u0119c uwag\u0119 na to, \u017ce horyzont powoli i jednostajnie przechodzi od poziomu do pionu. Nast\u0119pnie zauwa\u017cy\u0142, \u017ce kilka domk\u00f3w dalej, w otwartych drzwiach, o\u015bwietlona czerwonawym \u015bwiat\u0142em latarni, stoi ma\u0142a, czarnow\u0142osa dziewczynka, na koniec za\u015b wielki, asfaltowy parking, teraz ju\u017c ca\u0142kowicie pionowy, uderzy\u0142 go w g\u0142ow\u0119. Potem nasta\u0142a ciemno\u015b\u0107.&nbsp;<br><\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u015awiadomo\u015b\u0107 wraca\u0142a bole\u015bnie, z trudem przeciskaj\u0105c si\u0119 przez czarne opary niepami\u0119ci. Pierwszymi wra\u017ceniami jakie zacz\u0119\u0142y dociera\u0107 do Petera by\u0142y szum, ruch i muzyka. Zacz\u0105\u0142 je z wolna analizowa\u0107. Po kilku minutach doszed\u0142 do wniosku, \u017ce szum pochodzi z jego w\u0142asnej g\u0142owy, natomiast muzyka i ruch s\u0105 z zewn\u0105trz. Delikatnie uchyli\u0142 powieki. Siedzia\u0142 w samochodzie, ale nie swoim. By\u0142a noc. Przed nim, o\u015bwietlona reflektorami wst\u0119ga asfaltu, ucieka\u0142a gdzie\u015b wstecz. Wolno odwr\u00f3ci\u0142 g\u0142ow\u0119. Z jego lewej strony, za kierownic\u0105 siedzia\u0142a kobieta. Jej twarz o\u015bwietlona by\u0142a przyt\u0142umionym, zielonkawym \u015bwiat\u0142em, s\u0105cz\u0105cym si\u0119 z deski rozdzielczej. Wykonywa\u0142a spokojne, prawie niezauwa\u017calne ruchy kierownic\u0105, wpatruj\u0105c si\u0119 w mrok przed sob\u0105.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Doszed\u0142e\u015b ju\u017c do siebie? &#8211; zapyta\u0142a. Peter szerzej otworzy\u0142 oczy, zacz\u0105\u0142 intensywnie wpatrywa\u0107 si\u0119 w kobiet\u0119, przez chwil\u0119 ich spojrzenia skrzy\u017cowa\u0142y si\u0119, potem ona zn\u00f3w wr\u00f3ci\u0142a do obserwowania drogi przed nimi.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No, jak si\u0119 czujesz? &#8211; spyta\u0142a ponownie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co si\u0119 sta\u0142o? &#8211; odpowiedzia\u0142 pytaniem na pytanie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Uratowa\u0142e\u015b mnie. W dzisiejszych czasach to oznaka nietuzinkowego charakteru, albo takiej samej g\u0142upoty. Jeszcze ci\u0119 nie rozgryz\u0142am, wi\u0119c nie wiem, do kt\u00f3rej z tych dw\u00f3ch kategorii ludzi si\u0119 zaliczasz, cho\u0107 grzeczno\u015b\u0107 kaza\u0142aby przypuszcza\u0107, \u017ce do tej pierwszej. Co si\u0119 sta\u0142o? Postrzeli\u0142 ci\u0119 Klaus, ten stukni\u0119ty facet, kt\u00f3remu do\u0142o\u017cy\u0142e\u015b.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A wi\u0119c prze\u017cy\u0142? &#8211; zapyta\u0142 Peter, pr\u00f3buj\u0105c jednocze\u015bnie pozbiera\u0107 ta\u0144cz\u0105ce w jego g\u0142owie my\u015bli.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Owszem, ale nie nacieszy\u0142 si\u0119 \u017cyciem zbyt d\u0142ugo&#8230; &#8211; odrzek\u0142a beznami\u0119tnie.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zabi\u0142a\u015b go? &#8211; Peter zaczyna\u0142 sobie powoli wszystko przypomina\u0107, jednocze\u015bnie baczniej przygl\u0105daj\u0105c si\u0119 swojej rozm\u00f3wczyni. By\u0142o w niej co\u015b, co go w jaki\u015b spos\u00f3b przera\u017ca\u0142o, a zarazem poci\u0105ga\u0142o, nie potrafi\u0142 okre\u015bli\u0107 co, ale na pewno nie jej niew\u0105tpliwa uroda, raczej co\u015b w jej ruchach, sposobie bycia, czy charakterze, sam nie wiedzia\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przera\u017ca ci\u0119 to? &#8211; zapyta\u0142a, jakby czyta\u0142a w jego my\u015blach.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie bardzo. &#8211; zdoby\u0142 si\u0119 na odrobin\u0119 szczero\u015bci.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A powinno. Nie wolno zabiera\u0107 tego, czego nie mo\u017cna p\u00f3\u017aniej odda\u0107. Ale tym razem musia\u0142am, to stara rodowa wendetta. Oni, albo ja, trzeciej mo\u017cliwo\u015bci nie ma.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Oni?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ich rodzina, wywodz\u0105 si\u0119 z Niemiec, a konflikt mi\u0119dzy nami, a nimi trwa ju\u017c kilkaset lat.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; My\u015bla\u0142em, \u017ce takie rzeczy dziej\u0105 si\u0119 tylko w filmach &#8211; zdziwi\u0142 si\u0119 Peter. W miar\u0119 jak ze sob\u0105 rozmawiali, uspokaja\u0142 si\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przeceniasz filmy. W por\u00f3wnaniu z \u017cyciem, to tylko stare, wyblak\u0142e obrazy, nieudolnie na\u015bladuj\u0105ce rzeczywisto\u015b\u0107. &#8211; odrzek\u0142a z g\u0142\u0119bok\u0105 pewno\u015bci\u0105 w g\u0142osie. Peter zamy\u015bli\u0142 si\u0119. Ca\u0142a sytuacja wydawa\u0142a si\u0119 by\u0107 dziwn\u0105 i irracjonaln\u0105. Dopiero niedawno ucieka\u0142 przed przesz\u0142o\u015bci\u0105, potem walczy\u0142 z nieznajomym o \u017cycie innej nieznajomej, potem o ma\u0142o co nie zabi\u0142 cz\u0142owieka, nast\u0119pnie zosta\u0142 postrzelony, a\u017c wreszcie spokojnie konwersuje o \u017cyciu i filmach z kobiet\u0105 kt\u00f3rej nie zna, a kt\u00f3ra sama ze stoickim spokojem przyzna\u0142a si\u0119 do zabicia przed chwil\u0105 cz\u0142owieka. I jeszcze wcze\u015bniej ten \u0107pun z pustyni i ta szurni\u0119ta ma\u0142a z restauracji. Peter zacz\u0105\u0142 si\u0119 \u015bmia\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co ci\u0119 tak bawi? &#8211; zapyta\u0142a kobieta, z lekkim zdziwieniem w g\u0142osie. &#8211; Mo\u017ce jednak za mocno si\u0119 uderzy\u0142e\u015b, mo\u017ce powinni\u015bmy poszuka\u0107 szpitala? Jak si\u0119 czujesz? &#8211; ostatnie pytanie zada\u0142a z udawan\u0105 trosk\u0105 w g\u0142osie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nic mi nie jest &#8211; odrzek\u0142 &#8211; bawi mnie ta ca\u0142a sytuacja. A tak w og\u00f3le, to dok\u0105d jedziemy?&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W bezpieczne miejsce. &#8211; odrzek\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; To znaczy gdzie? &#8211; zapyta\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A co, spieszy ci si\u0119 gdzie\u015b? &#8211; w jej g\u0142osie zabrzmia\u0142a nutka zniecierpliwienia.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ale\u017c sk\u0105d, tak zapyta\u0142em, z czystej, ludzkiej ciekawo\u015bci.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; M\u00f3wi\u0105, \u017ce ciekawo\u015b\u0107 mo\u017ce zaprowadzi\u0107 do piek\u0142a&#8230;&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zaryzykuj\u0119.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie m\u00f3w p\u00f3\u017aniej, \u017ce ci\u0119 nie ostrzega\u0142am &#8211; po raz pierwszy si\u0119 u\u015bmiechn\u0119\u0142a. Wok\u00f3\u0142 k\u0105cik\u00f3w ust zrobi\u0142y jej si\u0119 leciutkie zmarszczki. &#8222;Jest pi\u0119kna, gdy si\u0119 \u015bmieje&#8221; pomy\u015bla\u0142 Peter. Spojrza\u0142a na niego, jakby us\u0142ysza\u0142a jego my\u015bli i zn\u00f3w si\u0119 u\u015bmiechn\u0119\u0142a.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mam na imi\u0119 Julia &#8211; powiedzia\u0142a.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A ja Peter &#8211; odrzek\u0142. Z g\u0142o\u015bnik\u00f3w radia p\u0142yn\u0119\u0142a w\u0142a\u015bnie ostra muzyka. Iggy Pop \u015bpiewa\u0142: &#8222;Now I wanna be Your dog&#8221;. Peter u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119, gdy\u017c lubi\u0142 takie d\u017awi\u0119ki. Spojrza\u0142 na swoje lewe rami\u0119. W r\u0119kawie mia\u0142 dziur\u0119, a wok\u00f3\u0142 niej plam\u0119 zakrzep\u0142ej krwi. &#8222;Dziwne, nie czuj\u0119 b\u00f3lu&#8221;, pomy\u015bla\u0142, &#8222;mo\u017ce mi j\u0105 sparali\u017cowa\u0142o?&#8221; przemkn\u0119\u0142o mu przez g\u0142ow\u0119.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Z r\u0119k\u0105 wszystko b\u0119dzie w porz\u0105dku &#8211; odezwa\u0142a si\u0119 Julia pod\u0105\u017caj\u0105c za jego wzrokiem.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ju\u017c si\u0119 ni\u0105 zaj\u0119\u0142am, ale przez pewien czas lepiej jej nie forsuj &#8211; doda\u0142a.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dzi\u0119kuj\u0119. Nie wiedzia\u0142em, \u017ce znasz si\u0119 na tym &#8211; odpar\u0142 Peter.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Sk\u0105d mia\u0142by\u015b wiedzie\u0107, dopiero co si\u0119 poznali\u015bmy. &#8211; odpar\u0142a &#8211;&nbsp; Znam si\u0119 na wielu rzeczach. Mam nadziej\u0119 , \u017ce nim si\u0119 rozstaniemy, b\u0119dziesz m\u00f3g\u0142 si\u0119 o tym przekona\u0107 jeszcze nie raz.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zabrzmia\u0142o to jak wst\u0119p do d\u0142u\u017cszej znajomo\u015bci, to mi\u0142e.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie ciesz si\u0119 zbytnio, to czego mo\u017cesz si\u0119 dowiedzie\u0107 mo\u017ce ci si\u0119 nie spodoba\u0107.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ty te\u017c nie wiesz o mnie wszystkiego. Sam do ko\u0144ca nie wiem wszystkiego o sobie.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A wi\u0119c zgodzisz si\u0119 zosta\u0107 ze mn\u0105 przez jaki\u015b czas?&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ch\u0119tnie.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jeden warunek: nie zadawaj pyta\u0144. Czasami dziwnie si\u0119 zachowuj\u0119.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zgoda, ale w zamian ja te\u017c mam warunek.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jaki?&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Musimy si\u0119 st\u0105d oddali\u0107, kierunek nie jest istotny, wa\u017cniejsza jest odleg\u0142o\u015b\u0107.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Masz co\u015b na sumieniu?&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Uj\u0105\u0142 bym to inaczej: kto\u015b mnie prze\u015bladuje.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A wi\u0119c mo\u017ce b\u0119dziemy mogli sobie pom\u00f3c nawzajem.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Oby\u015b mia\u0142a racj\u0119.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Teraz si\u0119 prze\u015bpij, a gdy wstaniesz, nie szukaj mnie, zjawi\u0119 si\u0119 po zmroku, mam do za\u0142atwienia pewne sprawy. Po prostu odpoczywaj. To b\u0119dzie bezpieczne miejsce, znam je z dawnych lat.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A wi\u0119c do zobaczenia wieczorem.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u015apij dobrze rycerzu. &#8211; u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119.Peter przymkn\u0105\u0142 oczy i wkr\u00f3tce spa\u0142 ju\u017c g\u0142\u0119bokim snem.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p><br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Obudzi\u0142 si\u0119 p\u00f3\u017anym popo\u0142udniem. Pot sp\u0142ywa\u0142 mu po twarzy, w ustach czu\u0142 wstr\u0119tn\u0105 sucho\u015b\u0107, a powietrze wok\u00f3\u0142 pachnia\u0142o rozgrzan\u0105 sk\u00f3r\u0105 i metalem. Bola\u0142a go g\u0142owa. Spr\u00f3bowa\u0142 otworzy\u0107 oczy, na wprost niego wielka, czerwona kula do po\u0142owy skrywa\u0142a si\u0119 za horyzontem. Siedzia\u0142 w samochodzie. Ostro\u017cnie rozejrza\u0142 si\u0119 do doko\u0142a. Przed sob\u0105 mia\u0142 bezkresn\u0105 przestrze\u0144 pustyni, o\u015bwietlon\u0105 pomara\u0144czowo-purpurowymi, ostatnimi promieniami s\u0142o\u0144ca. Cienie by\u0142y prawie czarne i znacznie si\u0119 ju\u017c wyd\u0142u\u017ca\u0142y. Spr\u00f3bowa\u0142 spojrze\u0107 za siebie, ale b\u00f3l g\u0142owy i lewej r\u0119ki przypomnia\u0142 mu, \u017ce nie jest to najlepszy pomys\u0142. Popatrzy\u0142 wi\u0119c w lusterko wsteczne. Za nim sta\u0142 ma\u0142y zaniedbany domek, w zasadzie trudno by\u0142o t\u0119 wal\u0105c\u0105 si\u0119 ruder\u0119 nazwa\u0107 domkiem, ale by\u0142a to pierwsza my\u015bl jaka mu si\u0119 nasun\u0119\u0142a, gdy zauwa\u017cy\u0142 ten oryginalny obiekt architektoniczny. Po paru minutach dochodzenia do siebie Peter postanowi\u0142 wyj\u015b\u0107 z samochodu. Zn\u00f3w zacz\u0119\u0142a go nurtowa\u0107 my\u015bl, czy to co wczoraj prze\u017cy\u0142 nie by\u0142o tylko snem, jednak zaschni\u0119ta krew na r\u0119kawie zdawa\u0142a si\u0119 \u015bwiadczy\u0107 o czym\u015b innym. I jeszcze owa tajemnicza znajoma &#8211; Julia. Nie by\u0142o jej nigdzie w pobli\u017cu gdy si\u0119 ockn\u0105\u0142, ale zdaje si\u0119, \u017ce co\u015b m\u00f3wi\u0142a wczoraj o tym, \u017ce jej nie b\u0119dzie, a mo\u017ce o tym, \u017ce p\u00f3\u017ano wr\u00f3ci, zreszt\u0105, czy to wa\u017cne, nie ma jej i tyle. My\u015bli w jego g\u0142owie wci\u0105\u017c biega\u0142y w r\u00f3\u017cnych kierunkach, a czasami zderza\u0142y si\u0119 ze sob\u0105 co doprowadza\u0142o go do istnego szale\u0144stwa i ca\u0142kowitej rezygnacji z jakichkolwiek dalszych rozmy\u015bla\u0144. Wreszcie zdecydowa\u0142 si\u0119 wysi\u0105\u015b\u0107. Powoli otworzy\u0142 drzwi i z wielkim trudem wygramoli\u0142 si\u0119 na zewn\u0105trz. Poczu\u0142 lekkie md\u0142o\u015bci i zawr\u00f3ci\u0142o mu si\u0119 w g\u0142owie, jednak po chwili \u015bwie\u017ce powietrze sprawi\u0142o, \u017ce zn\u00f3w wr\u00f3ci\u0142a mu ostro\u015b\u0107 widzenia i rozumowania. Podszed\u0142 do rozsypuj\u0105cej si\u0119 werandy domu i usiad\u0142 na jej drewnianym pode\u015bcie. Stara\u0142 si\u0119 uporz\u0105dkowa\u0107 ostatnie wydarzenia. Tymczasem \u015bwiat dooko\u0142a zacz\u0105\u0142 zamienia\u0107 si\u0119 w krwaw\u0105 panoram\u0119 przypominaj\u0105c\u0105 dantejskie kr\u0119gi piekielne.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zachodz\u0105ce s\u0142o\u0144ce zamienia\u0142o wszystkie elementy krajobrazu w r\u00f3\u017cne odcienie purpury. Peter, zatopiony w rozmy\u015blaniach nie zauwa\u017ca\u0142 tego. &#8221; Co ja tutaj robi\u0119?&#8221; zapytywa\u0142 sam siebie. &#8222;Powinienem si\u0119 oddala\u0107 od Tego, a nie wybiera\u0107 na pikniki z jak\u0105\u015b femme fatale, wyskakuj\u0105c\u0105 z trumny. Dobrze, \u017ce mnie nie za\u0142atwi\u0142a, cho\u0107, musz\u0119 przyzna\u0107, polubi\u0142em j\u0105.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ca\u0142a ta wyprawa od pocz\u0105tku by\u0142a pechowa, a ja przecie\u017c nie wierz\u0119 nawet w pecha, czy szcz\u0119\u015bcie. P\u00f3ki co zaczekam na tajemnicz\u0105 nieznajom\u0105, wygl\u0105da na to, \u017ce zna te tereny, mo\u017ce znajdzie dla mnie jak\u0105\u015b melin\u0119, gdzie m\u00f3g\u0142bym si\u0119 przechowa\u0107 przez jaki\u015b czas. Nic wi\u0119cej i tak nie zrobi\u0119, z przestrzelon\u0105 r\u0119k\u0105 i w kradzionym karawanie.&#8221; Spojrza\u0142 na zakurzony, czarny samoch\u00f3d. &#8222;Nie mog\u0142a wzi\u0105\u0107 mojego wozu?! Mniej rzuca si\u0119 w oczy i nie jest kradziony.&#8221; Pomy\u015bla\u0142 z irytacj\u0105. S\u0142o\u0144ce coraz bardziej zni\u017ca\u0142o si\u0119, a\u017c wreszcie zacz\u0119\u0142o leniwie opada\u0107 za horyzont, zabieraj\u0105c ze sob\u0105 coraz wi\u0119cej \u015bwiat\u0142a, wreszcie ca\u0142kiem znik\u0142o. Ziemi\u0119 okry\u0142 zmierzch. Zrazu delikatny i nie\u015bmia\u0142y, ale z ka\u017cd\u0105 chwil\u0105 coraz silniejszy, przechodz\u0105cy w ca\u0142kowity mrok nocy. Zrobi\u0142o si\u0119 bardzo zimno. Peter wsiad\u0142 do samochodu, kt\u00f3ry teraz chroni\u0142 go przed ch\u0142odem nocy, oddaj\u0105c ciep\u0142o wolniej ni\u017c powietrze. Siedzia\u0142 po ciemku i zastanawia\u0142 si\u0119 co pocz\u0105\u0107 dalej. Wreszcie zmorzy\u0142 go sen. Obudzi\u0142 si\u0119 czuj\u0105c gdzie\u015b wok\u00f3\u0142 siebie ruch. Otworzy\u0142 oczy. W \u015bwietle gwiazd ujrza\u0142 pochylaj\u0105c\u0105 si\u0119 nad nim Juli\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ju\u017c wr\u00f3ci\u0142a\u015b? &#8211; spyta\u0142 zaspanym g\u0142osem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czy\u017cby\u015b si\u0119 niecierpliwi\u0142? &#8211; spyta\u0142a &#8211; pochlebia mi to.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; W mroku nocy jej oczy lekko \u015bwieci\u0142y jakim\u015b wewn\u0119trznym ogniem. D\u0142ugie, proste, czarne w\u0142osy opada\u0142y jej na policzki, gdy pochyla\u0142a si\u0119 nad Peterem. Zacz\u0105\u0142 si\u0119 zastanawia\u0107 nad prawdziwym powodem swej decyzji pozostania z ni\u0105 d\u0142u\u017cej. &#8222;Czy\u017cby&#8230; Nie, nie mog\u0119, mam inne problemy&#8221; przemkn\u0119\u0142o mu przez g\u0142ow\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Chod\u017a, zapraszam ci\u0119 do mojej &#8222;willi&#8221; &#8211; powiedzia\u0142a do niego z u\u015bmiechem, kt\u00f3ry bardziej wyczu\u0142 ni\u017c zauwa\u017cy\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Prowad\u017a zatem &#8211; odpar\u0142. Pomog\u0142a mu wysi\u0105\u015b\u0107 z samochodu i podprowadzi\u0142a go do drzwi rudery. Otworzy\u0142a je kopniakiem i wprowadzi\u0142a go do \u015brodka. \u015amierdzia\u0142o tutaj kurzem i st\u0119chlizn\u0105. Nie zwa\u017caj\u0105c na to, Julia prowadzi\u0142a go dalej, doskonale radz\u0105c sobie z ciemno\u015bciami, jakie panowa\u0142y wewn\u0105trz. W pewnym momencie zatrzyma\u0142a si\u0119 i pochyli\u0142a. Da\u0142 si\u0119 s\u0142ysze\u0107 przenikliwy zgrzyt, przechodz\u0105cy w pisk, na granicy s\u0142yszalno\u015bci i Peter wyczu\u0142 przed sob\u0105 jak\u0105\u015b dziur\u0119. &#8211; Uwa\u017caj, schody &#8211; ostrzeg\u0142a Petera. Pomog\u0142a mu zej\u015b\u0107 na d\u00f3\u0142, na chwil\u0119 zostawi\u0142a go i zacz\u0119\u0142a si\u0119 krz\u0105ta\u0107 po piwniczce. W chwil\u0119 p\u00f3\u017aniej pojawi\u0142o si\u0119 \u015bwiat\u0142o. Peter ujrza\u0142 Juli\u0119 trzymaj\u0105c\u0105 w r\u0119ku lamp\u0119 naftow\u0105, kt\u00f3ra w\u0142a\u015bnie zacz\u0119\u0142a coraz bardziej si\u0119 rozpala\u0107, daj\u0105c coraz wi\u0119cej \u015bwiat\u0142a. Piwniczka by\u0142a ma\u0142a i zakurzona, ale urz\u0105dzona ze smakiem. Ma\u0142y stolik nakryty by\u0142 suknem w kolorze, kiedy\u015b pewnie bordowym, teraz brudnoczerwonym. Doko\u0142a niego sta\u0142y trzy wy\u015bcie\u0142ane bordow\u0105 tkanin\u0105, krzes\u0142a. Pod \u015bcian\u0105 sta\u0142a ma\u0142a szafa, z kt\u00f3rej Julia wyci\u0105gn\u0119\u0142a lamp\u0119. Poza tym by\u0142a jeszcze ma\u0142a sofa w tym samym kolorze co krzes\u0142a i nakrycie sto\u0142u.