{"id":38,"date":"1995-01-24T13:22:50","date_gmt":"1995-01-24T13:22:50","guid":{"rendered":"https:\/\/histeria.eu.org\/?p=38"},"modified":"2024-06-07T12:50:10","modified_gmt":"2024-06-07T12:50:10","slug":"aleksander","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/","title":{"rendered":"Aleksander"},"content":{"rendered":"<p class=\"has-drop-cap\"><small>Aleksander le\u017ca\u0142 rozleniwiony na kocu w ogrodzie. By\u0142o ciep\u0142e popo\u0142udnie p\u00f3\u017anego lata. Dzie\u0144 wolny, absolutnie nic si\u0119 nie dzia\u0142o. Wiatr w usypiaj\u0105cym tempie lekko rusza\u0142 li\u015bciami w koronach owocowych drzew. Ale jego letnie podmuchy nie dociera\u0142y do ziemi. Koc roz\u0142o\u017cono na trawie, pod star\u0105 \u015bliw\u0105 przy agrestowych krzewach i k\u0119pach tulipan\u00f3w. S\u0142o\u0144ce rogrzewa\u0142o we\u0142n\u0119 przebijaj\u0105c si\u0119 przez pokrzywione ga\u0142\u0119zie z fioletem owoc\u00f3w.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>Aleksander przeci\u0105gn\u0105\u0142 si\u0119 mru\u017c\u0105c oczy. Lubi\u0142 to wylegiwanie si\u0119 i poczucie chwilowego braku obowi\u0105zk\u00f3w. S\u0142ysza\u0142 ptaki buszuj\u0105ce ze \u015bpiewem na szczytach drzew i psa s\u0105siad\u00f3w kr\u0119c\u0105cego si\u0119 przy p\u0142ocie ogrodu. Z kuchni, przez tylne drzwi domu, dochodzi\u0142y go odg\u0142osy przygotowywania obiadu. D\u017awi\u0119ki w og\u00f3le go fascynowa\u0142y. Mo\u017ce dlatego, \u017ce dom sta\u0142 w cichej, skrajnej dzielnicy miasta, tu\u017c przy lesie na wzg\u00f3rzach. Nie by\u0142o tu zgie\u0142ku, przewa\u017ca\u0142y g\u0142osy natury. Mo\u017cna si\u0119 by\u0142o ws\u0142uchiwa\u0107 w nie bez ko\u0144ca i odgadywa\u0107 co kt\u00f3ry oznacza.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Na przyk\u0142ad to seryjne, przerywane co chwila drapanie to odg\u0142os pazurk\u00f3w wiewi\u00f3rki na korze drzewa. Aleksander odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 brzuchem do g\u00f3ry i przyj\u017ca\u0142 si\u0119 \u015bliwie nad sob\u0105. Tak, by\u0142a tam ma\u0142a ruda wiewi\u00f3rka. Pomyka\u0142a po pniu jak p\u0142omyk. Aleksander zamkn\u0105\u0142 oczy przed blaskiem s\u0142o\u0144ca i prawie bezwiednie przekr\u0119ci\u0142 g\u0142ow\u0119 za brz\u0119czeniem owada wylatuj\u0105cego z kwiat\u00f3w. To na pewno nie pszczo\u0142a, bo za niski d\u017awi\u0119k, to raczej trzmiel, lub trute\u0144. Tak, d\u017awi\u0119ki to ciekawa rzecz. A przecie\u017c s\u0105 jeszcze zapachy. Taki krzak agrestu na przyk\u0142ad. Rozgrzany s\u0142o\u0144cem trwoni\u0142 woko\u0142o aromat sok\u00f3w ze swoich owoc\u00f3w i li\u015bci. Aleksander odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 na bok w kierunku krzewu i g\u0142\u0119boko odetchn\u0105\u0142. Poczu\u0142 jeszcze zapach ogrodowej ziemi, korzeni i strzy\u017conej trawy. Najbardziej lubi\u0142, kiedy d\u017awi\u0119ki z zapachami przeplata\u0142y si\u0119, jak w\u0142\u00f3czka w serwetce na stolik, tworz\u0105c wsp\u00f3lnie trwa\u0142\u0105 i zgran\u0105 kompozycj\u0119. Co\u015b jakby wypleciony obraz czasu i miejsca. Oczywi\u015bcie przyjemnym by\u0142o te\u017c obserwowa\u0107. Chmury, drzewa na wie obiad.<br \/>\nDok\u0142adnie tak jak wiedzia\u0142. Powoli wyci\u0105gn\u0105\u0142 si\u0119 na kocu, potem wsta\u0142 i wszed\u0142 do domu przez uchylone drzwi. Jasnym korytarzem wy\u0142o\u017conym drewnem i br\u0105zowymi kaflami na pod\u0142odze przeszed\u0142 prosto do s\u0142onecznej kuchni, gdzie ca\u0142a rodzina przekomarzaj\u0105c si\u0119 siedzia\u0142a ju\u017c za sto\u0142em. Zaj\u0105\u0142 swoje miejsce i ciekawie zagl\u0105dn\u0105\u0142 do talerza.<br \/>\n\u2013&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Smacznego kotku \u2013 powiedzia\u0142a Joanna drapi\u0105c go delikatnie za uchem.