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ca\u0142kiem tu przytulnie &#8211; stwierdzi\u0142 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiem &#8211; odpar\u0142a Julia &#8211; chocia\u017c mo\u017ce za rzadko tu zagl\u0105dam, \u017ceby posprz\u0105ta\u0107, ale nie mam na to czasu. Musisz mi wybaczy\u0107 ten ba\u0142agan.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie przejmuj si\u0119. Trafi\u0142a\u015b akurat na cz\u0142owieka, kt\u00f3ry ma bardzo swobodny stosunek do porz\u0105dku.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Rozgo\u015b\u0107 si\u0119, a ja tymczasem pojad\u0119 do pobliskiego miasteczka i kupi\u0119 co\u015b do jedzenia &#8211; powiedzia\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zaczekaj chwil\u0119 &#8211; zaoponowa\u0142 Peter &#8211; wiem, \u017ce obiecywa\u0142em, \u017ce nie b\u0119d\u0119 o nic pyta\u0142, ale mo\u017ce sama zechcia\u0142aby\u015b mi wyja\u015bni\u0107 co nieco. Ledwo ci\u0119 zobaczy\u0142em, ju\u017c uciekasz. Nie mamy nawet czasu na to, \u017ceby zamieni\u0107 ze sob\u0105 par\u0119 s\u0142\u00f3w.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zdaje mi si\u0119, \u017ce m\u00f3wi\u0142am jasno: \u017cadnych pyta\u0144, \u017cadnych wyja\u015bnie\u0144. Po prostu, zetkn\u0105\u0142 nas ze sob\u0105 los, ty mi pomog\u0142e\u015b, mo\u017ce wi\u0119c i ja b\u0119d\u0119 ci mog\u0142a pom\u00f3c i nic ponad to. Po prostu nie lubi\u0119 d\u0142ug\u00f3w wdzi\u0119czno\u015bci. &#8211; odpar\u0142a nieco poirytowana.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Sk\u0105d wiesz, \u017ce ja ci si\u0119 zwierz\u0119 z moich problem\u00f3w? &#8211; Peter r\u00f3wnie\u017c nieco si\u0119 zdenerwowa\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ju\u017c si\u0119 zwierzy\u0142e\u015b, nie pami\u0119tasz? Wczoraj w nocy. M\u00f3wi\u0142e\u015b, \u017ce kto\u015b ci\u0119 \u015bciga. Postaram si\u0119 temu zaradzi\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A je\u015bli ja nie chc\u0119 twojej pomocy? &#8211; zapyta\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A nie chcesz? &#8211; odpar\u0142a pytaniem na pytanie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie wiem&#8230; &#8211; odpar\u0142 po chwili namys\u0142u. U\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 delikatnie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ledwo si\u0119 znamy, a ju\u017c si\u0119 k\u0142\u00f3cimy. Zaczekaj chwil\u0119, kupi\u0119 co\u015b do jedzenia, a potem porozmawiamy na spokojnie, dobrze?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobrze, &#8211; odpar\u0142 zm\u0119czonym g\u0142osem &#8211; niech i tak b\u0119dzie, tylko wracaj szybko, bo zaczn\u0119 si\u0119 niepokoi\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie martw si\u0119 o mnie, jestem ju\u017c du\u017c\u0105 dziewczynk\u0105 &#8211; u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 do niego filuternie &#8211; b\u0105d\u017a grzeczny, zaraz wracam.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobrze mamusiu &#8211; odpar\u0142 udobruchany ju\u017c Peter. Szybko wybieg\u0142a po schodkach i zamkn\u0119\u0142a otwart\u0105 do tej pory klap\u0119. Potem Peter s\u0142ysza\u0142 jej oddalaj\u0105ce si\u0119 kroki, a nast\u0119pnie odg\u0142os zapuszczanego silnika, a wreszcie oddalaj\u0105cy si\u0119 warkot karawanu. &#8222;A niech tam&#8221; pomy\u015bla\u0142 i w znacznie lepszym nastroju rozpar\u0142 si\u0119 wygodnie na sofie, wzbijaj\u0105c tumany starego kurzu. Po jakich\u015b trzech godzinach Julia wr\u00f3ci\u0142a. Peter nie usn\u0105\u0142, cho\u0107 wci\u0105\u017c by\u0142 zm\u0119czony. Widocznie ostatnimi czasy spa\u0142 a\u017c nadto. Dziewczyna szybko zbieg\u0142a po schodach, zamkn\u0119\u0142a w\u0142az i przekr\u0119ci\u0142a klucz w zamku, kt\u00f3rego Peter wcze\u015bniej nie zauwa\u017cy\u0142. O dziwo zamek musia\u0142 by\u0107 dobrze naoliwiony, bo nawet nie zgrzytn\u0105\u0142 i z \u0142atwo\u015bci\u0105 si\u0119 da\u0142 zamkn\u0105\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Bardzo si\u0119 nudzi\u0142e\u015b? &#8211; zacz\u0119\u0142a rozmow\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Troch\u0119 &#8211; odpar\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przemy\u015bla\u0142am to co mi powiedzia\u0142e\u015b i zdecydowa\u0142am si\u0119 uchyli\u0107 ci r\u0105bka mojej tajemnicy. &#8211; powiedzia\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ja te\u017c troch\u0119 my\u015bla\u0142em i zdecydowa\u0142em nie naciska\u0107 ci\u0119, ka\u017cdy ma prawo do w\u0142asnych sekret\u00f3w &#8211; powiedzia\u0142 ugodowo Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; To mi\u0142e, my\u015bl\u0119, \u017ce dojdziemy do porozumienia w tej sprawie. &#8211; odrzek\u0142a z u\u015bmiechem. &#8222;Za bardzo zaczynam si\u0119 przyzwyczaja\u0107 do tego u\u015bmiechu&#8221; pomy\u015bla\u0142 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ale najpierw musisz co\u015b zje\u015b\u0107 &#8211; doda\u0142a. Zacz\u0119\u0142a z du\u017cej, foliowej torby, kt\u00f3r\u0105 z sob\u0105 przynios\u0142a, wyci\u0105ga\u0107 jakie\u015b jedzenie, piwo i papierosy.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Sk\u0105d wiedzia\u0142a\u015b, \u017ce pal\u0119?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wczoraj poczu\u0142am od ciebie dym&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pozwolisz, \u017ce sobie zapal\u0119, nie b\u0119dzie ci to przeszkadza\u0107?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Raczej nie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A ty? Nie palisz?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie dzi\u0119kuj\u0119. Peter wyci\u0105gn\u0105\u0142 papierosa zapali\u0142 i z rozkosz\u0105 zaci\u0105gn\u0105\u0142 si\u0119 dymem. Gdy go dopali\u0142, rozejrza\u0142 si\u0119 za miejscem, gdzie m\u00f3g\u0142by go zgasi\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Rzu\u0107 na pod\u0142og\u0119 &#8211; powiedzia\u0142a Julia widz\u0105c jego niezdecydowanie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co mi przynios\u0142a\u015b do jedzenia? &#8211; Zapyta\u0142 z u\u015bmiechem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nic szczeg\u00f3lnego, nie wiedzia\u0142am co lubisz, wi\u0119c przynios\u0142am ci troch\u0119 kanapek i kurczaka od McDonalda. Do tego piwo, bo te\u017c wczoraj nim pachnia\u0142e\u015b.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Masz bardzo czu\u0142y w\u0119ch&#8230; &#8211; oceni\u0142 j\u0105.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie tylko w\u0119ch, r\u00f3wnie\u017c wzrok i s\u0142uch, ale z tym wi\u0105\u017c\u0105 si\u0119 pewne moje inne upo\u015bledzenia, o kt\u00f3rych chcia\u0142abym z tob\u0105 porozmawia\u0107. Najpierw jednak zjedz troch\u0119. Musisz nabra\u0107 si\u0142, aby stawi\u0107 czo\u0142a temu co ci \u017cycie przygotowuje. &#8211; odpar\u0142a tajemniczo. Zacz\u0105\u0142 je\u015b\u0107, nie przerywa\u0142a mu, na chwil\u0119 wysz\u0142a z pomieszczenia, aby m\u00f3g\u0142 w spokoju spo\u017cy\u0107 posi\u0142ek. Gdy sko\u0144czy\u0142 wr\u00f3ci\u0142a. Peter w\u0142a\u015bnie zacz\u0105\u0142 pi\u0107 piwo.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Napijesz si\u0119 ze mn\u0105? &#8211; spyta\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie dzi\u0119kuj\u0119, ja jad\u0142am i pi\u0142am w miasteczku. &#8211; odpar\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No wi\u0119c kto zacznie pierwszy? &#8211; powiedzia\u0142 Peter poci\u0105gaj\u0105c kolejny \u0142yk z\u0142ocistego trunku.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobrze. Ja zaczn\u0119. &#8211; podj\u0119\u0142a decyzj\u0119 Julia. &#8211; Nie bez powodu Klaus wi\u00f3z\u0142 mnie w trumnie, nie mog\u0119 powiedzie\u0107 ci wszystkiego, ale, wiedz, \u017ce jestem&#8230; jak by to nazwa\u0107&#8230; w pewien specyficzny spos\u00f3b&#8230; chora. \u015awiat\u0142o, jasne \u015bwiat\u0142o jest dla mnie zab\u00f3jcze. To jakby nadwra\u017cliwo\u015b\u0107 oczu, sk\u00f3ry, ca\u0142ego uk\u0142adu immunologicznego na promienie s\u0142o\u0144ca. Dlatego podr\u00f3\u017cuj\u0119 tylko moc\u0105, a Klaus, mimo i\u017c chcia\u0142 mnie zabi\u0107, pragn\u0105\u0142 dokona\u0107 tego w pewnym specyficznym miejscu, na pustyni, dlatego, abym do\u017cy\u0142a do egzekucji musia\u0142 mnie przewozi\u0107 w szczelnie zamkni\u0119tej trumnie, aby \u015bmier\u0107 nie spotka\u0142a mnie wcze\u015bniej. Poza tym by\u0142 to niez\u0142y kamufla\u017c, ma\u0142o kto zatrzymuje karawany i zagl\u0105da do trumien.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlaczego tak bardzo chcia\u0142 ci\u0119 zabi\u0107? &#8211; interesowa\u0142 si\u0119 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ju\u017c ci m\u00f3wi\u0142am, to stara rodzinna wa\u015b\u0144 maj\u0105ca swe korzenie w \u015bredniowieczu. Nasze&#8230; hmm&#8230; rody, zwalczaj\u0105 si\u0119 od zawsze.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A co na to policja? Przecie\u017c jest jakie\u015b prawo na tym \u015bwiecie. &#8211; zaoponowa\u0142 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Prawo nic do tego nie ma. Istnieje mi\u0119dzy nami niepisana umowa: nie mieszamy w nasz\u0105 wojn\u0119 nikogo z zewn\u0105trz, policji te\u017c. Mam wi\u0119c do ciebie pro\u015bb\u0119, nie m\u00f3w nikomu o tym co si\u0119 wydarzy\u0142o wczoraj, dobrze? &#8211; spojrza\u0142a na niego z lekkim napi\u0119ciem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mo\u017cesz na mnie polega\u0107 jak na Rolandzie, nie zdradz\u0119 twej tajemnicy. &#8211; odpar\u0142 zdecydowanym g\u0142osem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiem, jeste\u015b przecie\u017c moim rycerzem &#8211; odpar\u0142a z u\u015bmiechem. &#8211; To ca\u0142a moja tajemnica, poza tym jestem normaln\u0105, zdrow\u0105 kobiet\u0105, jak zapewne zauwa\u017cy\u0142e\u015b, ca\u0142kiem sprawn\u0105 fizycznie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zauwa\u017cy\u0142em &#8211; odpowiedzia\u0142 Peter, nieznacznie mierz\u0105c wzrokiem jej kszta\u0142tne cia\u0142o.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobrze, teraz twoja kolej &#8211; zdawa\u0142a si\u0119 nie zauwa\u017ca\u0107 jego spojrze\u0144. &#8211; Co ciebie trapi, kto ci\u0119 \u015bciga? Jak m\u00f3wi\u0142am, mo\u017ce b\u0119d\u0119 mog\u0142a ci pom\u00f3c, mam liczn\u0105 i wp\u0142ywow\u0105 rodzin\u0119. &#8211; u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 nieznacznie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; I tu zaczyna si\u0119 m\u00f3j problem &#8211; odpar\u0142 &#8211; bo nie wiem, kto, czy co mnie \u015bciga. I nie wiem dlaczego. Ilekro\u0107 zatrzymam si\u0119 w jakim\u015b miejscu na d\u0142u\u017cej, po roku, czasem po kilku miesi\u0105cach, kto\u015b zabija ludzi w moim otoczeniu. Pewnie my\u015blisz, \u017ce to jaka\u015b paranoja, ale nie \u015bmier\u0107 zadawana jest zawsze w ten sam spos\u00f3b, najpierw uszkodzenie gard\u0142a, strun g\u0142osowych, \u017ceby ofiara nie mog\u0142a krzycze\u0107, a potem niesamowite tortury, ko\u0144cz\u0105ce si\u0119 wypruciem wn\u0119trzno\u015bci. Zawsze bardzo podobna \u015bmier\u0107. I zawsze w moim najbli\u017cszym otoczeniu. Nie wiem, czy wierzysz w los, przeznaczenie, fatum, ale odczuwam co\u015b takiego. Mam wra\u017cenie, \u017ce te morderstwa w jaki\u015b spos\u00f3b si\u0119 ze mn\u0105 \u0142\u0105cz\u0105&#8230; nie umiem tego w prosty spos\u00f3b wyja\u015bni\u0107, czuj\u0119 si\u0119 tak, jakbym za ka\u017cdym razem mia\u0142 by\u0107 nast\u0119pny. Trwa to ju\u017c dziesi\u0119\u0107 lat, z ok\u0142adem. Przez dziesi\u0119\u0107 lat uciekam. I nie mog\u0119 Tego zgubi\u0107. Wci\u0105\u017c jest o krok za mn\u0105. Ostatnio zabi\u0142o jakie\u015b trzy dni temu w Heilbergu, wi\u0119c zn\u00f3w uciek\u0142em. Zatrzyma\u0142em si\u0119 w motelu, na pustyni, gdzie przydarzy\u0142a mi si\u0119 ca\u0142a seria dziwnych spotka\u0144, w\u0142\u0105cznie ze spotkaniem ciebie. Reszt\u0119 ju\u017c znasz.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Taaak&#8230;, reszt\u0119 ju\u017c znam. &#8211; powiedzia\u0142a z namys\u0142em Julia. &#8211; To mo\u017ce by\u0107 trudniejsze, ni\u017c przypuszcza\u0142am, ale&#8230; nie niemo\u017cliwe. U\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 do niego pocieszaj\u0105co. Peter milcza\u0142, wreszcie odezwa\u0142 si\u0119:<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No to co robimy?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie wiem, to ty jeste\u015b m\u0119\u017cczyzn\u0105, podejmij jak\u0105\u015b decyzj\u0119. &#8211; odpar\u0142a lekko z\u0142o\u015bliwie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Prawda, ch\u0119tnie us\u0142ysza\u0142bym jednak twoj\u0105 rad\u0119&#8230; &#8211; zrewan\u017cowa\u0142 si\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; My\u015bl\u0119, \u017ce ci pomog\u0119. Pierwsze, co mog\u0142abym doradzi\u0107, to uda\u0107 si\u0119 w jakie\u015b du\u017ce skupisko ludzi, do wielkiej metropolii, mo\u017ce&#8230; do Zaratustry?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Do Zaratustry?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czemu nie, jest najbli\u017cej i mo\u017cna si\u0119 w niej ukry\u0107 lepiej, ni\u017c na pustyni. Nie s\u0142ysza\u0142e\u015b, \u017ce wielkie miasta, to pe\u0142ne ludzi bezludzia?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Szczerze? Nie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W takim razie zapewniam ci\u0119, \u017ce tak w\u0142a\u015bnie jest. &#8211; odpar\u0142a, tajemniczo si\u0119 u\u015bmiechaj\u0105c.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wtedy inni b\u0119d\u0105 nara\u017ceni&#8230; ty b\u0119dziesz nara\u017cona, na atak tego czego\u015b, czy kogo\u015b.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Po pierwsze: inaczej go nie zwabimy, po drugie: nie martw si\u0119 o mnie. Wychodzi\u0142am ca\u0142o z gorszych opresji, ni\u017c spotkanie z jakim\u015b maniakiem, cho\u0107by nie wiem jak szalonym i przera\u017caj\u0105cym.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mam nadziej\u0119, \u017ce wiesz, co m\u00f3wisz. &#8211; podda\u0142 si\u0119 Peter.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>W kilka tygodni po tym, jak Peter z Juli\u0105 odjechali z motelu w kt\u00f3rym si\u0119 tak niespodziewanie spotkali i poznali, pod stacj\u0119 podjecha\u0142 du\u017cy, szaro-metaliczny jeep. Asfalt b\u0142yszcza\u0142 jakby by\u0142 mokry, a powietrze ponad nim falowa\u0142o. Z samochodu wysiad\u0142a m\u0142oda, oko\u0142o dwudziestoletnia kobieta w br\u0105zowym, sk\u00f3rzanym p\u0142aszczu. Mia\u0142a blond w\u0142osy zwi\u0105zane w kitk\u0119, ubrana by\u0142a w jasnoniebieskie jeansy i obcis\u0142\u0105, czarn\u0105 koszulk\u0119 z kr\u00f3tkim r\u0119kawkiem. Pomimo upa\u0142u nie zdj\u0119\u0142a p\u0142aszcza. Podesz\u0142a do wielkiego m\u0119\u017cczyzny obs\u0142uguj\u0105cego dystrybutor paliwa i przez chwil\u0119 z nim rozmawia\u0142a. S\u0105dz\u0105c z gest\u00f3w pyta\u0142a o jaki samoch\u00f3d. M\u0119\u017cczyzna pokiwa\u0142 potakuj\u0105co g\u0142ow\u0105, a potem wskaza\u0142 na restauracj\u0119. Dziewczyna podzi\u0119kowa\u0142a, zap\u0142aci\u0142a za paliwo, kt\u00f3re wcze\u015bniej zatankowa\u0142a i podjecha\u0142a na parking obok zajazdu. Wysz\u0142a ze swego samochodu i wesz\u0142a do \u015brodka. Przesz\u0142a mi\u0119dzy stolikami, podesz\u0142a do baru i zagadn\u0119\u0142a ubran\u0105 na bia\u0142o i r\u00f3\u017cowo, dobrze zbudowan\u0105, m\u0142od\u0105 kelnerk\u0119:<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dzie\u0144 dobry, mam do pani pro\u015bb\u0119&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dzie\u0144 dobry, czym mog\u0119 s\u0142u\u017cy\u0107? &#8211; zapyta\u0142a dziewczyna z obs\u0142ugi, patrz\u0105c na nowoprzyby\u0142\u0105 z zaciekawieniem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Chcia\u0142abym co\u015b zje\u015b\u0107, ale przede wszystkim zapyta\u0107, czy nie przypomina sobie pani, kto odjecha\u0142 st\u0105d przed jakim\u015b miesi\u0105cem, czarnym karawanem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Och! To taka straszna historia. &#8211; o\u017cywi\u0142a si\u0119. &#8211; Zgin\u0105\u0142 wtedy cz\u0142owiek. Widzia\u0142am go, taki starszy, szpakowaty pan.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mog\u0142aby mi go pani opisa\u0107?&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jest pani z policji? &#8211; zainteresowa\u0142a si\u0119.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie, ale szukam krewnego, przebywa\u0142 w tych stronach, a potem znikn\u0105\u0142, je\u017adzi\u0142 czarnym karawanem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kto je\u017adzi czarnym karawanem? Przecie\u017c to przynosi pecha, a poza tym zmar\u0142ym nale\u017cy si\u0119 szacunek. &#8211; spojrza\u0142a z niesmakiem na blondynk\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie robi\u0142 nic co mog\u0142oby narazi\u0107 na szwank dobre imi\u0119 zmar\u0142ych. &#8211; odpar\u0142a, z trudem ukrywaj\u0105c zniecierpliwienie. &#8211; Czy pami\u0119ta pani co\u015b jeszcze? Jak by\u0142 ubrany? Jak obci\u0119ty? Cokolwiek?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie bardzo&#8230; Obci\u0119ty chyba na je\u017ca, nieogolony i bardzo blady i chudy, tyle, nic wi\u0119cej.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A czy wie pani jak zgin\u0105\u0142, co sta\u0142o si\u0119 z jego karawanem?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; By\u0142a policja, samoch\u00f3d chyba kto ukrad\u0142, jaka\u015b kobieta i m\u0142ody m\u0119\u017cczyzna, pewnie oni go zabili. Co za czasy, nawet w takim miejscu, gdzie nigdy nie ma wi\u0119cej ni\u017c trzydzie\u015bci os\u00f3b naraz, ludzie potrafi\u0105 si\u0119 zabija\u0107. My\u015bla\u0142am, \u017ce tylko w du\u017cych miastach&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dzi\u0119kuj\u0119 pani, bardzo mi pani pomog\u0142a &#8211; przerwa\u0142a jej Eliza &#8211; a teraz poprosz\u0119 o co do jedzenia, najlepiej niskokalorycznego.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mamy ciemne pieczywo i bardzo dobre sa\u0142atki warzywne&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u015awietnie, mo\u017ce by\u0107. I sok z pomara\u0144czy.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zaraz podam prosz\u0119 usi\u0105\u015b\u0107. Eliza rozejrza\u0142a si\u0119 po restauracji. By\u0142a prawie pusta, przy jednym stoliku siedzia\u0142o trzech m\u0119\u017cczyzn, w k\u0105cie sali samotnie siedzia\u0142 jeszcze jeden. Po kilku minutach na jej stoliku sta\u0142 ju\u017c zam\u00f3wiony wcze\u015bniej posi\u0142ek, pospiesznie go zjad\u0142a i wysz\u0142a. Wsiad\u0142a do samochodu i odjecha\u0142a, wyrzucaj\u0105c spod k\u00f3\u0142 fontanny \u017cwiru. Odprowadza\u0142 j\u0105 wzrokiem samotnie siedz\u0105cy m\u0119\u017cczyzna w br\u0105zowym garniturze, oko\u0142o trzydziestopi\u0119cioletni, ciemnow\u0142osy, z du\u017cymi baczkami. Gdy Eliza odjecha\u0142a zacz\u0105\u0142 co pisa\u0107&nbsp;<br><br><\/p>\n\n\n\n<blockquote class=\"wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow\"><p><em>&#8221; Ernest van Voght&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;notatka nr 57<\/em><br><em>35 dzie\u0144 \u015bledztwa w sprawie Petera M. Dzisiaj odwiedzi\u0142em ma\u0142y zajazd na pustyni zwanej &nbsp;Diabelskim Piecem&nbsp;. Opis jednego z uczestnik\u00f3w wydarze\u0144 jakie tu zasz\u0142y miesi\u0105c temu odpowiada rysopisowi Petera M. Domy\u015blam si\u0119 wi\u0119c, \u017ce podejrzany, po zabiciu Adriana Bretha przyby\u0142 do tego zajazdu w sobie tylko znanym celu. Tu wraz z nieznan\u0105 kobiet\u0105 dopu\u015bci\u0142 si\u0119 kolejnej zbrodni, w brutalny spos\u00f3b zabijaj\u0105c Klausa Wagnera. Nast\u0119pnie wraz ze sw\u0105 towarzyszk\u0105 odjecha\u0142 skradzionym Klausowi samochodem &#8211; karawanem w kierunku p\u00f3\u0142nocno-wschodnim. Dzi\u015b do zajazdu przyby\u0142a, jak wynika z opisu, Eliza Wagner. Pyta o wuja i szuka jego samochodu. Ona r\u00f3wnie\u017c oddali\u0142a si\u0119 w kierunku p\u00f3\u0142nocno-wschodnim. Panna Wagner mo\u017ce wiedzie\u0107 co wi\u0119cej na temat miejsca pobytu Petera M. B\u0119d\u0119 pod\u0105\u017ca\u0142 jej \u015bladem.&#8221;&nbsp;<\/em><\/p><\/blockquote>\n\n\n\n<p><br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; &#8222;Cze\u015b\u0107&#8221; &#8211; us\u0142ysza\u0142 Peter wchodz\u0105c do mrocznego pokoju. Od razu rozpozna\u0142 ten g\u0142os, ale postanowi\u0142 si\u0119 troch\u0119 poprzekomarza\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jezus! Maria! Ale mnie przestraszy\u0142a\u015b! &#8211; zawo\u0142a\u0142 z udanym przestrachem -Nie r\u00f3b mi wi\u0119cej takich kawa\u0142\u00f3w.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Widz\u0119, \u017ce humor dzisiaj ci dopisuje, to dobrze. &#8211; powiedzia\u0142a z u\u015bmiechem Julia.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Owszem, nie narzekam, a ty, jak sp\u0119dzi\u0142a\u015b dzie\u0144? &#8211; Dzi\u0119kuj\u0119 dobrze. &#8211; Zaproponowa\u0142bym ci co\u015b do jedzenia, albo picia, ale pewnie nie jeste\u015b g\u0142odna, ani spragniona?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; I po co ten sarkazm? Przecie\u017c wiesz, \u017ce nie jestem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; To nie mia\u0142o by\u0107 sarkastyczne, raczej zmuszaj\u0105ce do refleksji&#8230;, mo\u017ce zwierze\u0144.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Daremny trud, ju\u017c to sobie wyjanialimy.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tylko \u017cartowa\u0142em &#8211; da\u0142 wreszcie za wygran\u0105 Peter. &#8211; Po prostu zaczynam si\u0119 przyzwyczaja\u0107 do takiego \u017cycia, a boj\u0119 si\u0119 \u017ce jest zbyt tajemnicze, aby mog\u0142o trwa\u0107 d\u0142u\u017cej.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wi\u0119c przesta\u0144 si\u0119 przyzwyczaja\u0107 &#8211; odrzek\u0142a z nutk\u0105 zdenerwowania w g\u0142osie &#8211; Carpe diem, Peter, po prostu korzystaj z chwili, chwytaj dzie\u0144, bo drugi taki na pewno si\u0119 nie powt\u00f3rzy. &#8211; doda\u0142a ju\u017c \u0142agodniej &#8211; Poza tym, z tego, co m\u00f3wi\u0142e\u015b mi wcze\u015bniej, twoje \u017cycie i tak nie przypomina\u0142o otwartej ksi\u0119gi, w kt\u00f3rej ka\u017cdy m\u00f3g\u0142by poczyta\u0107 i tak otacza\u0142a ci\u0119 niepewno\u015b\u0107, tajemnica, zreszt\u0105 nadal otacza&#8230; &#8211; doda\u0142a po chwili zadumy.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tak wiem, jednak wci\u0105\u017c mam nadziej\u0119, \u017ce mo\u017ce kiedy\u015b&#8230; powiesz&#8230;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Julia delikatnie po\u0142o\u017cy\u0142a dwa palce na jego wargach. Zamilk\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mo\u017ce kiedy\u015b, Peter, mo\u017ce kiedy\u015b&#8230; &#8211; powiedzia\u0142a g\u0142osem zni\u017conym prawie do szeptu &#8211; Ale jeszcze nie dzi\u015b. &#8211; No do\u015b\u0107 tego siedzenia po ciemku &#8211; powiedzia\u0142a g\u0142osem ju\u017c zmienionym, radosnym i daj\u0105cym nadziej\u0119 na dobr\u0105 zabaw\u0119 &#8211; czas ruszy\u0107 st\u0105d i si\u0119 troch\u0119 rozerwa\u0107. Dzi\u015b b\u0119dziemy \u0142ama\u0107 prawo. &#8211; powiedzia\u0142a ze \u015bmiechem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie wiem, czy chc\u0119 \u0142ama\u0107 prawo, wola\u0142bym, \u017ceby nikt na nas nie zwraca\u0142 zbytniej uwagi, poza tym krzywdzenie ludzi dla zabawy nie bardzo mi si\u0119 podoba. &#8211; powiedzia\u0142 z lekkim niesmakiem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie martw si\u0119 nikogo nie skrzywdzimy, a ja mam ochot\u0119 na przeja\u017cd\u017ck\u0119 przez miasto noc\u0105, sk\u0105pane w ?wietle ksi\u0119\u017cyca&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dzisiaj nie na ksi\u0119\u017cyca, pada\u0142 deszcz, jest nieprzyjemnie&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Biedny, ma\u0142y, zagubiony cz\u0142owieczek &#8211; z udawan\u0105 lito\u015bci\u0105 odezwa\u0142a si\u0119 Julia. &#8211; To, \u017ce nie widzisz ksi\u0119\u017cyca, wcale nie znaczy, \u017ce go nie ma. Nie wszystko na tym \u015bwiecie mo\u017cna zobaczy\u0107, wiele jest rzeczy niewidzialnych, a r\u00f3wnie prawdziwych, jak to kartonowe pud\u0142o kt\u00f3re stoi na stole &#8211; wskaza\u0142a r\u0119k\u0105 na kolacj\u0119 Petera.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiesz dobrze o co mi chodzi &#8211; odezwa\u0142 si\u0119 nagle ura\u017cony Peter &#8211; wiem, \u017ce ksi\u0119\u017cyc jest, ale teraz i w tym miejscu go nie wida\u0107, wi\u0119c nici z podziwiania go, czy przeja\u017cd\u017cki w jego \u015bwietle.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter, nie b\u0105d\u017a dziecinny, powiedzia\u0142am tak, bo to \u0142adnie brzmi, tak romantycznie, chcia\u0142am ci poprawi\u0107 nastr\u00f3j, a widz\u0119, uda\u0142o mi si\u0119 osi\u0105gn\u0105\u0107 skutek wr\u0119cz odwrotny. &#8211; spojrza\u0142a na niego&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter! &#8211; krzykn\u0119\u0142a &#8211; nie b\u0119dziemy tak tu siedzie\u0107 i si\u0119 k\u0142\u00f3ci\u0107, jak stare, dobre ma\u0142\u017ce\u0144stwo! Przesta\u0144 si\u0119 d\u0105sa\u0107 i chod\u017amy gdzie\u015b, bo zaczynam si\u0119 tu czu\u0107 jak w klatce&#8230; s\u0142\u00f3w, g\u0142upich s\u0142\u00f3w, kt\u00f3re sami wypowiadamy, je\u015bli ci\u0119 zdenerwowa\u0142am, to przepraszam, a teraz, czy mo\u017cemy ju\u017c wyj\u015b\u0107? &#8211; spojrza\u0142a na niego pytaj\u0105co unosz\u0105c jedn\u0105 brew. Zna\u0142 to spojrzenie, nawet je\u015bli si\u0119 zdenerwowa\u0142a, to ju\u017c jej przesz\u0142o. Nie czekaj\u0105c na odpowied\u017a wysz\u0142a z pokoju.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Eeee&#8230; jasne. &#8211; odpar\u0142 oszo\u0142omiony Peter. Pierwszy raz widzia\u0142 Juli\u0119 tak ods\u0142aniaj\u0105c\u0105 swe emocje. Zazwyczaj doskonale nad nimi panowa\u0142a. &#8222;Wiecz\u00f3r, wbrew pozorom, mo\u017ce by\u0107 niezwykle ciekawy&#8221; pomy\u015bla\u0142, odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 i wyszed\u0142 z pustego ju\u017c pokoju.&nbsp;<br><\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Rzeczywi\u015bcie, niebo by\u0142o zachmurzone, ale zar\u00f3wno Peter, jak i Julia zacz\u0119li odzyskiwa\u0107 dobry humor. Spacer noc\u0105, po \u015bwie\u017cym powietrzu potrafi czyni\u0107 cuda. Rozmawiali o wielu nieistotnych rzeczach, nie dlatego, \u017ce nie mieli ciekawszych temat\u00f3w, ale dlatego, \u017ce sprawia\u0142o im przyjemno\u0107 takie w\u0119drowanie i dyskutowanie o niczym. W pewnym momencie Julia zatrzyma\u0142a si\u0119 i spojrza\u0142a w kierunku parkingu jednej z bardziej ekskluzywnych restauracji w tym miecie, nie wiedzie\u0107 czemu nazwanej &#8222;Ekskluzywna Pora\u017cka&#8221;.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zastanawiam si\u0119 dlaczego ludzie przychodz\u0105 do takiej knajpy &#8211; odezwa\u0142 si\u0119 Peter &#8211; ju\u017c sama nazwa zniech\u0119ca.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mylisz si\u0119 &#8211; odpar\u0142a Julia &#8211; zniech\u0119ca s\u0142owo &#8222;pora\u017cka&#8221;, ale ma\u0142o kt\u00f3ry z go\u015bci zada\u0142 sobie pewnie trud doczytania nazwy do ko\u0144ca, to s\u0142owo &#8222;ekskluzywna&#8221; tak przyci\u0105ga, a ono jest na pocz\u0105tku. Nie to mnie jednak zainteresowa\u0142o, a raczej to \u017c\u00f3\u0142te Lamborgini Diablo, kt\u00f3re stoi na parkingu.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Rzeczywi\u015bcie, pi\u0119kna maszyna, ale pewnie nigdy mnie nie b\u0119dzie na tak\u0105 sta\u0107. &#8211; odpar\u0142 z rozrzewnieniem, ale i smutkiem Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Po pierwsze: nigdy nie m\u00f3w nigdy, a po drugie: to w\u0142a\u015bnie b\u0119dzie to nasze \u0142amanie prawa. &#8211; odpar\u0142a z szelmowskim u\u015bmieszkiem Julia.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Chcesz ukra\u015b\u0107 Lamborgini! Z jednego z lepiej strze\u017conych parking\u00f3w w tym mie\u015bcie!? &#8211; Peter patrzy\u0142 na ni\u0105 z niedowierzaniem &#8211; Jak? Tutaj ochroniarze nosz\u0105 bro\u0144 i maj\u0105 prawo jej u\u017cy\u0107. Daj sobie spok\u00f3j, spacer i rozmowa te\u017c s\u0105 bardzo przyjemne i o wiele bezpieczniejsze.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ale o wiele mniej ekscytuj\u0105ce. Poza tym nie chc\u0119 go ukra\u015b\u0107, ale wypo\u017cyczy\u0107 i to za zgod\u0105 w\u0142a\u015bciciela &#8211; powiedzia\u0142a, a w oczach zapali\u0142y jej si\u0119 iskierki.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aha, wejdziesz tam, nie maj\u0105c zarezerwowanego stolika, od razu rozpoznasz w\u0142a\u015bciciela, poprosisz go \u017ceby da\u0142 ci kluczyki, a on si\u0119 u\u015bmiechnie, wyci\u0105gnie je z kieszeni i powie: Prosz\u0119 bardzo pi\u0119kna nieznajoma, bierz i niech ci dobrze s\u0142u\u017cy. &#8211; Peter a\u017c kipia\u0142 od s\u0142abo maskowanego sarkazmu pomieszanego z odrobin\u0105 z\u0142oci.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W\u0142a\u015bnie tak &#8211; odpar\u0142a ze miechem Julia. W tym momencie Peter si\u0119 podda\u0142, a mo\u017ce wr\u0119cz przeciwnie, zawzi\u0105\u0142 si\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u015awietnie! Prosz\u0119 bardzo, id\u017a. Tylko si\u0119 pospiesz, nie zamierzam tu zamarzn\u0105\u0107 na \u015bmier\u0107. No id\u017a, na co czekasz?<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; O dziwo, Julia nie zdenerwowa\u0142a si\u0119, po prostu odwr\u00f3ci\u0142a si\u0119 na pi\u0119cie i posz\u0142a w kierunku szklano-chromowanego wej\u015bcia do &#8222;Ekskluzywnej Pora\u017cki&#8221;. &#8222;Musz\u0119 to zobaczy\u0107!&#8221; pomy\u015bla\u0142 Peter. Uda\u0142 si\u0119 wi\u0119c za ni\u0105 wolnym krokiem. M\u0119\u017cczyzna przy drzwiach tylko na ni\u0105 spojrza\u0142 i przepu\u015bci\u0142 j\u0105 bez s\u0142owa, cho\u0107 Peterowi wydawa\u0142o si\u0119, \u017ce przez chwil\u0119 si\u0119 zawaha\u0142, jakby chcia\u0142 co powiedzie\u0107, ale Julia na niego spojrza\u0142a, u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119, a on jakby skurczy\u0142 si\u0119, lekko, prawie niezauwa\u017calnie zapad\u0142 w sobie i bez s\u0142owa otworzy\u0142 przed ni\u0105 drzwi. To samo sta\u0142o si\u0119 z cz\u0142owiekiem przyjmuj\u0105cym rezerwacje, jedno spojrzenie Julii i facet zmi\u0119k\u0142 &#8211; dos\u0142ownie, cokolwiek mia\u0142oby to znaczy\u0107. Potem Julia powiedzia\u0142a co do niego, on poszed\u0142 na sal\u0119, po chwili wr\u00f3ci\u0142 w towarzystwie innego m\u0119\u017cczyzny i zabawa zacz\u0119\u0142a si\u0119 do nowa. Spojrzenie Julii, ma\u015blany wzrok faceta, Julia co m\u00f3wi, on si\u0119ga r\u0119k\u0105 do kieszeni i wyci\u0105ga kluczyki, daje jej, ona bierze je, u\u015bmiecha si\u0119 i wychodzi. W drzwiach zauwa\u017cy\u0142a Petera, pomacha\u0142a do niego kluczykami i zawo\u0142a\u0142a ch\u0142opaka z obs\u0142ugi hotelowej. Ten podbieg\u0142, wzi\u0105\u0142 kluczyki i za chwil\u0119 podjecha\u0142 pod drzwi wej\u015bciowe s\u0142oneczno \u017c\u00f3\u0142tym Lamborgini Diablo. Szybko wyskoczy\u0142 z samochodu i otworzy\u0142 drzwiczki. Julia bez po\u015bpiechu wsiad\u0142a, ruszy\u0142a z piskiem i zatrzyma\u0142a si\u0119 ko\u0142o Petera. Drzwi samochodu z cichym sykiem unios\u0142y si\u0119 do g\u00f3ry.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wsiadasz? &#8211; zapyta\u0142a. Peter niepewnie rozejrza\u0142 si\u0119 dooko\u0142a. Nikt nie krzycza\u0142, nikt ich nie goni\u0142, a co najdziwniejsze, nikt nie zwraca\u0142 na nich uwagi. U\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pewnie! &#8211; odpar\u0142 i usiad\u0142 obok niej. Ruszyli gwa\u0142townie, a si\u0142a tego startu wepchn\u0119\u0142a ich w fotel. Julia by\u0142a znakomitym kierowc\u0105. Je\u017adzi\u0142a dynamicznie i bardzo agresywnie. \u015bwiat\u0142a miasta ucieka\u0142y w ty\u0142 w szalonym p\u0119dzie. Na ulicach nie by\u0142o wielu samochod\u00f3w, ze wzgl\u0119du na p\u00f3\u017an\u0105 por\u0119, nie trzeba wi\u0119c by\u0142o sta\u0107 w korkach. Zreszt\u0105 Peter odnosi\u0142 wra\u017cenie, \u017ce korki nie by\u0142yby dla Julii zbytni\u0105 przeszkod\u0105. Nie istnia\u0142y dla niej znaki zakazu, czy nakazu, r\u00f3wnie\u017c sygnalizacja \u015bwietlna zdawa\u0142a si\u0119 jej nie dotyczy\u0107. Mimo wszystko nie ba\u0142 si\u0119 o swoje \u017cycie, z ni\u0105 czu\u0142 si\u0119 dziwnie pewnie i bezpiecznie. Po kilkunastu minutach tej karko\u0142omnej jazdy Julia po raz pierwszy si\u0119 odezwa\u0142a:<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie masz jakich l\u0119k\u00f3w zwi\u0105zanych z szybko\u015bci\u0105? Mo\u017ce zwolni\u0107?