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przed wieczorem Aleksander spacerowa\u0142 po okolicy. Lubi\u0142 takie ciche, sekretne w\u0119dr\u00f3wki. Stara\u0142 si\u0119 znika\u0107 tak, \u017ceby nikt z rodziny tego nie zauwa\u017cy\u0142. Na przyk\u0142ad wczesnym \u015bwitem, w czasie popo\u0142udniowej sjesty, a czasami nawet w nocy. Rzadko przekrada\u0142 si\u0119 do miasta. Wola\u0142 raczej chodzi\u0107 le\u015bnymi wzg\u00f3rzami, w\u0142\u00f3czy\u0107 si\u0119 wzd\u0142u\u017c rzeki, czasem dociera\u0142 nawet do pierwszych jezior le\u017c\u0105cych wiele godzin marszu od domu.<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nic go tak nie emocjonowa\u0142o jak nocna wyprawa za\u015bnie\u017conym lasem, albo prze\u015blizgiwanie si\u0119 przez nadrzeczne zaro\u015bla przy wiosennej pe\u0142ni. Wiele nauczy\u0142 si\u0119 w trakcie tych w\u0119dr\u00f3wek, widywa\u0142 niesamowite rzeczy, a jego \u017cycie bywa\u0142o w niebezpiecze\u0144stwie. Czasem przypomina\u0142 sobie jak poznawa\u0142 \u015bwiat jako dziecko, pod opiek\u0105 matki w ma\u0142ym miasteczku.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wszystko go ciekawi\u0142o. Kiedy my\u015bla\u0142, \u017ce jest ju\u017c bardzo doros\u0142y i m\u0105dry, i \u017ce \u015bwiat to jego rodzinne podw\u00f3rko, trafi\u0142 do tego domu w innym mie\u015bcie. Dobrze mu tu by\u0142o. Ale najpierw, przez pierwsze dni czu\u0142 si\u0119 strasznie zagubiony. Dzielnica by\u0142a w trakcie budowy, nie by\u0142o jeszcze wszystkich dom\u00f3w, a te co sta\u0142y w wi\u0119kszo\u015bci by\u0142y puste. Kr\u0119ci\u0142o si\u0119 tu mn\u00f3stwo ludzi, ha\u0142asowa\u0142y maszyny, wszystko by\u0142o inne ni\u017c w jego miasteczku. \u015awiat okaza\u0142 si\u0119 o wiele wi\u0119kszy i inny ni\u017c s\u0105dzi\u0142.<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pewnego razu, gdy niepewnie wygl\u0105da\u0142 przez p\u0142ot na zewn\u0105trz ogrodu, pe\u0142en nag\u0142ej ciekawo\u015bci postanowi\u0142 przej\u015b\u0107 na drug\u0105 stron\u0119, obejrze\u0107 okolic\u0119 i obej\u015b\u0107 dom z zewn\u0105trz. Wtedy zobaczy\u0142 inne uliczki dzielnicy, las, miasto w dolinie, odleg\u0142e g\u00f3ry. Z trudem trafi\u0142 z powrotem do domu, ale od tego momentu zacz\u0119\u0142y si\u0119 jego wyprawy. Najpierw podchodzi\u0142 do wszystkiego nowego otwarcie i z naiwn\u0105 odwag\u0105. Jednak bardzo szybko i bole\u015bnie nauczy\u0142 si\u0119 ostro\u017cno\u015bci. Skrada\u0142 si\u0119, podpatrywa\u0142, uczy\u0142 si\u0119, obserwowa\u0142 i na\u015bladowa\u0142. Kiedy min\u0105\u0142 rok potafi\u0142 zachowa\u0107 si\u0119 jak dziki mieszkaniec lasu i nie mniej dziki ulicznik z przedmie\u015b\u0107. &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiedzia\u0142 jak polowa\u0107 i walczy\u0107, jak ucieka\u0107 i kry\u0107 si\u0119. Zacz\u0105\u0142 wychodzi\u0107 na co raz d\u0142u\u017csze, niebezpieczne trasy i w odleglejsze, nie\u0142atwo dost\u0119pne miejsca. Dotar\u0142 nawet do zamglonych g\u00f3r \u2013 pe\u0142ne trzy dni drogi w jedn\u0105 stron\u0119. Nie by\u0142o go przesz\u0142o dwa tygodnie, a gdy wr\u00f3ci\u0142 brudny, zm\u0119czony i ranny rodzina zamiast ukara\u0107, przyj\u0119\u0142a go z rado\u015bci\u0105 i ulg\u0105. Od tej pory wiedzia\u0142 na pewno, \u017ce akceptowali go takim jaki jest \u2013 w\u0142\u00f3czykijem. Nawet gdy przypadkiem zauwa\u017cali jego znikni\u0119cie, nie robili \u017cadnych problem\u00f3w. Chyba byli nawet z niego dumni. A on na pewno ich kocha\u0142. W ko\u0144cu, zawsze wraca\u0142 do domu.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; O zmierzchu zszed\u0142 z le\u015bnego wzg\u00f3rza, przy kt\u00f3rym sta\u0142 dom, prosto pod p\u0142ot ogrodu. Niskie, czerwone s\u0142o\u0144ce ostatkiem promieni \u015bwieci\u0142o mu w oczy zza g\u00f3r. Podszed\u0142 do starej wierzby, wspi\u0105\u0142 si\u0119 na jej pie\u0144, przesun\u0105\u0142 si\u0119 po ga\u0142\u0119zi za p\u0142ot i zeskoczy\u0142 do ogrodu. Otrz\u0105sn\u0105\u0142 si\u0119 z igliwia, a potem ruszy\u0142 \u015bcie\u017ck\u0105 przy grz\u0105dkach z marchewk\u0105 w kierunku domu. By\u0142o parno, owady lata\u0142y za swoimi sprawami w wieczornym powietrzu, \u015bwierszcze dawa\u0142y darmowe koncerty, a w rogu grodu na pewno dusz\u0105co pachnia\u0142 wielki krzak r\u00f3\u017cy.