&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter w odpowiedzi odpi\u0105\u0142 pasy bezpiecze\u0144stwa. Julia u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 i cho\u0107 wydawa\u0142o si\u0119, \u017ce w tych warunkach nie da si\u0119 szybciej jecha\u0107, jeszcze bardziej przyspieszy\u0142a. Peter wyci\u0105gn\u0105\u0142 papierosa i zapali\u0142, ws\u0142uchiwa\u0142 si\u0119 w prac\u0119 silnika. Pozwoli\u0142, aby szybko\u015b\u0107 i krajobraz wprowadzi\u0142y go w stan specyficznego letargu pomieszanego z zachwytem. Mia\u0142 mn\u00f3stwo pyta\u0144, ale mog\u0142y poczeka\u0107, nie chcia\u0142 psu\u0107 nastroju chwili. Spojrza\u0142 Na Juli\u0119. Zdawa\u0142a si\u0119 odczuwa\u0107 podobne do jego emocje, lekko przymkn\u0119\u0142a oczy i patrzy\u0142a przed siebie, na uciekaj\u0105c\u0105 wstecz drog\u0119. Chwilami, gdy p\u0119dzili przez ciemniejsze rejony Zaratustry, zdawa\u0142o mu si\u0119, \u017ce jej oczy \u015bwiec\u0105 jakim w\u0142asnym wewn\u0119trznym \u015bwiat\u0142em, ale nie by\u0142 pewien, poza tym nie mia\u0142o to teraz wi\u0119kszego znaczenia. Wreszcie Julia zatrzyma\u0142a si\u0119, zgasi\u0142a silnik i odwr\u00f3ci\u0142a si\u0119 w jego stron\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Masz ochot\u0119 na dalszy ci\u0105g spaceru? &#8211; spyta\u0142a przyciszonym, lekko ochryp\u0142ym g\u0142osem?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ch\u0119tnie. &#8211; odpar\u0142.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; To chod\u017a. &#8211; powiedzia\u0142a i wysiad\u0142a z samochodu. Znajdowali si\u0119 przed najstarszym cmentarzem w mie\u015bcie, niekt\u00f3re znajduj\u0105ce si\u0119 tu groby datowano na XVIII wiek. Julia podesz\u0142a do bramy i z g\u0142o\u015bnym skrzypni\u0119ciem otworzy\u0142a jej jedno skrzyd\u0142o. Odwr\u00f3ci\u0142a si\u0119 w kierunku Petera i spojrza\u0142a na niego pytaj\u0105co. Peter bez s\u0142owa skin\u0105\u0142 g\u0142ow\u0105 i pod\u0105\u017cy\u0142 w lad za ni\u0105. Szli g\u0142\u00f3wn\u0105 alejk\u0105. Po obydwu jej stronach ros\u0142y wielkie stare drzewa, zreszt\u0105 ca\u0142y cmentarz pe\u0142en by\u0142 drzew, Peter czu\u0142 si\u0119 bardziej jak w parku, czy lesie, ni\u017c na cmentarzu. Tylko groby cisza i brak ludzi przypomina\u0142y mu gdzie si\u0119 znajduje.Szli wolno, nie rozmawiaj\u0105c ze sob\u0105 zbyt cz\u0119sto, zastanawiaj\u0105c si\u0119 nad przemijaniem i wieczno\u015bci\u0105, a je\u015bli czasem kt\u00f3re\u015b z nich si\u0119 odezwa\u0142o, to tylko szeptem.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; W zau\u0142ku obok cmentarza czterech m\u0142odych ludzi od pewnego ju\u017c czasu obserwowa\u0142o Lamborgini.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zaczekamy, a\u017c wyjd\u0105 &#8211; odezwa\u0142 si\u0119 pierwszy, w ortalionowej, granatowej z zewn\u0105trz wiatr\u00f3wce, przypominaj\u0105cej wygl\u0105dem fleyersa.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kole\u015b musi mie\u0107 kup\u0119 forsy &#8211; zastanawia\u0142 si\u0119 drugi, ubrany bardziej na sportowo, w brudnych Nike&#8217;ach.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No jasne, inaczej taka dupa by si\u0119 z nim nie zadawa\u0142a, ale mo\u017ce nie mie\u0107 przy sobie forsy, tacy jak on nosz\u0105 karty kredytowe &#8211; odezwa\u0142 si\u0119 trzeci, oko\u0142o dwudziestoletni ch\u0142opak z ciemnymi w\u0105sami.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Niewa\u017cne, dla niego drobne, to dla ciebie i tak b\u0119dzie niez\u0142a kasa, a poza tym s\u0105 sposoby na wyci\u015bni\u0119cie z go\u015bcia kodu do karty, a potem mo\u017cna by ich troch\u0119 przetrzyma\u0107, \u017ceby nie zakapowali glinom i nie powiadomili banku, i wyczy\u015bci\u0107 mu konto &#8211; odpar\u0142 Skin.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobry pomys\u0142, ja przetrzymam panienk\u0119 &#8211; ucieszy\u0142 si\u0119 Sportowiec.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Chcia\u0142by\u015b! Ja j\u0105 przetrzymam! &#8211; zaoponowa\u0142 d\u017centelmen z w\u0105sikiem.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Cicho kutasy! Nie k\u0142\u00f3ci\u0107 si\u0119. Dup\u0105 zajmiemy si\u0119 potem, teraz pilnuj cie, \u017ceby nie pokapowali o co idzie i nie wykr\u0119cili si\u0119. Zaczniemy jak zwykle &#8211; &#8222;na pijaka&#8221;. &#8211; uspokoi\u0142 koleg\u00f3w Skin.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobra, a teraz dawa\u0107 flach\u0119, bo zaczynam marzn\u0105\u0107! &#8211; zako\u0144czy\u0142 rozmow\u0119 milcz\u0105cy dotychczas czwarty m\u0142odzieniec.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p><\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Po d\u0142u\u017cszej chwili milczenia pierwsza zacz\u0119\u0142a rozmow\u0119 Julia:&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mo\u017ce zabrzmi to dziwnie, ale lubi\u0119 cmentarze, szczeg\u00f3lnie noc\u0105..&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mo\u017ce gdybym pozna\u0142 ci\u0119 niedawno, zdziwi\u0142bym si\u0119, ale nie teraz &#8211; odpar\u0142 Peter lekko si\u0119 u\u015bmiechaj\u0105c.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zaczynamy si\u0119 rozumie\u0107&#8230; &#8211; powiedzia\u0142a p\u00f3\u0142g\u0142osem Julia &#8211; to dobrze .&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dawno ju\u017c nie&#8230; &#8211; Julia zawaha\u0142a si\u0119 &#8211; spacerowa\u0142am z nikim, kto by mnie potrafi\u0142 zrozumie\u0107, a przynajmniej zaakceptowa\u0107.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlaczego zawiesi\u0142a\u015b g\u0142os, co chcia\u0142a\u015b powiedzie\u0107 zamiast &#8222;spacerowa\u0142am&#8221;? &#8211; zainteresowa\u0142 si\u0119 Peter.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie wiem&#8230;&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiesz. Powiedz. &#8211; nalega\u0142 Peter. Zatrzyma\u0142 si\u0119.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter, daj spok\u00f3j, to nie ma sensu&#8230; &#8211; szepn\u0119\u0142a cicho.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlaczego? &#8211; nie dawa\u0142 za wygran\u0105 Peter.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Po prostu \u017ale si\u0119 wyrazi\u0142am, chcia\u0142am powiedzie\u0107 &#8222;dawno ju\u017c nie by\u0142am z nikim kto by mnie zrozumia\u0142&#8221;, ale ba\u0142am si\u0119, \u017ce zabrzmi to tak, jak w\u0142a\u015bnie zabrzmia\u0142o, a nie o to mi chodzi\u0142o. I co, zadowolony jeste\u015b, wiesz ju\u017c wszystko, dosta\u0142e\u015b to co chcia\u0142e\u015b? &#8211; Julia wyra\u017anie si\u0119 poirytowa\u0142a.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie i nie. &#8211; Odpowiedzia\u0142.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co &#8222;nie i nie&#8221;? &#8211; zdziwi\u0142a si\u0119.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie wiem wszystkiego i nie&#8230; a zreszt\u0105 nie wa\u017cne. &#8211; teraz Peter pogubi \u0142 si\u0119 w s\u0142owach.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &#8222;Dlaczego zawiesi\u0142e\u015b g\u0142os, co chcia\u0142e\u015b powiedzie\u0107&#8221;? &#8211; przedrze\u017ania\u0142a Petera Julia. Peter popatrzy\u0142 na ni\u0105 w milczeniu i nagle zacz\u0105\u0142 si\u0119 cicho \u015bmia\u0107. Julia spojrza\u0142a na niego i te\u017c si\u0119 u\u015bmiechn\u0119\u0142a, kolejna tego wieczoru sprzeczka, rozwia\u0142a si\u0119 i ulecia\u0142a gdzie\u015b w noc.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Cicho g\u0142upku! &#8211; uspakaja\u0142a go &#8211; Jeste\u015bmy przecie\u017c na cmentarzu. Tu odpoczywaj\u0105 szcz\u0119\u015bliwi zmarli, czekaj\u0105cy na koniec \u015bwiata, aby powsta\u0107.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przecie\u017c nie robi\u0119 im nic z\u0142ego. &#8211; przekomarza\u0142 si\u0119 z ni\u0105 Peter. Julia spowa\u017cnia\u0142a.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie m\u00f3w tak. Zmar\u0142ym nale\u017cy si\u0119 szacunek. &#8211; powiedzia\u0142a. &#8211; Masz racj\u0119, przepraszam. &#8211; uspokoi\u0142 si\u0119 Peter. &#8211; No wi\u0119c dobrze, powied z mi dlaczego tak ci si\u0119 podobaj\u0105 cmentarze, bo dlaczego noc\u0105, to si\u0119 domy\u015blam.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Prosz\u0119, c\u00f3\u017c za wnikliwa dedukcja Watsonie. &#8211; dra\u017cni\u0142a si\u0119 z nim dalej Julia. &#8211; Dlaczego noc\u0105? Bo w nocy jest tu spokojnie, cicho i bardzo bezpiecznie, a przynajmniej bezpieczniej ni\u017c gdzie indziej w mie\u015bcie. Ludzie boj\u0105 si\u0119 chodzi\u0107 w nocy na cmentarze, a z\u0142o zawsze kr\u0105\u017cy tam, gdzie s\u0105 ludzie, czyli raczej poza obszarami nekropolii. Nawet pomijaj\u0105c to co przed chwil\u0105 powiedzia\u0142am, to nigdzie nie czujesz tak mocno, \u017ce \u017cyjesz, jak w\u015br\u00f3d zmar\u0142ych, w\u0142a\u015bnie na cmentarzu. To daje do my\u015blenia, przywo\u0142uje wspomnienia&#8230;&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Masz racj\u0119. &#8211; szeptem odpar\u0142 Peter. Przestali rozmawia\u0107. Ka\u017cde z nich pogr\u0105\u017cy\u0142o si\u0119 w my\u015blach. Wolnym krokiem zacz\u0119li spacerowa\u0107 cmentarnymi alejkami. Po p\u00f3\u0142godzinie Julia zapyta\u0142a:&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wracamy?&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Yhmm&#8230; &#8211; Peter w zamy\u015bleniu nie by\u0142 w stanie tak od razu wyartyku\u0142owa\u0107 ca\u0142ego wyrazu. Zawr\u00f3cili i szybszym krokiem skierowali si\u0119 do bramy g\u0142\u00f3wnej.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Skin, M\u0142odzik z W\u0105sikiem, Sportowiec i Czwarty w\u0142a\u015bnie ko\u0144czyli trzeci\u0105 tego wieczoru butelk\u0119 w\u00f3dki, \u017cywo przy tym dyskutuj\u0105c o otaczaj\u0105cej ich rzeczywisto\u015bci i czekaj\u0105c na dogodne do zrealizowania ich planu warunki.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kurwa! Ale pi\u017adzi! &#8211; oceni\u0142 pogod\u0119 Czwarty.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; E&#8230; Aleksy, wiesz za co Kain zabi\u0142 Abla? &#8211; Rozpocz\u0105\u0142 dysput\u0119 teolog iczn\u0105 Skin.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A co to za jedne? Jakie\u015b kity z twojego bloku? &#8211; zapyta\u0142 Czwarty o wdzi\u0119cznym imieniu Aleksy.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie to z biblii. &#8211; b\u0142ysn\u0105\u0142 wiedz\u0105 Sportowiec.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A co to ja do ko\u015bcio\u0142a, kurwa chodz\u0119, czy jak? &#8211; poirytowa\u0142 si\u0119 Aleksy .&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; To nie wiesz? &#8211; naciska\u0142 Skin.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie, kurwa, i g\u00f3wno mnie to obchodzi! &#8211; zdenerwowa\u0142 si\u0119 Aleksy.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Za przetrzymywanie szk\u0142a! Dawaj flach\u0119! Che! Che! Che! &#8211; za\u015bmia\u0142 si\u0119 z udanego dowcipu Skin.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kurwa! Nie wiedzia\u0142em, \u017ce te z biblii tak pi\u0142y &#8211; zainteresowa\u0142 si\u0119 Aleksy, jednocze\u015bnie oddaj\u0105c butelk\u0119 Skinowi.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; To ju\u017c&#8230; &#8211; tu Skin zakrztusi\u0142 si\u0119, poci\u0105gaj\u0105c widocznie za d\u0142ugi \u0142yk alkoholu &#8211; khy&#8230; khy&#8230; wiesz&#8230;&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; E! A to co za peda\u0142y!? &#8211; zakrzykn\u0105\u0142 nagle M\u0142odzieniec z W\u0105sikiem. Wszyscy pod\u0105\u017cyli wzrokiem za jego zdziwionym spojrzeniem. \u015arodkiem ulicy biegn\u0105cej obok cmentarza, nie spiesz\u0105c si\u0119, jecha\u0142o czterech konnych. Widok by\u0142 tak niezwyk\u0142y, \u017ce m\u0119\u017cczy\u017ani z wra\u017cenia znieruchomieli i nie byli w stanie uczyni\u0107 nic, dos\u0142ownie nic. Mogli tylko patrze\u0107. Je\u017ad\u017acy mieli na sobie sk\u00f3rzane, rzymskie zbroje, na plecach d\u0142ugie, czerwone p\u0142aszcze, opadaj\u0105ce a\u017c na ko\u0144skie zady, trzech z nich mia\u0142o przy pasach tradycyjn\u0105 bro\u0144 rzymskich legionist\u00f3w &#8211; kr\u00f3tkie miecze zwane gladiusami. Pierwszy, ten na bia\u0142ym koniu trzyma\u0142 r\u0119ku \u0142uk, drugi, ten bez miecza w pochwie, jecha\u0142, dzier\u017c\u0105c go w d\u0142oni, na koniu, kt\u00f3rego sier\u015b\u0107 by\u0142a rdzawoczerwona, trzeci jecha\u0142 na czarnym koniu, w jego r\u0119ku spoczywa\u0142a waga, a czwarty pod\u0105\u017ca\u0142 nieco z ty\u0142u, na dziwnym trupiobladym wierzchowcu, w r\u0119kach trzyma\u0142 jedynie wodze, a jego twarz spowija\u0142 nieprzenikniony cie\u0144. Jednak w chwili gdy kawalkada mija\u0142a zdziwionych m\u0119\u017cczyzn, odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 w ich stron\u0119 i da\u0142 si\u0119 im pozna\u0107. Up\u0142yn\u0119\u0142o kilka minut, konni dawno ju\u017c znikli, zanim czw\u00f3rka znajomych na tyle dosz\u0142a do siebie, aby m\u00f3c si\u0119 odezwa\u0107.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Uch&#8230; ten pysk b\u0119dzie mi si\u0119 \u015bni\u0142 do ko\u0144ca \u017cycia. &#8211; pierwszy odezwa \u0142 si\u0119 Aleksy.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No. &#8211; zgodzi\u0142 si\u0119 Skin.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mnie te\u017c. &#8211; wyszepta\u0142 M\u0142ody z W\u0105sikiem.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; O kurwa&#8230; &#8211; wymamrota\u0142 Sportowiec.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Coraz gorsz\u0105 t\u0105 w\u00f3d\u0119 robi\u0105, pijemy od dw\u00f3ch godzin, a ja jako\u015b wytrze\u017awia\u0142em &#8211; martwi\u0142 si\u0119 Aleksy.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ciii&#8230; Ciszej panowie. &#8211; zacz\u0105\u0142 ich nagle ucisza\u0107 Skin &#8211; Id\u0105 ci frajerzy, kt\u00f3rzy zap\u0142ac\u0105 za nasze \u017carcie, faje i w\u00f3d\u0119 na najbli\u017cszy tydzie\u0144, a mo\u017ce i d\u0142u\u017cej. Wszyscy jak na komend\u0119 ucichli, a potem zacz\u0119li i\u015b\u0107 chwiejnym krokiem w stron\u0119 wychodz\u0105cej z cmentarza pary. Nie musieli specjalnie si\u0119 stara\u0107.&nbsp;&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter i Julia wychodzili z cmentarza w, co paradoksalne, dobrych humorach. Julia trzyma\u0142a Petera pod r\u0119k\u0119, co jeszcze pot\u0119gowa\u0142o dobry nastr\u00f3j tego ostatniego. Gdy podchodzili do Lamborgini, z naprzeciwka sz\u0142o czterech, troch\u0119 bardziej ni\u017c lekko &#8222;zawianych&#8221;, m\u0119\u017cczyzn. Peter spojrza\u0142 na nich i u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119. &#8222;S\u0105 jeszcze ludzie, kt\u00f3rzy potrafi\u0105 si\u0119 zabawi\u0107&#8221; &#8211; pomy\u015bla\u0142. Gdy podeszli bli\u017cej Julia nagle unios\u0142a g\u0142ow\u0119 i spojrza\u0142a w ich kierunku. Peter w\u0142a\u015bnie si\u0119 pochyla\u0142, aby otworzy\u0107 drzwi, Julia by\u0142a po drugiej stronie samochodu. Wtedy wszystko si\u0119 zacz\u0119\u0142o. Jeden z przechodz\u0105cych, obci\u0119ty na kr\u00f3tko, we fleyersie, podszed\u0142 do Petera i uderzy\u0142 jego g\u0142ow\u0105 o dach Lamborgini, blacha samochodu lekko si\u0119 wgniot\u0142a, a Peter poczu\u0142 jak jego wargi p\u0119kaj\u0105, a z ust i nosa ciekn\u0105 mu gor\u0105ce stru\u017cki krwi, zalewaj\u0105c ca\u0142\u0105 twarz. W chwili gdy upadaj\u0105c pr\u00f3bowa\u0142 utrzyma\u0107 r\u00f3wnowag\u0119, drugi z napastnik\u00f3w, w Nike&#8217;ach, jak Peter zd\u0105\u017cy\u0142 zauwa\u017cy\u0107, kopn\u0105\u0142 go w nogi, co opr\u00f3cz b\u00f3lu zaowocowa\u0142o tym, \u017ce upad\u0142 jak d\u0142ugi na mokry asfalt. &#8222;Kurwa, znowu&#8221; &#8211; przemkn\u0119\u0142o mu przez g\u0142ow\u0119.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pr\u00f3bowa\u0142 wsta\u0107, ale widz\u0105c, \u017ce Sportowiec zn\u00f3w bierze zamach, tym razem celuj\u0105c w nerk\u0119, przekr\u0119ci\u0142 si\u0119 na bok i zas\u0142oni\u0142 zgi\u0119t\u0105 w kolanie nog\u0105. W tym czasie Aleksy i W\u0105saty obiegali samoch\u00f3d, pr\u00f3buj\u0105c z\u0142apa\u0107 Juli\u0119. Julia unios\u0142a obydwie r\u0119ce do g\u00f3ry i nim ktokolwiek zd\u0105\u017cy\u0142 zareagowa\u0107, zrobi\u0142a salto przez dach samochodu, l\u0105duj\u0105c po drugiej jego stronie, mi\u0119dzy le\u017c\u0105cym Peterem, a pr\u00f3buj\u0105cym go kopn\u0105\u0107 Sportowcem i Skinem, kt\u00f3ry w mi\u0119dzyczasie wyci\u0105gn\u0105\u0142 n\u00f3\u017c my\u015bliwski i te\u017c szed\u0142 w kierunku Petera.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kurwa! Wiecz\u00f3r dziw\u00f3w! &#8211; zakl\u0105\u0142 Aleksy, widz\u0105c, jak Julia przeskoczy\u0142a nad samochodem, zaprzeczaj\u0105c tym kilku prawom fizyki jednocze\u015bnie. Razem z W\u0105satym zacz\u0119li zn\u00f3w biec w stron\u0119 z kt\u00f3rej przybyli, obiegaj\u0105c samoch\u00f3d, gdy\u017c teraz ich ofiara by\u0142a po drugiej stronie.