<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aleksander nie mia\u0142 dzi\u015b ochoty na wdychanie tego zapachu, kiedy po le\u015bnej w\u0119dr\u00f3wce ci\u0105gle czu\u0142 rozgrzan\u0105 \u017cywic\u0119 i igliwie. Skr\u0119ci\u0142 wcze\u015bniej na trawnik i poszed\u0142 prosto w kierunku uchylonego okienka piwnicznego. Latem to dobra droga na wchodzenie do domu \u2013 z upa\u0142u w ch\u0142\u00f3d piwnicy. Kiedy ju\u017c przechodzi\u0142 przez lufcik, jaki\u015b zagubiony podmuch wiatru przywia\u0142 do niego wo\u0144 r\u00f3\u017cy.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Czuj\u0105c j\u0105 zmarszczy\u0142 si\u0119. By\u0142a jaka\u015b m\u0119cz\u0105ca, jakby zduszona nie\u015bwierzo\u015bci\u0105. Zupe\u0142nie jakby Roman podlewa\u0142 dzi\u015b ogr\u00f3d wod\u0105 z nawozem. Ale wtedy pachnia\u0142aby ca\u0142a ziemia i by\u0142oby wilgotno. Zreszt\u0105 jaki sens podlewa\u0107 ogr\u00f3d skoro noc\u0105 wyra\u017anie b\u0119dzie pada\u0107? Aleksander zeskoczy\u0142 z parapetu na terakotow\u0105 pod\u0142og\u0119 i kichn\u0105\u0142 czuj\u0105c kurz ze st\u0119chlizn\u0105. Joanna jeszcze nie znalaz\u0142a czasu tego lata, \u017ceby tu sprz\u0105tn\u0105\u0107. No c\u00f3\u017c, dzi\u0119ki temu m\u00f3g\u0142 zapolowa\u0107 na myszy we w\u0142asnym domu. Ale pora ju\u017c zrobi\u0107 tu porz\u0105dek, inaczej znowu mog\u0105 mie\u0107 dzikich lokator\u00f3w&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ruszy\u0142 do drzwi z desek z tr\u00f3jk\u0105tn\u0105 szczelin\u0105 wyci\u0119t\u0105 przy pod\u0142odze. Kiedy przeciska\u0142 si\u0119 na drug\u0105 stron\u0119 jeszcze raz pomy\u015bla\u0142 o r\u00f3\u017cy \u2013 a mo\u017ce tylko j\u0105 podlewano? Zreszt\u0105 niewa\u017cne, wspina\u0142 si\u0119 po schodach z piwnicy na korytarz i s\u0142ysza\u0142 ju\u017c rozmowy rodziny i \u015bmiech Magdy, starszej c\u00f3rki. Czas popracowa\u0107, spe\u0142ni\u0107 sw\u00f3j obowi\u0105zek bycia kotem domowym. Pozwoli\u0107 si\u0119 czochra\u0107, g\u0142aska\u0107 i przytula\u0107, ugania\u0107 si\u0119 za \u015bmieszn\u0105 futrzast\u0105 kulk\u0105, po\u0142o\u017cy\u0107 si\u0119 na kolanach Joanny i troch\u0119 pomrucze\u0107. Potem sprawdzi\u0107 co robi Roman, pokr\u0119ci\u0107 mu si\u0119 pod nogami i na ko\u0144cu poprzeszkadza\u0107 Krzysiowi, m\u0142odszemu synowi. A wreszcie zasn\u0105\u0107 na swoim ulubionym kocyku, albo na \u0142\u00f3\u017cku razem z Magd\u0105 \u2013 to ju\u017c zale\u017cnie od humoru.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Noc\u0105 Aleksander zbudzi\u0142 si\u0119 raptownie na ko\u0142drze przy nogach Magdy. Nie wiedzia\u0142 dlaczego. Zastyg\u0142 nieruchomy ws\u0142uchuj\u0105c si\u0119 w cisz\u0119 z lekko uniesion\u0105 g\u0142ow\u0105 i p\u00f3\u0142przymkni\u0119tymi powiekami. S\u0142ysza\u0142 tylko oddech Magdy. Ale w ciszy by\u0142o wyra\u017ane napi\u0119cie. Jakby kto\u015b obok oczekiwa\u0142 na jego reakcj\u0119. Aleksander poczu\u0142 si\u0119 dziwnie. Pok\u00f3j trwa\u0142 w milczeniu leciutko roz\u015bwietlony nieruchomymi pasemkami ksi\u0119\u017cycowego \u015bwiat\u0142a, wpadaj\u0105cymi do \u015brodka przez szczeliny w \u017caluzjach. Nie otwieraj\u0105c szerzej oczu, \u017ceby nie zdradzi\u0107 si\u0119 ich blaskiem i nie ruszaj\u0105c g\u0142ow\u0105 zerkn\u0105\u0142 na prawo i lewo. Nic si\u0119 nie rusza\u0142o i nic w mrocznych cieniach pokoju nie wygl\u0105da\u0142o obco. Mo\u017ce to deszcz? Nie, ju\u017c nie pada\u0142o. A mo\u017ce to jaki\u015b nocny ptak krzykn\u0105\u0142 w ogrodzie?&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aleksander powoli po\u0142o\u017cy\u0142 si\u0119 z powrotem na ko\u0142drze. Zamkn\u0105\u0142 oczy, ziewn\u0105\u0142 i wtedy poczu\u0142 zapach z krzaku r\u00f3\u017cy. Sennie zamy\u015bli\u0142 si\u0119 nad tym. Okno by\u0142o zamkni\u0119te i zapach nie m\u00f3g\u0142 pochodzi\u0107 z zewn\u0105trz. W pokoju te\u017c nie by\u0142o kwiat\u00f3w. Zreszt\u0105 by\u0142 to raczej ten nie\u015bwierzy zapach jakby nawozu. Czy\u017cby Roman przygotowywa\u0142 go w pokoju c\u00f3rki? Bzdura, nic nie pachnia\u0142o gdy tu przyszed\u0142. A mo\u017ce ona pomaga\u0142a mu w ogrodzie? Te\u017c nie. Przecie\u017c bawi\u0142 si\u0119 z ni\u0105 wieczorem i nic nie wyczu\u0142. Poza tym k\u0105pa\u0142a si\u0119 przed snem. Tak w og\u00f3le, to sk\u0105d dochodzi\u0142 ten zapach? Ju\u017c przysypiaj\u0105c, leniwie odwr\u00f3ci\u0142 g\u0142ow\u0119 w g\u00f3r\u0119 \u0142\u00f3\u017cka i odetchn\u0105\u0142.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zaskoczony a\u017c otworzy\u0142 oczy. Zalatywa\u0142o od Magdy. Wsta\u0142 i mi\u0119kko podszed\u0142 do jej twarzy. Spa\u0142a. Lekko si\u0119 u\u015bmiecha\u0142a rozchylonymi ustami. Za ka\u017cdym jej cichym oddechem unosi\u0142 si\u0119 nad ni\u0105 ten zapach. No c\u00f3\u017c, najwyra\u017aniej musia\u0142a zje\u015b\u0107 co\u015b ci\u0119\u017ckiego na kolacj\u0119. Aleksander odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 i ruszy\u0142 z powrotem na swoje miejsce w nogach \u0142\u00f3\u017cka. Odruchowo spojrza\u0142 na uchylone drzwi do ciemnego korytarza. Poczu\u0142 jak sztywniej\u0105ce mi\u0119\u015bnie i zje\u017cone w\u0142osy na karku. Nie chodzi\u0142o tylko o to, \u017ce wyra\u017aniej lecia\u0142o stamt\u0105d wyczuwalnie dusz\u0105co ci\u0119\u017ckim zapachem jakby ziemi czy kompostu. Ta wo\u0144 porusza\u0142a si\u0119, oddala\u0142a.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aleksander delikatnie zszed\u0142 z \u0142\u00f3\u017cka i zatrzyma\u0142 si\u0119 bezszelestnie w progu drzwi. S\u0142ucha\u0142, lecz by\u0142a tam tylko cisza. Wyt\u0119\u017cy\u0142 oczy, ale w mroku nie drgn\u0105\u0142 \u017caden inny mrok. By\u0142 tylko ten zanikaj\u0105cy zapach. Nisko przyczajony i napi\u0119ty wszed\u0142 chy\u0142kiem w ciemno\u015b\u0107 korytarza. Zatrzyma\u0142 si\u0119 maj\u0105c za sob\u0105 \u015bcian\u0119, nic si\u0119 nie sta\u0142o. Mi\u0119kkim dywanem cicho i p\u0142ynnie ruszy\u0142 do schod\u00f3w na parter. Tak, to stamt\u0105d czu\u0142 co raz l\u017cej jakby fermentacj\u0119, czy jak\u0105\u015b nie\u015bwierzo\u015b\u0107. Zszed\u0142 szybko, stan\u0105\u0142 przy ostatnim stopniu i stara\u0142 si\u0119 wychwyci\u0107 jaki\u015b ruch przed sob\u0105. Nic. Poniewa\u017c dla niego najprostrzym wyj\u015bciem z domu by\u0142a specjalna ruchoma klapa zamontowana w drzwiach do ogrodu odruchowo, ostro\u017cnie poszed\u0142 w tym kierunku. Zatrzyma\u0142 si\u0119 na ko\u0144cu korytarza. Po raz pierwszy us\u0142ysza\u0142 delikatny d\u017awi\u0119k \u2013 jedno szurni\u0119cie na \u017cwirowej \u015bcie\u017cce za drzwiami. Jakby oprzytomnia\u0142. Szed\u0142 za czym\u015b, czego zapachu nie pozna\u0142 na \u017cadnej swojej w\u0119dr\u00f3wce. Za czym\u015b, co bezg\u0142o\u015bnie i bez problemu wesz\u0142o do \u015brodka jego domu. Nawet tego nie widzia\u0142, a przecie\u017c by\u0142o z nim w pokoju. Nie, nie wyjdzie w noc za tym czym\u015b, nie jest tak g\u0142upim kotem.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Rankiem Aleksander wygrzeba\u0142 si\u0119 z pod koca na kanapie w pustym pokoju go\u015bcinnym na parterze. W domu by\u0142a cisza,<\/small><small>wszyscy jeszcze spali. Szeroka kanapa sta\u0142a pod wykuszem okna, dok\u0142adnie naprzeciw d\u0142ugiego korytarza i wyj\u015bcia do ogrodu.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pok\u00f3j by\u0142 przestronny i gabinetowo przytulny. Na jednej ze \u015bcian mia\u0142 rega\u0142 z ksi\u0105\u017ckami i bibelotami od sufitu do pod\u0142ogi, a na przeciw by\u0142y trzy kolumny p\u00f3\u0142ek pe\u0142ni\u0105cych rol\u0119 kwietnik\u00f3w, barku, miejsc na halogenowe lampki, sprz\u0119t audio i ekspozycje oprawionych zdj\u0119\u0107 robionych przez Joann\u0119. Wczesne s\u0142o\u0144ce poci\u0119te ga\u0142\u0119ziami drzew w ogrodzie jeszcze nie rozgrza\u0142o pokoju, ale rozja\u015bnia\u0142o go grubymi, z\u0142otymi smugami swoich promieni. Aleksander min\u0105\u0142 niski st\u00f3\u0142 stoj\u0105cy przy kanapie i spragniony ruszy\u0142 prosto do pustej kuchni.