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aleksy! Nie pierdol, tylko \u0142ap t\u0105 dziwk\u0119, bo nam ucieknie! &#8211; krzykn \u0161\u0142 Skin, A sam pr\u00f3bowa\u0142 omin\u0105\u0107 Juli\u0119 i zbli\u017cy\u0107 si\u0119 do gro\u017aniejszego, jak mu si\u0119 wydawa\u0142o, przeciwnika, czyli do pr\u00f3buj\u0105cego si\u0119 podnie\u015b\u0107 Petera. Sportowiec, chcia\u0142 popchn\u0105\u0107 Juli\u0119, kt\u00f3ra nagle i w tak nieoczekiwany spos\u00f3b si\u0119 przed nim pojawi\u0142a. Ta, nie zwlekaj\u0105c, uderzy\u0142a go d\u0142oni\u0105 w klatk\u0119 piersiow\u0105, wyci\u0105gaj\u0105c po prostu przed siebie r\u0119k\u0119. Zn\u00f3w kilka kolejnych praw fizyki okaza\u0142o si\u0119 fa\u0142szywymi, a Sportowiec, nie wydaj\u0105c z siebie d\u017awi\u0119ku przelecia\u0142 w powietrzu par\u0119 metr\u00f3w i upad\u0142 na plecy, uderzaj\u0105c g\u0142ow\u0105 o pod\u0142o\u017ce i pozostaj\u0105c w bezruchu. Skin ju\u017c tego nie zauwa\u017cy\u0142, pochylaj\u0105c si\u0119 nad podnosz\u0105cym si\u0119 w\u0142a\u015bnie z kl\u0119czek Peterem. Pr\u00f3bowa\u0142 mu przystawi\u0107 n\u00f3\u017c do gard\u0142a, jednak Peter, widz\u0105c go, zrezygnowa\u0142 ze wstawania i zrobi\u0142 kombinowany pad z przewrotem w ty\u0142 przez prawe rami\u0119, przez co znalaz\u0142 si\u0119 jakie\u015b dwa, trzy metry od Skina i mia\u0142 czas na to, aby si\u0119 szybko podnie\u015b\u0107. W\u0105saty i Aleksy, widz\u0105c co przytrafi\u0142o si\u0119 Sportowcowi, przestali biec w kierunku Julii, zatrzymali si\u0119, W\u0105saty wyj\u0105\u0142 n\u00f3\u017c, a Aleksy zacz\u0105\u0142 si\u0119 rozgl\u0105da\u0107 za czym\u015b ci\u0119\u017ckim, jednocze\u015bnie zachodz\u0105c j\u0105 z boku. Tymczasem Julia, nie zwracaj\u0105c na nich uwagi, odwr\u00f3ci\u0142a si\u0119 i zaatakowa\u0142a niczego nie spodziewaj\u0105cego si\u0119, odwr\u00f3conego do niej plecami, Skina. Jedn\u0105 r\u0119k\u0105 z\u0142apa\u0142a go za kark, drug\u0105 za r\u0119k\u0119 w kt\u00f3rej trzyma\u0142 n\u00f3\u017c i rzuci\u0142a nim, jak szmacian\u0105 lalk\u0105, o Lamborgini.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zabrz\u0119cza\u0142o t\u0142uczone szk\u0142o. G\u0142owa Skina wygi\u0119\u0142a si\u0119 pod nienaturalnym k\u0105tem, gdy powoli osuwa\u0142 si\u0119 po drzwiach samochodu, aby ca\u0142kowicie ju\u017c znieruchomie\u0107 na ziemi. W\u0105saty my\u015bla\u0142 szybciej od Aleksego.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aleksy spierdalamy!!! &#8211; wrzasn\u0105\u0142 i zacz\u0105\u0142 ucieka\u0107.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wracaj chuju! Wracaj, bo ci\u0119 zajeb\u0119! &#8211; krzykn\u0105\u0142 za nim Aleksy, odwracaj\u0105c g\u0142ow\u0119 w stron\u0119 uciekaj\u0105cego. Gdy zn\u00f3w spojrza\u0142 przed siebie Julia ju\u017c przed nim sta\u0142a. Nie trac\u0105c czasu na my\u015blenie Aleksy uderzy\u0142 j\u0105 b\u0142yskawicznie i z ca\u0142ej si\u0142y w twarz. Julia, o dziwo, nie zd\u0105\u017cy\u0142a wykona\u0107 uniku. Aleksy ju\u017c zacz\u0105\u0142 si\u0119 cieszy\u0107, nie zna\u0142 nikogo, kto po jego ciosie w szcz\u0119k\u0119 by\u0142by w stanie utrzyma\u0107 si\u0119 na nogach d\u0142u\u017cej ni\u017c kilka sekund, jednak z ni\u0105 by\u0142o inaczej. Jedynym skutkiem ciosu Aleksego by\u0142o to, \u017ce g\u0142owa Julii lekko si\u0119 przechyli\u0142a, a z k\u0105cika ust pop\u0142yn\u0119\u0142a jej krew.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jak \u015bmiesz trwoni\u0107 moj\u0105 drogocenn\u0105 i szlachetn\u0105 krew! &#8211; zdenerwowa\u0142a si\u0119 Julia. Jej oponent na chwil\u0119, zadziwiony, zastyg\u0142 w bezruchu. Jednak ju\u017c po chwili zn\u00f3w szykowa\u0142 si\u0119 do ataku.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Upuszcz\u0119 ci jej jeszcze wi\u0119cej, pojebana suko! &#8211; warkn\u0105\u0142 Aleksy, pr\u00f3buj\u0105c z\u0142apa\u0107 Juli\u0119 za g\u0142ow\u0119 i uderzy\u0107 kolanem w twarz. Julia wyrzuci\u0142a do przodu r\u0119ce zgi\u0119te w \u0142okciach pod k\u0105tem prostym i zablokowa\u0142a sun\u0105ce ku jej g\u0142owie r\u0119ce Aleksego, nast\u0119pnie szybko chwyci\u0142a go za szyj\u0119 i zacz\u0119\u0142a zaciska\u0107 d\u0142onie. Aleksy nie zd\u0105\u017cy\u0142 zareagowa\u0107, a teraz na jego twarzy malowa\u0142o si\u0119 zdziwienie i narastaj\u0105cy strach pomieszany z niemoc\u0105. Z boku podszed\u0142 do nich Peter.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Julio, zostaw go i chod\u017amy st\u0105d. Jeden z nich ju\u017c nie \u017cyje, tamten przy samochodzie, drugi w\u0142a\u015bnie umiera, ten jest trzeci&#8230; a czwarty uciek\u0142, ale kiedy och\u0142onie pewnie wr\u00f3ci z kolesiami lub policj\u0105. &#8211; powiedzia\u0142 Peter patrz\u0105c jak Aleksy w \u015bmiertelnym u\u015bcisku Julii coraz bardziej zni\u017ca si\u0119 ku ziemi, coraz bardziej s\u0142abnie i sinieje na twarzy. Z ust wysun\u0105\u0142 mu si\u0119 napuch\u0142y ju\u017c j\u0119zyk, i zacz\u0119\u0142a kapa\u0107 \u015blina.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wybacz Peter, ale nie zostawi\u0119 tak tego &#8211; odpowiedzia\u0142a Julia mru\u017c\u0105c lekko oczy, poniewa\u017c Aleksy zacz\u0105\u0142 energicznie macha\u0107 r\u0119kami we wszystkie strony, jakby to mia\u0142o mu pom\u00f3c w zdobyciu drogocennego haustu powietrza.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wsiadaj do samochodu i ruszaj st\u0105d, odjed\u017a gdzie\u015b, w jaki\u015b bezpieczny rejon miasta, zostaw to \u017c\u00f3\u0142te cudo i wr\u00f3\u0107 do hotelu. Ja do\u0142\u0105cz\u0119 do ciebie p\u00f3\u017aniej, musz\u0119 tu&#8230; posprz\u0105ta\u0107. &#8211; kontynuowa\u0142a.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No id\u017a&#8230; &#8211; zach\u0119ca\u0142a go widz\u0105c, \u017ce stoi niezdecydowany &#8211; nie martw si\u0119 o mnie, ani&#8230; o nich. Sami sobie zgotowali taki los, my nic im nie zrobili\u015bmy. Pomy\u015bl co by si\u0119 sta\u0142o, gdyby trafili na kogo\u015b innego, ile razy jeszcze tak by si\u0119 zabawiali. Nie. Nic ich nie t\u0142umaczy, to jest sprawiedliwe. Id\u017a\u017ce wreszcie do cholery! Nie mamy czasu na dyskusje! Porozmawiamy o tym p\u00f3\u017aniej, w hotelu. &#8211; nie patrzy\u0142a na Aleksego, kt\u00f3ry \u017cy\u0142 jeszcze, ale ju\u017c si\u0119 nie rusza\u0142, patrzy\u0142a na Petera, w jego oczy.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter nie powiedzia\u0142 ani s\u0142owa, odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 i poszed\u0142 do Lamborgini, odpali\u0142 silnik i odjecha\u0142. Julia rozlu\u017ani\u0142a u\u015bcisk. Aleksy zacz\u0105\u0142 gwa\u0142townie \u0142apa\u0107 powietrze, powoli wraca\u0142a mu \u015bwiadomo\u015b\u0107. Wreszcie, gdy doszed\u0142 do siebie na tyle, aby m\u00f3c si\u0119 rozejrze\u0107, uczyni\u0142 to i zauwa\u017cy\u0142 Juli\u0119. Ta spojrza\u0142a na niego i u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119. I wtedy Aleksy ujrza\u0142 jej prawdziwe oblicze. I zacz\u0105\u0142 wrzeszcze\u0107, a raczej skrzecze\u0107, bo tylko skrzek i charczenie wydobywa\u0142y si\u0119 z jego ust. Jednak nie trwa\u0142o to d\u0142ugo. Po kilku sekundach wrzask urwa\u0142 si\u0119 jak uci\u0119ty no\u017cem. Przycmentarn\u0105 ulic\u0119 zn\u00f3w obj\u0119\u0142a w swe w\u0142adanie cisza i noc.&nbsp;&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter siedzia\u0142 w ciemnym pokoju. Nie zapala\u0142 \u015bwiat\u0142a. My\u015bla\u0142. I pi\u0142. Nie chcia\u0142 si\u0119 upi\u0107, chcia\u0142 by\u0107 trze\u017awy, gdy przyjdzie Julia. Nie m\u00f3g\u0142 sobie jednak odm\u00f3wi\u0107 paru piw, kt\u00f3re go uspokaja\u0142y i u\u015bmierza\u0142y nieznacznie b\u00f3l, jakim pulsowa\u0142a mu ca\u0142a g\u0142owa. Wargi ju\u017c mu spuch\u0142y, nos mia\u0142 chyba z\u0142amany, bola\u0142a go te\u017c noga. Pi\u0142 wolno, z trudem, alkohol dostawa\u0142 si\u0119 do zasychaj\u0105cych ran na wargach, szczypi\u0105c i utrudniaj\u0105c my\u015blenie. &#8222;Zabi\u0142a ich bez mrugni\u0119cia okiem. Z tym ostatnim te\u017c sobie chyba &#8222;zata\u0144czy\u0142a.&#8221; &#8211; my\u015bla\u0142. &#8222;Co mam teraz robi\u0107?&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiedzia\u0142em przecie\u017c, \u017ce jest dziwna, \u017ce zabi\u0142a Kausa, ale co innego wiedzie\u0107, co innego zobaczy\u0107. Odej\u015b\u0107? Dalej i\u015b\u0107 samotnie, zn\u00f3w samotnie? Zaczyna\u0142o by\u0107 tak dobrze&#8230; Julia mia\u0142a racj\u0119, kiedy m\u00f3wi\u0142a, \u017cebym si\u0119 nie przyzwyczaja\u0142 do takiego \u017cycia. Nie, nie odejd\u0119, i nie puszcz\u0119 jej gdyby chcia\u0142a odej\u015b\u0107. Stworz\u0119 sobie tylko pancerz, pancerz duchowy, kt\u00f3ry mnie ochroni, na wypadek samotno\u015bci. Kiedy\u015b ju\u017c prawie go mia\u0142em, ale pojawi\u0142a si\u0119 ona. Musz\u0119 znale\u017a\u0107 sobie jakie\u015b zaj\u0119cie. Dziwne, m\u00f3j prze\u015bladowca mnie p\u00f3ki co nie znalaz\u0142.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobrze. Nic si\u0119 nie sta\u0142o. Zas\u0142u\u017cyli sobie na to, banda skurwysyn\u00f3w&#8230;, teraz ju\u017c martwych.&#8221;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Rozmy\u015blasz? &#8211; nie zauwa\u017cy\u0142 gdy wesz\u0142a do pokoju.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tak &#8211; odpar\u0142, kiedy ju\u017c si\u0119 opanowa\u0142. &#8211; Nie mo\u017cesz cho\u0107 raz wej\u015b\u0107 do pokoju tak, \u017cebym ci\u0119 s\u0142ysza\u0142, \u017cebym nie musia\u0142 p\u00f3\u017aniej uspakaja\u0107 si\u0119 przez p\u00f3\u0142 godziny? &#8211; by\u0142 zdenerwowany.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wybacz, przyzwyczajenie, ci\u0119\u017cko zmieni\u0107 swoj\u0105 natur\u0119, a poza tym tak jest bezpieczniej. Ale daj ju\u017c spok\u00f3j tym g\u0142upstwom, lepiej powiedz, czy ju\u017c mam znikn\u0105\u0107 z twojego \u017cycia, czy jeszcze mog\u0119 troch\u0119 zosta\u0107? &#8211; Julia by\u0142a bardzo powa\u017cna i skoncentrowana.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlaczego my\u015blisz&#8230; &#8211; zacz\u0105\u0142 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Daj spok\u00f3j! &#8211; zirytowa\u0142a si\u0119 Julia. &#8211; przecie\u017c widz\u0119 jak si\u0119 zachowujesz, widz\u0119 to zmarszczone czo\u0142o, widzia\u0142am twoj\u0105 reakcj\u0119 pod cmentarzem i s\u0142ysz\u0119 jak si\u0119 do mnie odzywasz teraz, wi\u0119c jak? I\u015b\u0107, czy zosta\u0107?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zosta\u0144&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Na pewno?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tak.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dobrze.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mog\u0119 o co\u015b spyta\u0107?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pytaj.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Uda\u0142o ci si\u0119 posprz\u0105ta\u0107?<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Julia u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119, a napi\u0119cie mi\u0119dzy nimi zacz\u0119\u0142o opada\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A co, boisz si\u0119, \u017ce kto\u015b nas znajdzie? &#8211; spyta\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie chc\u0119 mie\u0107 po prostu k\u0142opot\u00f3w, za to mo\u017cna d\u0142ugo posiedzie\u0107. &#8211; odpowiedzia\u0142 uspokojony ju\u017c Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie b\u00f3j si\u0119, zaj\u0119\u0142am si\u0119 wszystkim. &#8211; Julia podesz\u0142a i usiad\u0142a obok Petera. Przyjacielskim gestem rozburzy\u0142a mu w\u0142osy. &#8211; Mo\u017cesz spa\u0107 spokojnie. Ja te\u017c ju\u017c musz\u0119 i\u015b\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mo\u017cesz si\u0119 przespa\u0107 tutaj&#8230; &#8211; nie\u015bmia\u0142o zaproponowa\u0142 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nic z tego m\u00f3j drogi, ale dzi\u0119kuj\u0119 za propozycj\u0119 &#8211; odpar\u0142a i nim Peter zd\u0105\u017cy\u0142 powiedzie\u0107 cokolwiek, znikn\u0119\u0142a. Peter nie zdziwi\u0142 si\u0119 tym specjalnie, ju\u017c si\u0119 przyzwyczai\u0142.&nbsp;<br><br><br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Eliza siedzia\u0142a w barze i popija\u0142a kaw\u0119, pochylaj\u0105c si\u0119 nad otwart\u0105 gazet\u0105. Dni ostatnio by\u0142y coraz ch\u0142odniejsze, wi\u0119c ubrana by\u0142a w d\u0142ugi, we\u0142niany, ciemnozielony sweter, jasnoniebieskie jeansy i nieod\u0142\u0105czny, sk\u00f3rzany p\u0142aszcz. Nie cierpia\u0142a siedzie\u0107 w hotelowym pokoju, spa\u0142a tam tylko i, z konieczno\u015bci, ogl\u0105da\u0142a wiadomo\u015bci. Przez reszt\u0119 czasu chodzi\u0142a po mie\u015bcie, rozgl\u0105da\u0142a si\u0119, szuka\u0142a, zagl\u0105da\u0142a do kawiarenek internetowych, gdzie przegl\u0105da\u0142a kroniki policyjne, oraz strony traktuj\u0105ce o dziwnych, niewyja\u015bnionych zjawiskach. Czyta\u0142a te\u017c, tak jak teraz, pras\u0119. Wci\u0105\u017c tropi\u0142a morderc\u00f3w jej wuja oraz rodzic\u00f3w. Nie zwr\u00f3ci\u0142a si\u0119 do przyjaci\u00f3\u0142 wuja, cho\u0107 wiedzia\u0142a, \u017ce mogli by jej pom\u00f3c. By\u0142a tradycjonalistk\u0105, polowa\u0142a sama, mimo, \u017ce ju\u017c od dawna Wtajemniczeni \u0142\u0105czyli si\u0119 w grupy dla bezpiecze\u0144stwa i wi\u0119kszej skuteczno\u015bci. Eliza dzia\u0142a\u0142a tak, jak Klaus &#8211; samotnie. Odk\u0105d tylko straci\u0142a rodzic\u00f3w wychowywa\u0142 j\u0105 w\u0142a\u015bnie on i on r\u00f3wnie\u017c j\u0105 szkoli\u0142 w tropieniu, sztuce przetrwania i skutecznej walce. Jeden z artyku\u0142\u00f3w zwr\u00f3ci\u0142 jej uwag\u0119. W miar\u0119 czytania, jej twarz rozja\u015bnia\u0142a si\u0119, a\u017c wreszcie pojawi\u0142 si\u0119 na niej u\u015bmiech. &#8222;Jeste\u015b!&#8221; &#8211; krzykn\u0119\u0142a, a\u017c ludzie z okolicznych stolik\u00f3w zacz\u0119li si\u0119 jej przygl\u0105da\u0107 z zaciekawieniem, a p\u00f3\u017aniej, widz\u0105c jej z\u0142y u\u015bmiech, z l\u0119kiem.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dziewczyna wzi\u0119\u0142a gazet\u0119 i rozejrza\u0142a si\u0119 po knajpce, jednak nikt nie odwa\u017cy\u0142 si\u0119 jej spojrze\u0107 w oczy. Rzuci\u0142a na st\u00f3\u0142 kilka drobnych monet, jako zap\u0142at\u0119 za kaw\u0119 i drobny napiwek, po czym niespiesznie wysz\u0142a na zewn\u0105trz.&nbsp;<br><\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tej nocy Ernest van Voght mia\u0142 prawdziwe widowisko. W wynaj\u0119tym pokoju, z kt\u00f3rego by\u0142 doskona\u0142y widok na hotel &#8222;Luxor&#8221;, mia\u0142 urz\u0105dzony punkt obserwacyjny. W hotelu naprzeciwko zatrzyma\u0142a si\u0119 Eliza Wagner. Prawie w og\u00f3le nie przebywa\u0142a w pokoju. Detektyw by\u0142 zbyt do\u015bwiadczonym w tych sprawach cz\u0142owiekiem, aby nie pozna\u0107, \u017ce czego\u015b, albo kogo\u015b szuka. Par\u0119 razy wyszed\u0142 za ni\u0105 na miasto, ale gdy si\u0119 zorientowa\u0142, \u017ce dziewczyna niczego nie wie, a tylko si\u0119 rozgl\u0105da, da\u0142 za wygran\u0105. W ci\u0105gu dnia sam, korzystaj\u0105c z kontakt\u00f3w i do\u015bwiadczenia, szuka\u0142 Petera M., a wieczorami sprawdza\u0142, co dzieje si\u0119 z pann\u0105 Wagner. Wraca\u0142a p\u00f3\u017ano, zm\u0119czona, jad\u0142a niewiele, w po\u015bpiechu, potem bra\u0142a prysznic, k\u0142ad\u0142a si\u0119 do \u0142\u00f3\u017cka i ogl\u0105da\u0142a telewizj\u0119, zazwyczaj programy informacyjne i r\u00f3\u017cnego rodzaju dokumenty zwi\u0105zane z prac\u0105 policji i poszukiwaniami zbieg\u00f3w, jak r\u00f3wnie\u017c os\u00f3b zaginionych. Dzi\u015b by\u0142o inaczej. Gdy van Voght wr\u00f3ci\u0142 i spojrza\u0142 w okular lunety policyjnej, zobaczy\u0142, \u017ce Eliza ju\u017c jest w domu, siedzi przy zgaszonym \u015bwietle i zapalonych \u015bwiecach, oraz przy czerwonym winie. Pocz\u0105tkowo my\u015bla\u0142, \u017ce panna Wagner kogo\u015b oczekuje, gdy\u017c wino rozlane by\u0142o w cztery kieliszki, ale wkr\u00f3tce zrozumia\u0142, \u017ce to jaki\u015b jej w\u0142asny ma\u0142y rytua\u0142, b\u0105d\u017a \u015bwi\u0119to. Tego wieczoru wygl\u0105da\u0142a pi\u0119knie. Rozpu\u015bci\u0142a w\u0142osy i za\u0142o\u017cy\u0142a czerwon\u0105 sukni\u0119, co sprawi\u0142o, \u017ce wygl\u0105da\u0142a jak jaka\u015b tajemnicza dama, co w por\u00f3wnaniu z jej codziennym wygl\u0105dem \u017co\u0142nierza bardzo zaskakiwa\u0142o. &#8222;Co\u015b mi m\u00f3wi, \u017ce ju\u017c nied\u0142ugo b\u0119d\u0119 m\u00f3g\u0142 wr\u00f3ci\u0107 do domu i to z tarcz\u0105, a nie na niej&#8221; &#8211; mrukn\u0105\u0142 pod nosem i u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 Ernest.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter siedzia\u0142 w swoim pokoju i patrzy\u0142 na le\u017c\u0105c\u0105 przed nim na stole gazet\u0119. Cisz\u0119 pomieszczenia zak\u0142\u00f3ci\u0142o pukanie do drzwi. Nerwowo spojrza\u0142 na klamk\u0119. Pukanie powt\u00f3rzy\u0142o si\u0119. &#8222;Niemo\u017cliwe, \u017ceby tak szybko nas znale\u017ali, przecie\u017c nie maj\u0105 nic pewnego&#8221; &#8211; pomy\u015bla\u0142 z l\u0119kiem. Pukanie sta\u0142o si\u0119 bardziej natarczywe. &#8222;Mo\u017ce to obs\u0142uga? Nie&#8230; od p\u00f3\u0142 roku nie widzia\u0142em tutaj obs\u0142ugi hotelowej&#8230; zaczynam popada\u0107 w paranoj\u0119. A niech tam&#8230;&#8221; &#8211; wsta\u0142, ustawi\u0142 si\u0119 przodem do drzwi i powiedzia\u0142:<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &#8222;Prosz\u0119!