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nic go tak nie trze\u017awi\u0142o jak zwyk\u0142a woda pita na czczo. Wr\u00f3ci\u0142 do holu, wspi\u0105\u0142 si\u0119 na pi\u0119tro i przez niezmiennie uchylone drzwi wszed\u0142 do pokoju Magdy. Spa\u0142a na boku odwr\u00f3cona do okna. Mia\u0142a \u015bnie\u017cno jasn\u0105 twarz. Podszed\u0142 bardzo blisko niej, ale nie wyczu\u0142 nic dziwnego. Zszed\u0142 na parter i przez klap\u0119 w tylnych drzwiach domu dosta\u0142 si\u0119 do ogrodu. Na dworze powoli budzi\u0142y si\u0119 ptaki, co raz g\u0142o\u015bniej nawo\u0142uj\u0105c si\u0119 mi\u0119dzy li\u015bciami drzew. Wia\u0142 ciep\u0142y wiatr, nie by\u0142o ju\u017c porannej mg\u0142y po nocnym deszczu. Cicho szumia\u0142 las za p\u0142otem. Aleksander ruszy\u0142 przed siebi\u0119 \u017cwirow\u0105 \u015bcie\u017ck\u0105, potem strzy\u017conym trawnikiem, a\u017c stan\u0105\u0142 przy krzewach agrestu.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Tu zacz\u0105\u0142 si\u0119 przeci\u0105ga\u0107 i kr\u0119ci\u0107, g\u0142\u0119boko wdycha\u0142 powietrze i k\u0105tem oka parztrzy\u0142 na r\u00f3\u017c\u0119. Nie widzia\u0142 nic niepokoj\u0105cego. Podszed\u0142 z powrotem do domu, obszed\u0142 go do oko\u0142a i zza w\u0119g\u0142a zn\u00f3w popatrzy\u0142 na krzak. Wygl\u0105da\u0142 ca\u0142kiem normalnie. By\u0142 teraz bli\u017cej, wi\u0119c widzia\u0142 wyra\u017anie kilka opad\u0142ych li\u015bci i p\u0142atk\u00f3w, ale to m\u00f3g\u0142 spowodowa\u0107 deszcz. Kwiaty r\u00f3\u017cy powoli otwiera\u0142y si\u0119 po nocy, wi\u0119c nie czu\u0142 jeszcze ich zapachu. Zacz\u0105\u0142 powoli, jakby od niechcenia podchodzi\u0107 do krzaka. Nie, nic tam nie by\u0142o. Stan\u0105\u0142 bokiem, niby przypadkiem metr od pierwszych ga\u0142\u0105zek. Przecie\u017c \u017cadne zwierze nie wesz\u0142oby w te kolce. Przygl\u0105da\u0142 si\u0119 jeszcze chwil\u0119, co raz bardziej otwarcie i pewnie. W ko\u0144cu gotowy do odskoczenia w ka\u017cdym momencie, obszed\u0142 r\u00f3\u017c\u0119 w ko\u0142o. Zwyczajny, du\u017cy krzak. Jedyne co go mo\u017ce r\u00f3\u017cni\u0142o od rosn\u0105cych obok k\u0119p skalniak\u00f3w, to jakby bardziej spulchniona ziemia przy korzeniach. A to te\u017c m\u00f3g\u0142 by\u0107 wynik zacinania deszczu. Uspokojony, cho\u0107 ci\u0105gle bez pewno\u015bci co do nocnego zdarzenia, wr\u00f3ci\u0142 do domu. Nied\u0142ugo potem zbudzi\u0142a si\u0119 reszta rodziny. Zacz\u0105\u0142 si\u0119 zwalniany upa\u0142em ruch w dzielnicy i wakacyjna krz\u0105tanina w domu. Aleksander zaj\u0105\u0142 si\u0119 swoimi kocimi sprawami i tak dzie\u0144 zszed\u0142 mu beztrosko a\u017c do wieczora.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zmierzch by\u0142 ciep\u0142y, wszystko wskazywa\u0142o na pogodn\u0105, gor\u0105c\u0105 noc. Bezchmurne niebo rozb\u0142yskiwa\u0142o pierwszymi gwiazdami i r\u0105bem ksi\u0119\u017cyca. W ogrodzie nad krzewami goni\u0142y si\u0119 \u015bwietliki. W powietrzu unosi\u0142o si\u0119 napi\u0119cie bezsennej nocy. Aleksander zat\u0119skni\u0142 do lasu. W taki czas najlepiej chodzi\u0142o si\u0119 drzewiastymi wzg\u00f3rzami z mi\u0119kkim, wysuszonym mchem i z wilgotnymi paprociami wzd\u0142\u00f3\u017c stumieni. Wszystko woko\u0142o pachnia\u0142o ci\u0119\u017cko li\u015bciami i kor\u0105. Pe\u0142no by\u0142o tam niepokoj\u0105cych szelest\u00f3w i nawo\u0142ywa\u0144. W g\u0119stwinach b\u0142yska\u0142y raptem jakie\u015b ogniki. Nad wod\u0119 przychodzi\u0142y spragnione zwierz\u0119ta. Nigdzie nie kr\u0119cili si\u0119 ju\u017c ludzie. Aleksander wyszed\u0142 z domu tylnimi drzwiami, szeroko otwartymi w nieruchomym powietrzu. Poszed\u0142 prosto w kierunku br\u0105zowej skrzyni kompostownika. Wskoczy\u0142 na ni\u0105 z rozp\u0119du, tam przysiad\u0142 na chwil\u0119, jakby w skupieniu, potem szerokim \u0142ukiem przeskoczy\u0142 szczyt p\u0142otu i wyl\u0105dowa\u0142 zgrabnie na wznosz\u0105cej si\u0119 skarpie. Zmru\u017cy\u0142 oczy z zadowolenia na my\u015bl o czekaj\u0105cej go nocnej w\u0119dr\u00f3wce. Wspi\u0105\u0142 si\u0119 do g\u00f3ry i przed zej\u015bciem na drug\u0105 stron\u0119 wzg\u00f3rza spojrza\u0142 jeszcze na ogr\u00f3d. Zobaczy\u0142 krzak r\u00f3\u017cy.