&#8221;. Drzwi otworzy\u0142y si\u0119 i do pokoju wesz\u0142a Julia.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; My\u015bla\u0142am, \u017ce \u015bpisz, albo \u017ce, po g\u0142\u0119bszym namy\u015ble, postanowi\u0142e\u015b mnie jednak opu\u015bci\u0107, albo \u017ce znalaz\u0142e\u015b sobie jak\u0105\u015b Lolit\u0119 i wybra\u0142e\u015b si\u0119 z ni\u0105 na dzikie harce&#8230; &#8211; w jej g\u0142osie pobrzmiewa\u0142a weso\u0142o\u015b\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Bo\u017ce! Ale mnie przestraszy\u0142a\u015b! &#8211; powiedzia\u0142, ale w jego g\u0142osie s\u0142ycha\u0107 by\u0142o ulg\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Peter, stajesz si\u0119 monotonny z tym twoim &#8222;Julia! Ale mnie przestraszy\u0142a\u015b!&#8221;, wchodz\u0119 cicho i bez pukania, nie podoba ci si\u0119, wchodz\u0119 g\u0142o\u015bno i z pukaniem, te\u017c ci si\u0119 nie podoba, to jak, do cholery mam wchodzi\u0107?! &#8211; udawa\u0142a zdenerwowanie Julia.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pewnie my\u015blisz, \u017ce jestem tch\u00f3rzem&#8230; &#8211; zmarkotnia\u0142 Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; My\u015bl\u0119, \u017ce jeste\u015b szczery, a ostatnio du\u017co si\u0119 dzia\u0142o &#8211; pociesza\u0142a go.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Widzia\u0142a\u015b to? &#8211; wskaza\u0142 na le\u017c\u0105c\u0105 na stole gazet\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; To znaczy co? Wynalazek mistrza Guttenberga? Gazet\u0119? &#8211; za\u017cartowa\u0142a Julia.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czy mo\u017cesz przez chwil\u0119 by\u0107 powa\u017cna? &#8211; zirytowa\u0142 si\u0119 Peter &#8211; pisz\u0105 tam o tych czterech, z cmentarza.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Poka\u017c. &#8211; powiedzia\u0142a i spojrza\u0142a na artyku\u0142. &#8211; Nic nie maj\u0105 &#8211; powiedzia\u0142a po chwili, gdy przejrza\u0142a go pobie\u017cnie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlaczego ich u\u0142o\u017cy\u0142a\u015b na cmentarzu, jeden obok drugiego i dlaczego byli &#8222;nienaturalnie bladzi&#8221;? &#8211; spyta\u0142 Peter cytuj\u0105c fragment artyku\u0142u i patrz\u0105c na ni\u0105 uwa\u017cnie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u017beby skierowa\u0107 podejrzenia w \u015blepy zau\u0142ek. B\u0119d\u0105 szuka\u0107 albo psychopaty, albo powi\u0105za\u0144 z mafi\u0105, a nie pary przyjaci\u00f3\u0142. &#8211; odpar\u0142a robi\u0105c m\u0105dr\u0105 min\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A my\u015bla\u0142e\u015b, \u017ce co?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nic. My\u015bla\u0142em, \u017ce to dziwne.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A teraz, co my\u015blisz?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Teraz nie wiem co my\u015ble\u0107, ale chyba dobrze zrobi\u0142a\u015b&#8230; &#8211; Peter mia\u0142 dosy\u0107 g\u0142upi wyraz twarzy.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; My\u015bl\u0119, \u017ce najlepiej b\u0119dzie jak o tym szybko zapomnisz &#8211; poradzi\u0142a mu Julia.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; O czym? &#8211; odpar\u0142, u\u015bmiechaj\u0105c si\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Brawo! Tak trzymaj. &#8211; pochwali\u0142a go Julia i te\u017c si\u0119 u\u015bmiechn\u0119\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pewnie nie masz dzisiaj ochoty na spacer? &#8211; zmieni\u0142a temat.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Raczej nie &#8211; przyzna\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W porz\u0105dku, poogl\u0105damy telewizj\u0119, porozmawiamy o g\u0142upstwach, b\u0119dzie weso\u0142o. &#8211; odpar\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jasne! Z tob\u0105 nie mo\u017cna si\u0119 nudzi\u0107. &#8211; podsumowa\u0142 Peter u\u015bmiechaj\u0105c si\u0119 tajemniczo.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przed Eliz\u0105 le\u017ca\u0142y wycinki z gazet. Wpatrywa\u0142a si\u0119 w nie i my\u015bla\u0142a . Jeden z nich informowa\u0142 o tajemniczym znikni\u0119ciu samochodu, \u017c\u00f3\u0142tego Lamborgini, i o jego dziwnym pojawieniu si\u0119 w innym miejscu, na parkingu. Nie by\u0142o \u015blad\u00f3w w\u0142amania, kluczyki by\u0142y w stacyjce. Drugi informowa\u0142 o znalezieniu cia\u0142 czterech m\u0119\u017cczyzn, r\u00f3wno obok siebie u\u0142o\u017cone, le\u017c\u0105ce na cmentarzu, nienaturalnie blade. Pozornie nie mia\u0142y ze sob\u0105 zwi\u0105zku, ale Eliza czu\u0142a, \u017ce si\u0119 \u0142\u0105cz\u0105 i to nie tylko czasowo, bo zdarzenia mia\u0142y miejsce tej samej nocy, ale r\u00f3wnie\u017c pod wzgl\u0119dem tajemniczo\u015bci i&#8230; tego czego\u015b, czego nie potrafi\u0142a nazwa\u0107, ale czu\u0142a gdzie\u015b w g\u0142\u0119bi siebie. Postanowi\u0142a, \u017ce zacznie szuka\u0107 w dzielnicach ubogich, gdzie policja rzadko zagl\u0105da, ale niedaleko od restauracji &#8222;Ekskluzywna Pora\u017cka&#8221;, sprzed kt\u00f3rej skradziono \u017c\u00f3\u0142te Diablo. B\u0119dzie sprawdza\u0142a knajpy, zau\u0142ki, cmentarze, hotele, kostnice, przytu\u0142ki i ka\u017cde miejsce, kt\u00f3re przyjdzie jej do g\u0142owy, a\u017c wreszcie J\u0105 znajdzie. Pr\u0119dzej, czy p\u00f3\u017aniej, cho\u0107by mia\u0142a straci\u0107 kolejne p\u00f3\u0142 roku. W razie czego podejmie pieni\u0105dze z konta Wtajemniczonych. Ma do tego prawo.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>Po ulewnych deszczach nadesz\u0142y wczesne jak na t\u0105 por\u0119 roku upa\u0142y. Nawet noce by\u0142y ciep\u0142e, a czasem wr\u0119cz duszne. Julia sz\u0142a powoli przez ospa\u0142e, nocne miasto. Taka pogoda sprzyja\u0142a spacerom i innym rozrywkom, kt\u00f3rym mo\u017cna si\u0119 oddawa\u0107 na \u015bwie\u017cym powietrzu, co chwila wi\u0119c mija\u0142y j\u0105 grupy ludzi w r\u00f3\u017cnym wieku i w r\u00f3\u017cnym stadium upojenia alkoholowego. Niespiesznie dosz\u0142a do hoteliku w kt\u00f3rym mieszka\u0142 Peter. Sk\u0142oni\u0142a si\u0119 znajomemu portierowi i wesz\u0142a na g\u00f3r\u0119. W pokoju w kt\u00f3rym mieszka\u0142 Peter nie by\u0142o nikogo. Julia lekko si\u0119 zdziwi\u0142a, nie pami\u0119ta\u0142a, \u017ceby Peter jej m\u00f3wi\u0142, \u017ce b\u0119dzie gdzie\u015b wychodzi\u0142. Zesz\u0142a na d\u00f3\u0142 i podesz\u0142a do portiera.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czy pan Muller zostawi\u0142 dla mnie jak\u0105\u015b wiadomo\u015b\u0107? &#8211; spyta\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie prosz\u0119 pani, pan Muller nie zostawi\u0142 \u017cadnej wiadomo\u015bci, zreszt\u0105 nie wydaje mi si\u0119 aby wychodzi\u0142 z pokoju. &#8211; odpar\u0142 zdziwiony portier.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; By\u0142am tam i nikogo nie ma.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mo\u017ce jest u jakiego\u015b innego naszego go\u015bcia. &#8211; podsun\u0105\u0142 pomys\u0142 portier.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie s\u0105dz\u0119, ale zaczekam. &#8211; odpar\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Prosz\u0119 bardzo. &#8211; powiedzia\u0142 u\u015bmiechaj\u0105c si\u0119 portier.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Po p\u00f3\u0142godzinie bezowocnego oczekiwania Julia zacz\u0119\u0142a si\u0119 powa\u017cnie niepokoi\u0107. Jeszcze nigdy, odk\u0105d si\u0119 poznali, Peter nie znika\u0142 bez ostrze\u017cenia, owszem, zdarza\u0142o mu si\u0119 nie czeka\u0107 na ni\u0105 gdy przychodzi\u0142a, ale zawsze zostawia\u0142 jak\u0105\u015b wiadomo\u015b\u0107, albo m\u00f3wi\u0142 jej o tym wcze\u015bniej. Postanowi\u0142a przesta\u0107 czeka\u0107 i zacz\u0105\u0107 go szuka\u0107. Wesz\u0142a jeszcze raz na g\u00f3r\u0119 i podesz\u0142a do drzwi pokoju Petera. Przy\u0142o\u017cy\u0142a otwart\u0105 d\u0142o\u0144 do zamka i przymkn\u0119\u0142a oczy. Skupi\u0142a si\u0119 na mechanizmie. Zacz\u0119\u0142a zauwa\u017ca\u0107 poszczeg\u00f3lne cz\u0119\u015bci, ich wzajemne wsp\u00f3\u0142zale\u017cno\u015bci, pod\u015bwiadomie zrozumia\u0142a zasad\u0119 jego dzia\u0142ania. Skoncentrowa\u0142a si\u0119 jeszcze bardziej i wyobrazi\u0142a sobie, \u017ce zaczyna naciska\u0107 odpowiedni\u0105 kombinacj\u0119 bolc\u00f3w i wypustek. W zamku co\u015b szcz\u0119kn\u0119\u0142o. Otworzy\u0142a oczy, jakby wybudzona z g\u0142\u0119bokiego snu. Lekko nieprzytomnie popatrzy\u0142a na korytarz. Nadal by\u0142 pusty. Nacisn\u0119\u0142a klamk\u0119, drzwi otworzy\u0142y si\u0119. Wesz\u0142a do \u015brodka i nie zapalaj\u0105c \u015bwiat\u0142a usiad\u0142a na \u0142\u00f3\u017cku Petera. W pokoju panowa\u0142 nie\u0142ad, ale nie by\u0142o to czym\u015b niezwyk\u0142ym. Zn\u00f3w zamkn\u0119\u0142a oczy. Zacz\u0119\u0142a sobie wyobra\u017ca\u0107 Petera, jak si\u0119 porusza, jak si\u0119 \u015bmieje, jak si\u0119 ubiera, przypomina\u0142a sobie jego zapach, jego zachowanie gdy by\u0142 z\u0142y, szcz\u0119\u015bliwy, zak\u0142opotany, d\u017awi\u0119k jego g\u0142osu, odg\u0142os uderze\u0144 jego serca. Widzia\u0142a ca\u0142\u0105 jego posta\u0107 w swojej g\u0142owie. Nast\u0119pnie zacz\u0119\u0142a si\u0119 rozgl\u0105da\u0107 dooko\u0142a niego, nie widzia\u0142a zbyt wiele, jakie\u015b mroczne pomieszczenie, niewiele \u015bwiat\u0142a. By\u0142a bezcielesna, tak, jakby tylko jej wzrok i umys\u0142 znajdowa\u0142y si\u0119 obok niego. Wznios\u0142a si\u0119 do g\u00f3ry, przenikaj\u0105c przez sufit. Zobaczy\u0142a budynek, ale nie w mie\u015bcie, gdzie\u015b na odludziu, po\u015br\u00f3d drzew, wi\u0119c unios\u0142a si\u0119 jeszcze wy\u017cej. By\u0142a teraz w\u015br\u00f3d chmur, poprzez delikatn\u0105 mg\u0142\u0119 widzia\u0142a Zaratustr\u0119. Miasto mimo p\u00f3\u017anej pory jeszcze nie spa\u0142o. Jarzy\u0142o si\u0119 milionami \u015bwiate\u0142. Dom w kt\u00f3rym wyczuwa\u0142a Petera by\u0142 gdzie\u015b na dalekich przedmie\u015bciach, prawie poza miastem. Rozejrza\u0142a si\u0119 i znalaz\u0142a hotelik, w kt\u00f3rym siedzia\u0142a. Zapami\u0119ta\u0142a drog\u0119 z hotelu do budynku. Wiedzia\u0142a ju\u017c jak tam trafi\u0107. Otworzy\u0142a oczy, wsta\u0142a i wysz\u0142a z pokoju. Nie zada\u0142a sobie trudu, aby zamkn\u0105\u0107 drzwi, zreszt\u0105 po co, nie by\u0142o tu nic, co przedstawia\u0142o by dla potencjalnego z\u0142odzieja jak\u0105\u015b warto\u015b\u0107. Wysz\u0142a z hotelu i posz\u0142a w kierunku domu, kt\u00f3ry zobaczy\u0142a, koncentruj\u0105c si\u0119 na zapami\u0119tanym kierunku. Nie zauwa\u017cy\u0142a osoby, kt\u00f3ra wysz\u0142a z mroku w zau\u0142ku za hotelem i zacz\u0119\u0142a i\u015b\u0107 jej \u015bladem. Minut\u0119 p\u00f3\u017aniej inna posta\u0107 oderwa\u0142a si\u0119 od \u015bciany czerni, jak\u0105 tworzy\u0142 w nocy cie\u0144 wysokiej kamienicy dwa budynki dalej na tej samej ulicy i pod\u0105\u017cy\u0142a za dwoma pierwszymi.<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Budynek okaza\u0142 si\u0119 by\u0107 star\u0105, opuszczon\u0105 cegielni\u0105. Du\u017ce koncerny zabi\u0142y drobn\u0105 przedsi\u0119biorczo\u015b\u0107 i widoki takie jak ten nie nale\u017ca\u0142y do rzadko\u015bci, szczeg\u00f3lnie na przedmie\u015bciach. Grube mury, wielkie okna sk\u0142adaj\u0105ce si\u0119 z wielu ma\u0142ych, kwadratowych szybek, kt\u00f3re w wi\u0119kszo\u015bci by\u0142y powybijane &#8211; oto obraz jaki ukaza\u0142 si\u0119 jej oczom. Dooko\u0142a ros\u0142o mn\u00f3stwo wybuja\u0142ych krzak\u00f3w i niskich, dziwacznie powyginanych drzewek. W trawie niedaleko wida\u0107 by\u0142o star\u0105 \u015bcie\u017ck\u0119, kt\u00f3ra prowadzi\u0142a wprost do solidnie wygl\u0105daj\u0105cych, metalowych drzwi. &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Julia cicho podesz\u0142a do \u015bciany i ostro\u017cnie zajrza\u0142a przez okno, wewn\u0105trz panowa\u0142 nieprzenikniony mrok, jednak czu\u0142a, \u017ce Peter jest w \u015brodku. Rozejrza\u0142a si\u0119 dooko\u0142a, nie zauwa\u017cy\u0142a nikogo. Przy\u0142o\u017cy\u0142a r\u0119ce do \u015bciany, opar\u0142a si\u0119 o ni\u0105 ca\u0142ym cia\u0142em, przywar\u0142a do niej i zacz\u0119\u0142a si\u0119 wspina\u0107 w g\u00f3r\u0119. Wygl\u0105da\u0142a jak olbrzymi paj\u0105k, sun\u0105c powoli po pionowej \u015bcianie, bez \u017cadnego widocznego zaczepu, liny czy innego zabezpieczenia. Wdawa\u0142o si\u0119, \u017ce to niemo\u017cliwe, a jednak ona umia\u0142a przekracza\u0107 granice tego, co niepoj\u0119te. Wesz\u0142a na dach i zacz\u0119\u0142a obchodzi\u0107 go dooko\u0142a, spogl\u0105daj\u0105c co chwil\u0119 w d\u00f3\u0142 i szukaj\u0105c jakiej\u015b drogi do \u015brodka. Wreszcie zauwa\u017cy\u0142a, \u017ce jedno z okien straci\u0142o ca\u0142\u0105 framug\u0119 i zastawione jest du\u017cym arkuszem sklejki, kt\u00f3ra na skutek up\u0142ywu czasu obluzowa\u0142a si\u0119, obsun\u0119\u0142a i zacz\u0119\u0142a lekko odstawa\u0107. Julia zn\u00f3w zacz\u0119\u0142a i\u015b\u0107 po \u015bcianie, tym razem g\u0142ow\u0105 w d\u00f3\u0142. Dosz\u0142a do okna, odchyli\u0142a desk\u0119 i w\u015blizgn\u0119\u0142a si\u0119 do \u015brodka. Wewn\u0105trz by\u0142o ciemno. Szybko wesz\u0142a na sufit i zatrzyma\u0142a si\u0119, aby jej wzrok oswoi\u0142 si\u0119 z ciemno\u015bci\u0105. Po chwili zacz\u0119\u0142a rozr\u00f3\u017cnia\u0107 szczeg\u00f3\u0142y pomieszczenia. &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; By\u0142o niewielkie i mia\u0142o dwa wyj\u015bcia. Julia zesz\u0142a na pod\u0142og\u0119 i zacz\u0119\u0142a nas\u0142uchiwa\u0107. By\u0142o cicho. Zn\u00f3w zda\u0142a si\u0119 na sw\u00f3j instynkt oraz co\u015b, co mo\u017cna by nazwa\u0107 sz\u00f3stym zmys\u0142em. Posz\u0142a w lewo. Wysz\u0142a na korytarz i spostrzeg\u0142a, \u017ce gdzie\u015b z jego ko\u0144ca emanuje czerwona po\u015bwiata. Ruszy\u0142a w tamtym kierunku. Wreszcie zauwa\u017cy\u0142a, \u017ce \u015bwiat\u0142o wydobywa si\u0119 z kolejnych drzwi. Bez namys\u0142u i nie czyni\u0105c najmniejszego ha\u0142asu wesz\u0142a do \u015brodka. Jej oczom ukaza\u0142 si\u0119 makabryczny widok. Ca\u0142e pomieszczenie wype\u0142nia\u0142o czerwone \u015bwiat\u0142o, kt\u00f3re rzuca\u0142a ma\u0142a \u017car\u00f3wka umieszczona nad wej\u015bciem i os\u0142oni\u0119ta stalow\u0105 kratk\u0105. Sala by\u0142a du\u017ca, mo\u017cliwe, \u017ce najwi\u0119ksza w budynku, zniszczone, rozpadaj\u0105ce si\u0119 piece \u015bwiadczy\u0142y o tym, \u017ce kiedy\u015b to w\u0142a\u015bnie miejsce by\u0142o sercem cegielni, tu wypalano ceg\u0142y. Teraz na ziemi wala\u0142o si\u0119 mn\u00f3stwo r\u00f3\u017cnych przedmiot\u00f3w niewiadomego pochodzenia, stalowego z\u0142omu i kawa\u0142k\u00f3w cegie\u0142. W k\u0105cie na brudnej, zas\u0142anej ceglastym py\u0142em pod\u0142odze siedzia\u0142a, opieraj\u0105c si\u0119 plecami o \u015bcian\u0119 m\u0142oda, oko\u0142o dwudziestoletnia dziewczyna. By\u0142a przytomna, cho\u0107 ca\u0142a sp\u0142ywa\u0142a krwi\u0105.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mia\u0142a wyk\u0142ute oko, straszliwie poszarpan\u0105 krta\u0144, z kt\u00f3rej wydobywa\u0142o si\u0119 tylko ciche charczenie i ohydn\u0105 ran\u0119 brzucha. Zosta\u0142o jej niewiele \u017cycia, wida\u0107 by\u0142o, jak z ka\u017cd\u0105 str\u00f3\u017ck\u0105 krwi ma go coraz mniej. W jej oczach malowa\u0142a si\u0119 o dziwo nie z\u0142o\u015b\u0107, w\u015bciek\u0142o\u015b\u0107, czy strach, ale smutek, olbrzymi smutek. Obok niej sta\u0142 Peter. W r\u0119ku \u015bciska\u0142 n\u00f3\u017c, po kt\u00f3rym sp\u0142ywa\u0142a jej krew. W\u0142a\u015bnie pochyla\u0142 si\u0119 nad ni\u0105, \u017ceby zn\u00f3w zada\u0107 jej b\u00f3l. B\u00f3l ostateczny.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co robisz? &#8211; zapyta\u0142a Julia.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Na d\u017awi\u0119k jej g\u0142osu zastyg\u0142 w bezruchu. Bardzo wolno zacz\u0105\u0142 si\u0119 odwraca\u0107 w jej stron\u0119. Wreszcie wyprostowa\u0142 si\u0119 ca\u0142kowicie. Sta\u0142 do niej przodem i patrzy\u0142 jej w oczy.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co robisz? &#8211; powt\u00f3rzy\u0142a.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A jak ci si\u0119 wydaje? &#8211; odpowiedzia\u0142 pytaniem na pytanie. Jego g\u0142os by\u0142 zachrypni\u0119ty i co najmniej p\u00f3\u0142 tonu ni\u017cszy ni\u017c zazwyczaj.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlaczego zabierasz jej \u017cycie? &#8211; ponowi\u0142a pytanie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlaczego? M\u00f3g\u0142bym powiedzie\u0107, \u017ce g\u00f3wno ci\u0119 to obchodzi, albo \u017ceby\u015b trzyma\u0142a si\u0119 od tego z daleka, bo to nie twoja sprawa, albo \u017ceby\u015b uwa\u017ca\u0142a, bo kto bawi si\u0119 zbyt blisko ognia mo\u017ce si\u0119 poparzy\u0107&#8230;, ale nie. Odpowiem ci. Zabieram jej \u017cycie, bo je ma. A ja mam na to ochot\u0119&#8230; nie wiesz nawet jak wielk\u0105. &#8211; u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119, ale by\u0142 to najwredniejszy u\u015bmiech jaki w \u017cyciu widzia\u0142a, a \u017cy\u0142a ju\u017c bardzo d\u0142ugo.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiem co robisz i wiem dlaczego, chc\u0119 wiedzie\u0107 jeszcze jedno: kim tak naprawd\u0119 jeste\u015b?&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kim ja jestem? Nie poznajesz mnie? Swojego ulubionego i jak zauwa\u017cy\u0142em jedynego przyjaciela, Petera? Julio, co z tob\u0105? Zreszt\u0105 pytanie jest bardzo dobre, tylko adresat nie ten. To ja chcia\u0142bym wiedzie\u0107 kim ty jeste\u015b? Bo nie wierz\u0119, \u017ce zwyk\u0142\u0105 dziewczyn\u0105.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie k\u0142am, znam&#8230; zna\u0142am Petera, on jest inny. &#8211; zignorowa\u0142a jego pytanie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ach rozgryz\u0142a\u015b mnie! &#8211; krzykn\u0105\u0142 z udawanym przestrachem Peter. &#8211; Jestem t\u0105 cz\u0105stk\u0105 Petera drobn\u0105, co ci\u0105gle czyni\u0107 z\u0142o chce i ci\u0105gle czyni dobro. &#8211; zn\u00f3w si\u0119 u\u015bmiechn\u0105\u0142. I zn\u00f3w tak samo.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie czas teraz na \u017ale cytowane dramaty romantyczne. Ten dramat jest ca\u0142kiem wsp\u00f3\u0142czesny.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u0179le cytowany? To by\u0142a parafraza. Jestem jego lepsz\u0105 po\u0142ow\u0105, t\u0105 prawdziw\u0105, nie ukszta\u0142towan\u0105 przez spo\u0142ecze\u0144stwo i filmy z Kaczorem Donaldem. Pochodz\u0119 z samego \u015brodka jego id. Jestem rdzeniem jego osobowo\u015bci. Kwintesencj\u0105 prawdy o nim. W zasadzie o sobie. On jest mym zafa\u0142szowanym odbiciem. &#8211; m\u00f3wi\u0142 Peter, a ogie\u0144 w jego s\u0142owach udziela\u0142 si\u0119 ca\u0142emu jego cia\u0142u. Julia spojrza\u0142a przelotnie na dziewczyn\u0119 za nim. W\u0142a\u015bnie umar\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jeste\u015b skaz\u0105 o kt\u00f3rej nie wiedzia\u0142am. Ale teraz ju\u017c wiem. I wyma\u017c\u0119 ci\u0119 z jego \u017cycia, cho\u0107bym je mia\u0142a wyrwa\u0107 z niego wraz z tob\u0105. My\u015bl\u0119, \u017ce by tego chcia\u0142. \u017be zas\u0142u\u017cy\u0142 sobie na to, na odrobin\u0119 spokoju&#8230; &#8211; powiedzia\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jeste\u015b bardzo pewna siebie, czas to zmieni\u0107. Nie my\u015bla\u0142a\u015b chyba, \u017ce powiem ci wszystko o sobie i pozwol\u0119 odej\u015b\u0107. Poza tym zepsu\u0142a\u015b mi zabaw\u0119, wi\u0119c b\u0119dziesz moj\u0105 nast\u0119pn\u0105 rozrywk\u0105. &#8211; zacz\u0105\u0142 si\u0119 prawie niezauwa\u017calnie szykowa\u0107 do skoku. Prawie niezauwa\u017calnie&#8230; W chwili gdy rzuci\u0142 si\u0119 do ataku, Julia by\u0142a ju\u017c przygotowana. Wykona\u0142a p\u00f3\u0142 kroku w ty\u0142. Jego n\u00f3\u017c przeci\u0105\u0142 ze \u015bwistem powietrze niespe\u0142na centymetr od jej krtani. Pewnym ruchem z\u0142ama\u0142a mu r\u0119k\u0119 i omin\u0119\u0142a bokiem staj\u0105c za jego plecami. Odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119, a w jego oczach, zasnutych dziwn\u0105 mg\u0142\u0105, wida\u0107 by\u0142o zdziwienie.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Jeste\u015b niewyobra\u017calnie szybka. &#8211; pochwali\u0142 j\u0105, patrz\u0105c jak krew \u015bcieka mu po r\u0119kawie, z rany kt\u00f3r\u0105 zrobi\u0142a, wychodz\u0105ca przez sk\u00f3r\u0119, z\u0142amana ko\u015b\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiem. &#8211; odpowiedzia\u0142a i skoczy\u0142a w jego kierunku wybijaj\u0105c si\u0119 z ziemi prawie bez zginania n\u00f3g. W ci\u0105gu u\u0142amka sekundy pokona\u0142a odleg\u0142o\u015b\u0107 pi\u0119ciu metr\u00f3w, dziel\u0105c\u0105 ich od siebie. Uderzy\u0142a go r\u0119k\u0105, zbrojn\u0105 w niewiadomo jak wyros\u0142e nagle pazury. Pr\u00f3bowa\u0142 si\u0119 zas\u0142oni\u0107, ale by\u0142 zbyt wolny, a mo\u017ce zbyt zdziwiony. Nie zd\u0105\u017cy\u0142. Klatka piersiowa od lewego obojczyka po praw\u0105 pachwin\u0119 by\u0142a rozszarpana na znacznej g\u0142\u0119boko\u015bci. W ostatniej chwili, ju\u017c padaj\u0105c uderzy\u0142 no\u017cem. Julia nie odskoczy\u0142a. Stal ugrz\u0119z\u0142a jej w brzuchu po r\u0119koje\u015b\u0107. Na twarzy Petera pojawi\u0142 si\u0119 u\u015bmiech tryumfu.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zabior\u0119 ci\u0119 ze sob\u0105! &#8211; wyskrzecza\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie s\u0105dz\u0119. &#8211; odpowiedzia\u0142a pewnie i bez emocji Julia, po czym zacz\u0119\u0142a powoli wyci\u0105ga\u0107 z rany jego n\u00f3\u017c. Pola\u0142a si\u0119 krew, ale zaraz przesta\u0142a p\u0142yn\u0105\u0107. Teraz ona wrednie si\u0119 u\u015bmiechn\u0119\u0142a. Dwa g\u00f3rne k\u0142y by\u0142y o wiele za du\u017ce jak na cz\u0142owieka, wygl\u0105da\u0142y jak wilcze.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kim ty kurwa jeste\u015b&#8230; &#8211; Peter ledwo charcza\u0142.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dzi\u015b jestem twoim przeznaczeniem. &#8211; odpowiedzia\u0142a i kopn\u0119\u0142a go w twarz. Straci\u0142 przytomno\u015b\u0107. Julia ukl\u0119kn\u0119\u0142a nad nim. Widzia\u0142a jak pomi\u0119dzy poszarpanymi \u017cebrami, skrawkami mi\u0119sa i sk\u00f3r\u0105 bije mu serce. Coraz wolniej i coraz mniej rytmicznie. Dotkn\u0119\u0142a jego twarzy. Westchn\u0119\u0142a. Na chwil\u0119 zn\u00f3w odzyska\u0142 przytomno\u015b\u0107, a w jego oczach nie by\u0142o ju\u017c szale\u0144stwa, to by\u0142 prawdziwy Peter.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co si\u0119 sta\u0142o? &#8211; zapyta\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zabi\u0142am ci\u0119.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlaczego?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tak b\u0119dzie lepiej&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dla kogo?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dla ciebie, dla mnie, dla \u015bwiata.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie wiem, czy dla mnie&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dla ciebie te\u017c. Wreszcie poznasz swoje prawdziwe ?ja?. I wreszcie znajdziesz spok\u00f3j.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mo\u017ce masz racj\u0119&#8230; Nie chcia\u0142em tego wszystkiego.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nic ju\u017c nie m\u00f3w.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiesz, \u017ce&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiem. Cicho.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Julia poca\u0142owa\u0142a go. D\u0142ugo, nami\u0119tnie. Z miejsca, gdzie styka\u0142y si\u0119 ich usta pociek\u0142a w\u0105ska stru\u017cka krwi. Peter zwiotcza\u0142 w jej ramionach, jakby zmala\u0142. Z tym ostatnim poca\u0142unkiem wys\u0105czy\u0142a z niego ostatni\u0105 kropl\u0119 \u017cycia. By\u0142 martwy. Julia wsta\u0142a, z oczu p\u0142yn\u0119\u0142y jej \u0142zy &#8211; krwawe \u0142zy. Sta\u0142a i patrzy\u0142a. Mo\u017ce si\u0119 modli\u0142a. Po kilkunastu minutach otar\u0142a twarz z \u0142ez, kt\u00f3re zd\u0105\u017cy\u0142y ju\u017c przyschn\u0105\u0107 jej do policzk\u00f3w znacz\u0105c na nich rdzawy \u015blad, i odesz\u0142a. Wysz\u0142a z pomieszczenia i zosta\u0142a uderzona drewnianym ko\u0142kiem. Par\u0119 centymetr\u00f3w w lewo i by\u0142o by po niej, na szcz\u0119\u015bcie r\u0119ka kt\u00f3ra go dzier\u017cy\u0142a nie by\u0142a jeszcze zbyt wprawna i trafi\u0142a nie w serce, a w splot s\u0142oneczny. Julia chwyci\u0142a napastnika za pi\u0119\u015b\u0107 zaci\u015bni\u0119t\u0105 na ko\u0142ku i wyszarpn\u0119\u0142a drewniany szpic ze swej piersi, jednocze\u015bnie uderzaj\u0105c drug\u0105 r\u0119k\u0105 w twarz. Us\u0142ysza\u0142a krzyk. Krzyk kobiety. Przyci\u0105gn\u0119\u0142a j\u0105 wi\u0119c do siebie i zwinnym piruetem stan\u0119\u0142a za ni\u0105, wykr\u0119caj\u0105c jej r\u0119k\u0119. Drug\u0105 z kt\u00f3rej zn\u00f3w wysun\u0119\u0142a pazury, przystawi\u0142a jej do gard\u0142a i lekko popchn\u0119\u0142a do przodu.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wejd\u017amy do \u015brodka jeszcze na chwil\u0119&#8230; &#8211; powiedzia\u0142a prowadz\u0105c kobiet\u0119 przed sob\u0105. Gdy znalaz\u0142y si\u0119 zn\u00f3w w pomieszczeniu z piecami Julia mocno j\u0105 przycisn\u0119\u0142a i odchylaj\u0105c g\u0142ow\u0119 w bok spojrza\u0142a na jej profil.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Znam sk\u0105d\u015b te rysy &#8211; powiedzia\u0142a. &#8211; Czy\u017cby malutka Eliza Wagner? &#8211; zapyta\u0142a zdumiona.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tak suko! Pu\u015b\u0107 mnie i stawaj do walki, albo mnie zabij. &#8211; powiedzia\u0142a zduszonym ze w\u015bciek\u0142o\u015bci g\u0142osem Eliza. &#8211; ale nic do mnie nie m\u00f3w, twoje s\u0142owa s\u0105 obraz\u0105 dla mnie! Tak jak twoje istnienie obraz\u0105 dla \u015bwiata.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Widz\u0119, \u017ce ju\u017c nie taka malutka. Wujek ci\u0119 nie nauczy\u0142 jak nale\u017cy rozmawia\u0107 ze starymi znajomymi rodziny? Odmawiaj\u0105c szacunku mnie, odmawiasz go tym wszystkim, kt\u00f3rzy zgin\u0119li z mej r\u0119ki. W twojej rodzinie znalaz\u0142oby si\u0119 kilka takich os\u00f3b. &#8211; m\u00f3wi\u0142a spokojnym g\u0142osem Julia. M\u00f3wi\u0142a jak do dziecka. Eliza chcia\u0142a co\u015b odpowiedzie\u0107, ale z jej krtani wydoby\u0142 si\u0119 tylko g\u0142uchy pomruk w\u015bciek\u0142o\u015bci.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No widzisz, tak ju\u017c lepiej. &#8211; odrzek\u0142a Julia. &#8211; Nie szkoda ci marnowa\u0107 m\u0142odego \u017cycia na uganianie si\u0119 za kim\u015b takim jak ja? &#8211; spyta\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dop\u00f3ki starczy mi tchu b\u0119d\u0119 ci\u0119 \u015bciga\u0107, a je\u015bli ja ci\u0119 nie dopadn\u0119, to moje dzieci, albo ich dzieci i tak b\u0119dzie do czasu, a\u017c wreszcie kto\u015b z nas ci\u0119 zniszczy. &#8211; odrzek\u0142a spokojniejszym ju\u017c, cho\u0107 brzmi\u0105cym jak stal, g\u0142osem Eliza.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Znaj\u0105c twoj\u0105 rodzin\u0119 powinnam powa\u017cnie potraktowa\u0107 t\u0105 gro\u017ab\u0119 i tak te\u017c czyni\u0119, jednak dzi\u015b pola\u0142o si\u0119 ju\u017c wystarczaj\u0105co du\u017co krwi, wi\u0119c ci\u0119 puszcz\u0119. Ch\u0119tnie spotkam si\u0119 z tob\u0105, gdy b\u0119dziesz bardziej przygotowana do pojedynku ze mn\u0105. Jednak pozw\u00f3l, \u017ce w zamian dam ci rad\u0119. Znajd\u017a sobie mi\u0142ego ch\u0142opca, miej z nim dzieci, o kt\u00f3rych tak dumnie m\u00f3wi\u0142a\u015b, ale nie karm ich nienawi\u015bci\u0105, bo stan\u0105 si\u0119 takie jak ty. Opowiadaj im o mi\u0142o\u015bci, nie wspominaj im ani s\u0142owem o mnie, bo inaczej w wieku dwudziestu kilku lat wyrusz\u0105 tak jak ty, na poszukiwania mnie, a gdy mnie spotkaj\u0105 mog\u0119 ju\u017c nie by\u0107 taka wyrozumia\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nigdy! Naucz\u0119 ich tego samego, czego Klaus i rodzice nauczyli mnie. Je\u015bli b\u0119dziesz jeszcze \u017cy\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiedzia\u0142am, \u017ce nie przyjmiesz dobrej rady, ale zawsze warto by\u0142o spr\u00f3bowa\u0107. Jak chcesz, to twoje \u017cycie, wi\u0119c masz prawo je sobie zrujnowa\u0107 w taki spos\u00f3b, jaki ci najbardziej odpowiada. \u017begnaj wi\u0119c i oby\u015bmy si\u0119 wi\u0119cej nie spotka\u0142y, bo wtedy jedna z nas umrze.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Do zobaczenia&#8230; &#8211; odrzek\u0142a Eliza. Julia pu\u015bci\u0142a j\u0105, a ta sta\u0142a nieruchomo, wpatrzona gdzie\u015b przed siebie. ?Co by o nich nie m\u00f3wi\u0107 maj\u0105 sw\u00f3j honor i umiej\u0105 szanowa\u0107 tradycje, szkoda, \u017ce takie g\u0142upie? &#8211; pomy\u015bla\u0142a Julia i odesz\u0142a. Tym razem jednak by\u0142a bardziej czujna.&nbsp;<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wyczu\u0142a go na d\u0142ugo przedtem nim on j\u0105 zauwa\u017cy\u0142. Nie zwraca\u0142a jednak na niego uwagi, przynajmniej pozornie, jednak ka\u017cd\u0105 kom\u00f3rk\u0105 swego cia\u0142a by\u0142a przygotowana na atak. Kto m\u00f3g\u0142 wiedzie\u0107 co si\u0119 jeszcze dzisiaj wydarzy. Okaza\u0142 si\u0119 mniej gro\u017any ni\u017c my\u015bla\u0142a.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Prosz\u0119 si\u0119 zatrzyma\u0107! &#8211; zawo\u0142a\u0142. &#8211; Jestem z policji. Tu jest moja odznaka.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Julia odwr\u00f3ci\u0142a si\u0119 i zobaczy\u0142a niewysokiego, oko\u0142o trzydziestoparoletniego m\u0119\u017cczyzn\u0119 w d\u0142ugim, szarym p\u0142aszczu i kapeluszu z w\u0105skim rondem. Rzeczywi\u015bcie, w r\u0119ku trzyma\u0142 legitymacj\u0119 policyjn\u0105.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; S\u0142ucham? &#8211; spyta\u0142a podchodz\u0105c do niego Julia. M\u0119\u017cczyzna za\u015bwieci\u0142 latark\u0119 i skierowa\u0142 snop \u015bwiat\u0142a na twarz Julii.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Prosz\u0119 si\u0119 zatrzyma\u0107 &#8211; powiedzia\u0142. Julia sz\u0142a dalej.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Chyba nie boi si\u0119 pan samotnej kobiety? &#8211; odpar\u0142a mru\u017c\u0105c oczy i delikatnie si\u0119 u\u015bmiechaj\u0105c.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Je\u015bli si\u0119 pani nie zatrzyma, b\u0119d\u0119 zmuszony u\u017cy\u0107 si\u0142y &#8211; powiedzia\u0142 i wyci\u0105gn\u0105\u0142 bro\u0144. &#8211; Podobno widziano pani\u0105 z niejakim Peterem Mullerem, czy wie pani gdzie rzeczony pan Muller obecnie przebywa?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tak, wiem, a dlaczego pan go szuka? &#8211; spyta\u0142a nadal id\u0105c w jego stron\u0119.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Detektyw zacz\u0105\u0142 si\u0119 cofa\u0107.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Na mi\u0142o\u015b\u0107 bosk\u0105, niech si\u0119 pani zatrzyma, to nie \u017carty, b\u0119d\u0119 zmuszony zastrzeli\u0107 pani\u0105 &#8211; powiedzia\u0142 ostrzegawczym tonem m\u0119\u017cczyzna. Julia zatrzyma\u0142a si\u0119 dwa kroki od niego, lufa pistoletu prawie dotyka\u0142a jej piersi.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; No, tak ju\u017c lepiej &#8211; powiedzia\u0142 policjant. &#8211; Tutaj ja zadaj\u0119 pytania. Wi\u0119c gdzie widzia\u0142a go pani ostatnio i kiedy? &#8211; zapyta\u0142 rzeczowym tonem.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ostatnio jakie\u015b pi\u0119\u0107 minut temu, w tej cegielni &#8211; powiedzia\u0142a wskazuj\u0105c d\u0142oni\u0105 za siebie. Detektyw spojrza\u0142 na ni\u0105 dok\u0142adniej, zauwa\u017cy\u0142 plam\u0119 krwi na jej brzuchu i klatce piersiowej oraz na twarzy.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czy dobrze si\u0119 pani czuje? &#8211; zapyta\u0142.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie, ale pan tego nie zmieni. &#8211; odpar\u0142a.&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Prosz\u0119 st\u0105d nigdzie nie odchodzi\u0107. &#8211; powiedzia\u0142, obserwuj\u0105c j\u0105 uwa\u017cniej.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mam do\u015b\u0107 tej tragikomedii &#8211; powiedzia\u0142a &#8211; id\u0119 i nie pr\u00f3buj mnie powstrzymywa\u0107, Peter jest tam i jest martwy, wi\u0119c twoje poszukiwania dobieg\u0142y ko\u0144ca.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zacz\u0119\u0142a odchodzi\u0107. Van Voght wymierzy\u0142 w ni\u0105. Po chwili jednak opu\u015bci\u0142 bro\u0144 i spojrza\u0142 na cegielni\u0119. Powoli ruszy\u0142 w kierunku ciemnego budynku.<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; W sypialni panowa\u0142 mrok. W wielkim, ma\u0142\u017ce\u0144skim \u0142o\u017cu Beatrycze i jej m\u0105\u017c spali snem sprawiedliwych. Nagle, gdzie\u015b w g\u0142\u0119bi mieszkania rozleg\u0142 si\u0119 krzyk dziecka. Beatrycze otworzy\u0142a oczy. Sen ulecia\u0142 od niej na skrzyd\u0142ach wiatru. Zacz\u0119\u0142a ws\u0142uchiwa\u0107 si\u0119 w cisz\u0119 nocy. Krzyk powt\u00f3rzy\u0142 si\u0119 znowu.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Marie! &#8211; krzykn\u0119\u0142a, nie zwracaj\u0105c uwagi na \u015bpi\u0105cego obok m\u0119\u017ca. Zerwa\u0142a si\u0119 i pobieg\u0142a do pokoju dziewczynki, potykaj\u0105c si\u0119 w ciemno\u015bci o r\u00f3\u017cne drobiazgi, kt\u00f3rych w bia\u0142y dzie\u0144 nawet by nie zauwa\u017cy\u0142a, a teraz stawa\u0142y si\u0119 ogromnymi przeszkodami. Wpad\u0142a do pokoju c\u00f3rki i zapali\u0142a \u015bwiat\u0142o. Pokoik by\u0142 niewielki i bardzo kolorowy. Na \u015bcianach namalowane by\u0142y chyba wszystkie zwierz\u0119ta, kt\u00f3re Noe zabra\u0142 ze sob\u0105 na ark\u0119. Z sufitu zwiesza\u0142y si\u0119 r\u00f3\u017cnokolorowe papierowe rybki umocowane cieniutkimi \u017cy\u0142kami na drewnianym szkielecie, a w k\u0105cie by\u0142o wielkie pud\u0142o pe\u0142ne zabawek. Jednak Beatrycze tylko omiot\u0142a to wszystko jednym kr\u00f3tkim spojrzeniem, po czym jej wzrok spocz\u0105\u0142 na dziewczynce. Ma\u0142a siedzia\u0142a w \u0142\u00f3\u017ceczku, proste, czarne w\u0142osy mia\u0142a teraz w nie\u0142adzie, kilka wilgotnych od potu pasemek przyklei\u0142o jej si\u0119 do czo\u0142a. Oczy mia\u0142a szeroko otwarte, ale zdawa\u0142a si\u0119 nic nie widzie\u0107. Patrzy\u0142a gdzie\u015b przed siebie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Marie! &#8211; powt\u00f3rzy\u0142a kobieta &#8211; Kochanie co si\u0119 sta\u0142o?