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>Najpierw nie bardzo wiedzia\u0142 co go zastanowi\u0142o w jego wygl\u0105dzie. Ale za chwil\u0119, kiedy podejrzliwie przygl\u0105dn\u0105\u0142 si\u0119 s\u0105siaduj\u0105cym grz\u0105dk\u0105, zrozumia\u0142. Nad r\u00f3\u017c\u0105 nie lata\u0142y \u015bwietliki. Unosi\u0142y si\u0119 wsz\u0119dzie swobodnie z wyj\u0105tkiem tego miejsca. Aleksander wacha\u0142 si\u0119 przez chwil\u0119, czy to ciekawe, czy bez znaczenia. Mo\u017ce \u015bwietliki nie lubi\u0142y wieczornego zapachu tych kwiat\u00f3w? Zapachu? Odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 z powrotem i powoli zszed\u0142 ze skarpy pod p\u0142ot. Od strony domu r\u00f3s\u0142 tam \u017cywop\u0142ot przycinany na wysoko\u015b\u0107 oko\u0142o p\u00f3\u0142 metra z wyj\u0105tkiem miejsc, w kt\u00f3rych tkwi\u0142y metalowe s\u0142upki, ca\u0142kiem zakryte krzakami strzy\u017conymi w w\u0105skie, wysokie kolumny. Schowany za tym pasem zieleni dosta\u0142 si\u0119 tu\u017c za r\u00f3\u017c\u0119. Stoj\u0105c opar\u0142 si\u0119 nieruchomo o siatk\u0119 i ws\u0142ucha\u0142 w d\u017awi\u0119ki z ogrodu. Dooko\u0142a s\u0142ycha\u0107 by\u0142o \u015bwierszcze, ale przy krzaku by\u0142o ciszej. Wyra\u017anie ciszej. Popatrzy\u0142 podejrzliwie na ro\u015blin\u0119. Potem poci\u0105gn\u0105\u0142 nosem i nic nie poczu\u0142. Nie chodzi o to, \u017ce nie pachnia\u0142o nic dziwnego. Po prostu r\u00f3\u017ca by\u0142a bezwonna, ja\u0142owa jak zimny kamie\u0144. Poczu\u0142 niepok\u00f3j.&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przecie\u017c zna\u0142 ten kwiat od lat. Wiedzia\u0142 jak wygl\u0105da, jak szele\u015bci na wietrze, jak pachnie, nawet jak paskudnie smakuje. Teraz by\u0142o to co\u015b obcego. Aleksander wacha\u0142 si\u0119 przez chwil\u0119. Potem, ju\u017c z decyzj\u0105, wr\u00f3ci\u0142 na grzbiet skarpy. Wida\u0107 st\u0105d by\u0142o krzak, kawa\u0142ek ogrodu i ty\u0142 domu. By\u0142o tam p\u0142askie miejsce po sporym kamieniu, kt\u00f3ry dzieciaki z s\u0105siedztwa sturla\u0142y kiedy\u015b na drug\u0105 stron\u0119 wzg\u00f3rza, do lasu. W\u0142a\u015bnie tam po\u0142o\u017cy\u0142 si\u0119 patrz\u0105c na dom. Trudno, na nocn\u0105 w\u0119dr\u00f3wk\u0119 b\u0119dzie mo\u017cna i\u015b\u0107 jeszcze nie raz. &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dzi\u015b musi zobaczy\u0107 czy co\u015b stanie si\u0119 w nocy w ogrodzie. Zmru\u017cy\u0142 oczy i spr\u00f3bowa\u0142 czujnie zdrzemn\u0105\u0107 si\u0119 na troch\u0119.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ockn\u0105\u0142 si\u0119 ze snu grubo po p\u00f3\u0142nocy. Najpierw spojrza\u0142 nieprzytomnie przed siebie. Co u licha robi na dworze? Potem przypomnia\u0142 sobie. Odwr\u00f3ci\u0142 g\u0142ow\u0119 w stron\u0119 spokojnego, u\u015bpionego ogrodu. Nic si\u0119 tam nie dzia\u0142o. Przekr\u0119ci\u0142 si\u0119 na bok i z ca\u0142ej si\u0142y przeci\u0105gn\u0105\u0142. Ju\u017c bardziej rozbudzony wsta\u0142, ziewn\u0105\u0142 i znowu popatrzy\u0142 na ogr\u00f3d. By\u0142o cicho i pusto. W zimnym swietle ksi\u0119\u017cycowego r\u0105bu spa\u0142a dzielnica przed nim i las za nim. \u015awiat mia\u0142 barw\u0119 granatowo \u2013 czarn\u0105. Przez chwil\u0119 nas\u0142uchiwa\u0142 my\u015bl\u0105c, \u017ce zbudzi\u0142 go jaki\u015b d\u017awi\u0119k. Ale nie by\u0142o nawet wiatru, \u017ceby poruszy\u0107 li\u015b\u0107mi. Mo\u017ce po prostu zdr\u0119twia\u0142? Zreszt\u0105 niewa\u017cne.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>Postanowi\u0142 rozs\u0105dnie reszt\u0119 nocy sp\u0119dzi\u0107 w domu. Zszed\u0142 ze skarpy w kierunku wierzby. Skoczy\u0142 na ni\u0105, ale wysz\u0142o mu to niezgrabnie i zsun\u0105\u0142 si\u0119 z pnia. U\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 do siebie \u2013 ale\u017c jest zaspany. Skoczy\u0142 jeszcze raz, tym razem utrzyma\u0142 si\u0119 na drzewie. Przeszed\u0142 na ga\u0142\u0105\u017a wystaj\u0105c\u0105 za p\u0142ot ogrodu i zeskoczy\u0142. Ruszy\u0142 jak zwykle \u015bcie\u017ck\u0105 i podszed\u0142 a\u017c pod r\u00f3\u017c\u0119. Usiad\u0142 w ni\u0105 wpatrzony. Nieufnie spr\u00f3bowa\u0142 j\u0105 pow\u0105cha\u0107, ale sko\u0144czy\u0142o si\u0119 na takim ziewni\u0119ciu, \u017ce a\u017c wstrz\u0105sn\u0105\u0142 nim dreszcz. Nie, nie ma co tu siedzie\u0107. Odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 i znowu poczu\u0142 ch\u0142odny dreszcz z ty\u0142u. Szed\u0142 ju\u017c zanim do niego dotar\u0142o. Przecie\u017c nie ziewn\u0105\u0142 drugi raz. Stan\u0105\u0142. I nie by\u0142o wiatru. Zdziwony odwr\u00f3ci\u0142 w ty\u0142 g\u0142ow\u0119 i popatrzy\u0142 na krzak. Potem napi\u0119ty zacz\u0105\u0142 i\u015b\u0107 ty\u0142em w jego kierunku. Kiedy by\u0142 ju\u017c blisko na odleg\u0142o\u015b\u0107 ogona poczu\u0142 jakby przeci\u0105g. Jaki\u015b ch\u0142odny powiew tu\u017c przy ziemi. Odskoczy\u0142 i przyczai\u0142 si\u0119 przed ro\u015blin\u0105. Powoli podkrad\u0142 si\u0119 znowu i wyra\u017anie wyczu\u0142 niski pr\u0105d powietrza. Listki krzaku delikatnie dr\u017ca\u0142y nad ziemi\u0105. Zdziwiony obszed\u0142 go dooko\u0142a. Zna\u0142 takie zjawisko. Podobnie wia\u0142o przy le\u015bnych norach. Ale nora w ich ogrodzie? Nie ma co wspomina\u0107 o kretach, bo nawet przy lisich tunelach mniej ci\u0105gn\u0119\u0142o. Wi\u0119c sk\u0105d to si\u0119 bra\u0142o? Za r\u00f3\u017c\u0105 nie by\u0142o a\u017c tylu kolczastych ga\u0142\u0119zi co z przodu. Ostro\u017cnie przysun\u0105\u0142 g\u0142ow\u0119 do prze\u015bwitu w g\u0142\u0105b krzaku i wiedzia\u0142 ju\u017c na pewno, \u017ce to musi wia\u0107 z du\u017cej, g\u0142\u0119bokiej nory. A wej\u015bcie jest w korzeniach r\u00f3\u017cy. To znaczy, \u017ce nikt nie wykopa\u0142 jej z zewn\u0105trz. Przecie\u017c zosta\u0142yby wyra\u017ane \u015blady. Ktokolwiek to zrobi\u0142, wykopa\u0142 t\u0105 dziur\u0119 wielce umiej\u0119tnie od \u015brodka. Aleksander zrobi\u0142 si\u0119 bardzo niespokojny i niepewny. Najpierw tajemniczy zapach, potem tajemnicza nora w ogrodzie. Dzia\u0142o si\u0119 co\u015b dziwnego. By\u0107 mo\u017ce te dwie rzeczy by\u0142y ze sob\u0105 zwi\u0105zane? Co raz mocniej chcia\u0142 si\u0119 dowiedzie\u0107 o co tu chodzi. Ale ju\u017c nie teraz. W tej chwili zn\u00f3w marzy\u0142 tylko o zwini\u0119ciu si\u0119 w k\u0142\u0119bek na \u0142\u00f3\u017cku Magdy. Ruszy\u0142 prosto do \u015bpi\u0105cego domu zostawiaj\u0105c za sob\u0105 dziwny krzak. Kiedy ziewaj\u0105c przechodzi\u0142 przez klap\u0119 w drzwiach od ogrodu, nie widzia\u0142 cienistego ruchu za rogiem domu.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ranek zacz\u0105\u0142 si\u0119 do\u015b\u0107 nagle. Aleksander le\u017ca\u0142 z g\u0142ow\u0105 pod zawini\u0119t\u0105 ko\u0142dr\u0105 Magdy, gdy obudzi\u0142o go raptowne zamieszanie i rawie pi\u0119knie. Zeskoczy\u0142 z \u0142\u00f3\u017cka i ostro\u017cnie wyjrza\u0142 na korytarz przez szeroko rozwarte drzwi. Us\u0142ysza\u0142 jak na parterze Roman wzywa telefonicznie ambulans. Co z\u0142ego mog\u0142o si\u0119 sta\u0107? Zobaczy\u0142, \u017ce otwarta jest \u0142azienka na pi\u0119trze, wi\u0119c wszed\u0142 do niej. Na niebieskawym dywaniku, na kafelkowej posadzce siedzia\u0142a oparta o wann\u0119 poblad\u0142a Magda. Oddycha\u0142a ci\u0119\u017cko ustami, grzywk\u0119 mia\u0142a posklejan\u0105 potem. Odchyli\u0142a w ty\u0142 g\u0142ow\u0119 i przez mokr\u0105 wat\u0119 uciska\u0142a nos zatrzymuj\u0105c krwotok. Mia\u0142a poplamion\u0105 