<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dziewczynka nie zwraca\u0142a na ni\u0105 uwagi, wci\u0105\u017c patrzy\u0142a w jeden punkt na \u015bcianie. Beatrycze usiad\u0142a na \u0142\u00f3\u017cku obok niej, delikatnie przytuli\u0142a j\u0105 do siebie i zacz\u0119\u0142a si\u0119 powoli ko\u0142ysa\u0107 w prz\u00f3d i w ty\u0142 nuc\u0105c p\u00f3\u0142g\u0142osem star\u0105 ko\u0142ysank\u0119. Po kilkunastu minutach dziecko zacz\u0119\u0142o p\u0142aka\u0107. Beatrycze zn\u00f3w zapyta\u0142a:<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Marie, c\u00f3reczko, co si\u0119 sta\u0142o?&nbsp;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Widzia\u0142am&#8230; &#8211; \u0142zy wci\u0105\u017c p\u0142yn\u0119\u0142y po policzkach Marie, a ona sama jeszcze si\u0119 nie uspokoi\u0142a &#8211; widzia\u0142am, jak umar\u0142 ten pan, kt\u00f3ry skrzywdzi\u0142&#8230; skrzywdzi\u0142 tego drugiego z samochodu z falbankami. &#8211; m\u00f3wi\u0142a szlochaj\u0105c.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; To tylko sen dziecko, tylko z\u0142y sen &#8211; uspokaja\u0142a j\u0105 matka.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie to by\u0142o naprawd\u0119, on umar\u0142, bo by\u0142 z\u0142y, ale nie bardzo, ta pani kt\u00f3ra z nim by\u0142a, zrobi\u0142a mu krzywd\u0119 i on umar\u0142, to ona by\u0142a z\u0142a, ale te\u017c nie bardzo.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie my\u015bl o tym kochanie, czasem co\u015b nam si\u0119 \u015bni i wydaje nam si\u0119, \u017ce to prawda, ale tak nie jest.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ale&#8230;<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u0106\u015b\u015b&#8230; nie my\u015bl ju\u017c o tym, spr\u00f3buj usn\u0105\u0107, \u015bpij.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zn\u00f3w zacz\u0119\u0142a j\u0105 ko\u0142ysa\u0107, ma\u0142a jeszcze przez jaki\u015b czas p\u0142aka\u0142a, potem si\u0119 uspokoi\u0142a i usn\u0119\u0142a. Beatrycze bardzo powoli po\u0142o\u017cy\u0142a j\u0105, okry\u0142a ko\u0142dr\u0105 i po\u0142o\u017cy\u0142a obok niej pluszow\u0105 ma\u0142pk\u0119, kt\u00f3ra musia\u0142a spa\u015b\u0107 z \u0142\u00f3\u017cka, gdy dziecko tak gwa\u0142townie si\u0119 obudzi\u0142o. Patrzy\u0142a jeszcze przez chwil\u0119 na \u015bpi\u0105c\u0105 c\u00f3rk\u0119, ws\u0142uchana w jej oddech i dopiero gdy by\u0142a pewna, \u017ce Marie \u015bpi g\u0142\u0119bokim snem, wysz\u0142a z pokoju zostawiaj\u0105c uchylone drzwi. W korytarzu opar\u0142a si\u0119 g\u0142ow\u0105 o \u015bcian\u0119 i zacz\u0119\u0142a p\u0142aka\u0107.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zaratustra wygl\u0105da\u0142a w nocy jak olbrzymia galaktyka sk\u0142adaj\u0105ca si\u0119 z miliard\u00f3w \u015bwiate\u0142. Tu\u017c nad miastem jego blask wygrywa\u0142 pojedynek z noc\u0105, roz\u015bwietlaj\u0105c niebo blad\u0105 \u0142un\u0105 i gasz\u0105c gwiazdy, kt\u00f3re znalaz\u0142y si\u0119 nad nim. Niedaleko za miastem by\u0142 niewielki pag\u00f3rek, z kt\u00f3rego roztacza\u0142 si\u0119 wspania\u0142y widok. W tej chwili panorama Zaratustry by\u0142a wr\u0119cz urzekaj\u0105ca. W pewnym momencie w okoliczn\u0105 cisz\u0119 zak\u0142\u00f3can\u0105 jedynie odleg\u0142ymi odg\u0142osami miasta, wdar\u0142 si\u0119 narastaj\u0105cy stukot kopyt. Na wzg\u00f3rze wjecha\u0142o czterech je\u017ad\u017ac\u00f3w. Wygl\u0105dali co najmniej dziwnie. Odziani w stroje sprzed setek, a mo\u017ce nawet tysi\u0119cy lat. Zatrzymali si\u0119 na szczycie wzg\u00f3rza, w r\u00f3wnym rz\u0119dzie i spojrzeli na miasto. Przez chwil\u0119 milczeli, po czym jeden z nich, kt\u00f3rego twarz skryta by\u0142a pod kapturem powiedzia\u0142:<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czas zacz\u0105\u0107 bracia.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czas.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czas.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czas.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Odpowiedzieli mu zgodnie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czas odebra\u0107 dan\u0105 nam w\u0142adz\u0119 nad czwart\u0105 cz\u0119\u015bci\u0105 ziemi&#8230; i &#8211; wierzcie mi bracia &#8211; uczyni\u0119 to z przyjemno\u015bci\u0105. &#8211; Odezwa\u0142 si\u0119 ten w kapturze i wolno zacz\u0105\u0142 zje\u017cd\u017ca\u0107 w kierunku miasta. Trzech pozosta\u0142ych niespiesznie pod\u0105\u017cy\u0142o za nim.<\/p>\n\n\n\n<p>* * *<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u015acie\u017ck\u0105, kt\u00f3ra bieg\u0142a granic\u0105 mi\u0119dzy polami a lasem szed\u0142 m\u0119\u017cczyzna. Na pierwszy rzut oka wygl\u0105da\u0142 jak normalny cz\u0142owiek. Tylko te oczy, dziwnie zielone zieleni\u0105 m\u0142odych li\u015bci i zapach jaki rozsiewa\u0142 wko\u0142o, jakby \u015bwie\u017co skoszonej trawy, i te ruchy, jak taniec ga\u0142\u0119zi na wietrze i g\u0142os, jak szelest li\u015bci, gdy mrucza\u0142 do siebie, a mo\u017ce \u015bpiewa\u0142, jak\u0105\u015b dziwn\u0105 piosenk\u0119. &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czasami, gdy na chwil\u0119 cich\u0142 wiatr i przestawa\u0142y szumie\u0107 ga\u0142\u0119zie drzew, mo\u017cna by\u0142o nawet zrozumie\u0107 s\u0142owa: ?Gdy zapadam w sen \u015bni mi si\u0119, \u017ce dooko\u0142a powstaj\u0105 miasta, a gdy si\u0119 budz\u0119, okazuje si\u0119, \u017ce to prawda?. U\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119. Spojrza\u0142 na pola. Akurat ca\u0142kowicie ucich\u0142 wiatr. Tylko w jednym miejscu, po\u015br\u00f3d p\u00f3l wirowa\u0142 ob\u0142oczek kurzu. Ma\u0142e tornado zacz\u0119\u0142o si\u0119 zbli\u017ca\u0107, a\u017c wreszcie dotar\u0142o do miejsca w kt\u00f3rym sta\u0142 nieznajomy. Kurz opad\u0142, a w miejscu, gdzie wirowa\u0142 sta\u0142a pi\u0119kna, wysoka kobieta z d\u0142ugimi prawie do ziemi w\u0142osami, koloru \u0142an\u00f3w pszenicy po\u015br\u00f3d kt\u00f3rych sta\u0142a. Kobieta odezwa\u0142a si\u0119:<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Witaj Janie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Witaj Po\u0142udnico &#8211; odpar\u0142 m\u0119\u017cczyzna.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dok\u0105d idziesz Janie?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nie id\u0119, a wracam Po\u0142udnico.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Sk\u0105d wracasz Janie?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ze \u015bwiata Po\u0142udnico.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Co tam robi\u0142e\u015b Janie?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Naprawia\u0142em go Po\u0142udnico.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Uda\u0142o si\u0119 Janie?<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mam nadziej\u0119 Po\u0142udnico.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; A wi\u0119c \u017cegnaj Janie.<br>&#8211;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; \u017begnaj Po\u0142udnico.<br>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Obydwoje cieszyli si\u0119, \u017ce znaj\u0105 swoje Imiona. Zna\u0107 Imi\u0119, znaczy mie\u0107 w\u0142adz\u0119 nad jego w\u0142a\u015bcicielem, ale oni nie obawiali si\u0119 tego. Ufali sobie bezgranicznie. Ona odwr\u00f3ci\u0142a si\u0119 i odesz\u0142a w pola, d\u0142o\u0144mi g\u0142adz\u0105c i zginaj\u0105c czubki k\u0142os\u00f3w, on wszed\u0142 w las. Szed\u0142 i szed\u0142, a\u017c gdzie\u015b w g\u0142\u0119bi napotka\u0142 ma\u0142\u0105 polank\u0119. Zdj\u0105\u0142 z siebie ubranie, po\u0142o\u017cy\u0142 je na ziemi i stan\u0105\u0142 nagi na \u015brodku polany. Wzni\u00f3s\u0142 twarz ku niebu, szeroko roz\u0142o\u017cy\u0142 r\u0119ce i zamar\u0142 w bezruchu. Sta\u0142 tak ca\u0142y dzie\u0144 i noc i dzie\u0144 i noc, a trzeciego dnia nie by\u0142o go ju\u017c, tylko w miejscu, gdzie sta\u0142, r\u00f3s\u0142 pi\u0119kny, roz\u0142o\u017cysty, du\u017cy d\u0105b.<\/p>\n\n\n\n<p>* * *<\/p>\n\n\n\n<p>Ko\u0142o zatoczy\u0142o pe\u0142ny okr\u0105g.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>by Aristos Brudne \u015bwiat\u0142o s\u0105czy\u0142o si\u0119 gdzie\u015b z g\u00f3ry. Reszta klatki schodowej ton\u0119\u0142a w mroku. Na schodach, tu i tam wala\u0142o si\u0119 mn\u00f3stwo \u015bmieci. \u017badnemu z lokator\u00f3w nie chcia\u0142o si\u0119 dba\u0107 o porz\u0105dek. Zreszt\u0105 nic dziwnego. Nie do\u015b\u0107, \u017ce mieszka\u0144cy tej brudnej, odrapanej kamienicy w wi\u0119kszo\u015bci wywodzili si\u0119 z nizin spo\u0142ecznych, to jeszcze prawie wszyscy &hellip; <\/p>\n<p class=\"read-more\"><a class=\"readmore-btn\" href=\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/\">+<span class=\"screen-reader-text\">  Read More<\/span><\/a><\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_jetpack_memberships_contains_paid_content":false,"footnotes":""},"categories":[4,5],"tags":[18,13,10],"class_list":["post-83","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-opowiadania","category-opowiadania-sf","tag-aristos","tag-opowiadania","tag-sf"],"yoast_head":"<!-- This site is optimized with the Yoast SEO plugin v23.8 - https:\/\/yoast.com\/wordpress\/plugins\/seo\/ -->\n<title>Drzewo - SF&amp;Fantasy<\/title>\n<meta name=\"description\" content=\"Opowiadanie Drzewo autorstwa &quot;Aristos&quot; opublikowane 02.10.2001\" \/>\n<meta name=\"robots\" content=\"index, follow, max-snippet:-1, max-image-preview:large, max-video-preview:-1\" \/>\n<link rel=\"canonical\" href=\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/\" \/>\n<meta property=\"og:locale\" content=\"pl_PL\" \/>\n<meta property=\"og:type\" content=\"article\" \/>\n<meta property=\"og:title\" content=\"Drzewo - SF&amp;Fantasy\" \/>\n<meta property=\"og:description\" content=\"Opowiadanie Drzewo autorstwa &quot;Aristos&quot; opublikowane 02.10.2001\" \/>\n<meta property=\"og:url\" content=\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/\" \/>\n<meta property=\"og:site_name\" content=\"SF&amp;Fantasy\" \/>\n<meta property=\"article:published_time\" content=\"2001-10-02T08:29:00+00:00\" \/>\n<meta property=\"article:modified_time\" content=\"2020-11-25T08:54:33+00:00\" \/>\n<meta name=\"author\" content=\"Aristos\" \/>\n<meta name=\"twitter:card\" content=\"summary_large_image\" \/>\n<meta name=\"twitter:label1\" content=\"Napisane przez\" \/>\n\t<meta name=\"twitter:data1\" content=\"Aristos\" \/>\n\t<meta name=\"twitter:label2\" content=\"Szacowany czas czytania\" \/>\n\t<meta name=\"twitter:data2\" content=\"128 minut\" \/>\n<script type=\"application\/ld+json\" class=\"yoast-schema-graph\">{\"@context\":\"https:\/\/schema.org\",\"@graph\":[{\"@type\":\"WebPage\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/\",\"url\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/\",\"name\":\"Drzewo - SF&amp;Fantasy\",\"isPartOf\":{\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#website\"},\"datePublished\":\"2001-10-02T08:29:00+00:00\",\"dateModified\":\"2020-11-25T08:54:33+00:00\",\"author\":{\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/c99adc97c966585f1bbfc577821f3b02\"},\"description\":\"Opowiadanie Drzewo autorstwa \\\"Aristos\\\" opublikowane 02.10.2001\",\"breadcrumb\":{\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/#breadcrumb\"},\"inLanguage\":\"pl-PL\",\"potentialAction\":[{\"@type\":\"ReadAction\",\"target\":[\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/\"]}]},{\"@type\":\"BreadcrumbList\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/#breadcrumb\",\"itemListElement\":[{\"@type\":\"ListItem\",\"position\":1,\"name\":\"Home\",\"item\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/\"},{\"@type\":\"ListItem\",\"position\":2,\"name\":\"Drzewo\"}]},{\"@type\":\"WebSite\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#website\",\"url\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/\",\"name\":\"SF&amp;Fantasy\",\"description\":\"Opowiadania z szuflad\",\"potentialAction\":[{\"@type\":\"SearchAction\",\"target\":{\"@type\":\"EntryPoint\",\"urlTemplate\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/?s={search_term_string}\"},\"query-input\":{\"@type\":\"PropertyValueSpecification\",\"valueRequired\":true,\"valueName\":\"search_term_string\"}}],\"inLanguage\":\"pl-PL\"},{\"@type\":\"Person\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/c99adc97c966585f1bbfc577821f3b02\",\"name\":\"Aristos\",\"image\":{\"@type\":\"ImageObject\",\"inLanguage\":\"pl-PL\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/image\/\",\"url\":\"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/6df2aacac984a25f2c768a8e19eb23dd?s=96&d=mm&r=g\",\"contentUrl\":\"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/6df2aacac984a25f2c768a8e19eb23dd?s=96&d=mm&r=g\",\"caption\":\"Aristos\"},\"url\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/author\/aristos\/\"}]}<\/script>\n<!-- \/ Yoast SEO plugin. -->","yoast_head_json":{"title":"Drzewo - SF&amp;Fantasy","description":"Opowiadanie Drzewo autorstwa \"Aristos\" opublikowane 02.10.2001","robots":{"index":"index","follow":"follow","max-snippet":"max-snippet:-1","max-image-preview":"max-image-preview:large","max-video-preview":"max-video-preview:-1"},"canonical":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/","og_locale":"pl_PL","og_type":"article","og_title":"Drzewo - SF&amp;Fantasy","og_description":"Opowiadanie Drzewo autorstwa \"Aristos\" opublikowane 02.10.2001","og_url":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/","og_site_name":"SF&amp;Fantasy","article_published_time":"2001-10-02T08:29:00+00:00","article_modified_time":"2020-11-25T08:54:33+00:00","author":"Aristos","twitter_card":"summary_large_image","twitter_misc":{"Napisane przez":"Aristos","Szacowany czas czytania":"128 minut"},"schema":{"@context":"https:\/\/schema.org","@graph":[{"@type":"WebPage","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/","url":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/","name":"Drzewo - SF&amp;Fantasy","isPartOf":{"@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#website"},"datePublished":"2001-10-02T08:29:00+00:00","dateModified":"2020-11-25T08:54:33+00:00","author":{"@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/c99adc97c966585f1bbfc577821f3b02"},"description":"Opowiadanie Drzewo autorstwa \"Aristos\" opublikowane 02.10.2001","breadcrumb":{"@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/#breadcrumb"},"inLanguage":"pl-PL","potentialAction":[{"@type":"ReadAction","target":["https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/"]}]},{"@type":"BreadcrumbList","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/2001\/10\/02\/drzewo\/#breadcrumb","itemListElement":[{"@type":"ListItem","position":1,"name":"Home","item":"https:\/\/histeria.eu.org\/"},{"@type":"ListItem","position":2,"name":"Drzewo"}]},{"@type":"WebSite","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#website","url":"https:\/\/histeria.eu.org\/","name":"SF&amp;Fantasy","description":"Opowiadania z szuflad","potentialAction":[{"@type":"SearchAction","target":{"@type":"EntryPoint","urlTemplate":"https:\/\/histeria.eu.org\/?s={search_term_string}"},"query-input":{"@type":"PropertyValueSpecification","valueRequired":true,"valueName":"search_term_string"}}],"inLanguage":"pl-PL"},{"@type":"Person","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/c99adc97c966585f1bbfc577821f3b02","name":"Aristos","image":{"@type":"ImageObject","inLanguage":"pl-PL","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/image\/","url":"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/6df2aacac984a25f2c768a8e19eb23dd?s=96&d=mm&r=g","contentUrl":"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/6df2aacac984a25f2c768a8e19eb23dd?s=96&d=mm&r=g","caption":"Aristos"},"url":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/author\/aristos\/"}]}},"jetpack_sharing_enabled":true,"jetpack_featured_media_url":"","_links":{"self":[{"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/83"}],"collection":[{"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=83"}],"version-history":[{"count":4,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/83\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":90,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/83\/revisions\/90"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=83"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=83"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=83"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}