g\u00f3r\u0119 pi\u017camy, ale przecie\u017c nie by\u0142o tego a\u017c tyle, \u017ceby panikowa\u0107 z pogotowiem. Ojciec robi\u0142 si\u0119 chyba przewra\u017cliwiony. Aleksander wr\u00f3ci\u0142 na korytarz i przytuli\u0142 si\u0119 do \u015bciany schodz\u0105c z drogi wpadaj\u0105cemu po schodach Romanowi. Musia\u0142 dopiero co wr\u00f3ci\u0107 z porannego biegania, bo mia\u0142 jeszcze na sobie lekkie dresy. Nie wszed\u0142 do \u0142azienki, tylko do pokoju Krzysia. Zaskoczony Aleksander natychmiast zawr\u00f3ci\u0142 za nim do pokoju ch\u0142opca. Na niskim \u0142\u00f3\u017cku syna siedzia\u0142a za\u0142zawiona Joanna. Roman przytula\u0142 j\u0105 i m\u00f3wi\u0142 o jad\u0105cym pogotowiu. Krzy\u015b le\u017ca\u0142 w milczeniu, nieruchomo. By\u0142 bardzo blady i mokry od zimnego potu. Mia\u0142 zamkni\u0119te oczy, oddycha\u0142 p\u0142ytko i szybko. Aleksander wskoczy\u0142 na szafk\u0119 przy \u0142\u00f3\u017cku ch\u0142opca sk\u0105d wszystko by\u0142o wida\u0107. Kiedy podszed\u0142 blisko do g\u0142owy ch\u0142opca, poczu\u0142 martwy zapach r\u00f3\u017cy. Roman wyszed\u0142 do \u0142azienki i wyprowadzi\u0142 stamt\u0105d s\u0142aniaj\u0105c\u0105 si\u0119 Magd\u0119. Joanna pomaga\u0142a jej w ubraniu, a ojciec siedzia\u0142 wtedy przy Krzysiu.<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kto\u015b zadzwoni\u0142 do drzwi. To piel\u0119gniarze z ambulansu. Lekarka obejrza\u0142a dzieci i z niemym gestem zdziwienia szybko zapakowa\u0142a ca\u0142\u0105 rodzin\u0119 do wozu. Aleksander zosta\u0142 w domu sam. Pierwszy moment ciszy i spokoju by\u0142 a\u017c osza\u0142amiaj\u0105cy. Nikt nie biega\u0142, nie p\u0142aka\u0142, nie kr\u0119cili si\u0119 obcy. Poszed\u0142 do kuchni i jak zwykle rankiem napi\u0142 si\u0119 wody. Potem wskoczy\u0142 na szeroki, drewniany parapet okna. Spojrza\u0142 do ogrodu, tylko w tym jednym kierunku. Ko\u0144ce ga\u0142\u0119zi r\u00f3\u017canego krzaka po\u017c\u00f3\u0142k\u0142y, a li\u015bcie wi\u0119d\u0142y.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aleksander wyszed\u0142 z domu dopiero tu\u017c przed po\u0142udniem. Przez ca\u0142y poranek kr\u0119ci\u0142 si\u0119 w gor\u0105czkowym o\u017cywieniu po pustych pokojach. Nie m\u00f3g\u0142 sobie znale\u017a\u0107 miejsca. Ostre cienie korytarzy roz\u015bwietla\u0142o \u015bwiat\u0142o zza framug, w kt\u00f3rym sennie wirowa\u0142y py\u0142ki kurzu. Z piwnicy dolatywa\u0142a smuga ch\u0142odu i skapywanie wilgoci z rur. Zegar na parterze odmierza\u0142 minuty jednostajnie skrzypi\u0105cym wachad\u0142em. Pi\u0119tro by\u0142o g\u0142ucho opuszczone. Na poddaszu trzeszcza\u0142y gonty rozgrzewanego s\u0142o\u0144cem dachu. W powietrzu wisia\u0142o napi\u0119cie, jakby oczekiwanie na jego decyzj\u0119. On sam, niby wygl\u0105da\u0142 powrotu rodziny.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Szczerze martwi\u0142 si\u0119 o nich. A przecie\u017c tak na prawd\u0119, nawet wola\u0142 zastanawia\u0107 si\u0119 w samotno\u015bci. Chodz\u0105c w roztargnieniu po domu rozwa\u017ca\u0142 wszystkie dziwnie niecodzienne zda\u017cenia ostatnich dni. By\u0142 spi\u0119ty. Nie dlatego, \u017ce ociera\u0142 si\u0119 o co\u015b obcego.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dlatego, \u017ce to nieznane by\u0142o tak trudno zauwa\u017calne i ulotne. W czasie swoich wypad\u00f3w od domu nauczy\u0142 si\u0119, \u017ce im wi\u0119kszy drapie\u017cnik, tym bardziej wyrafinowanie potrafi si\u0119 ukry\u0107, podkra\u015b\u0107, uderzy\u0107 znienacka i bez niepotrzebnych \u015blad\u00f3w. Nie wa\u017cne czy chodzi\u0142o tu o zg\u0142odnia\u0142ego szczura miejskiego, czy o le\u015bn\u0105 \u017cmij\u0119, zasada by\u0142a ta sama. Teraz te\u017c wszelkie tropy by\u0142y bardzo niejasne. Co\u015b chodzi\u0142o mu po domu, a przecie\u017c nic nie widzia\u0142. Raz tylko us\u0142ysza\u0142 szmer \u017cwiru na \u015bcie\u017cce za drzwiami do ogrodu. I czu\u0142 dziwny zapach, jakby zwi\u0119dni\u0119cia w ciemno\u015bci przed sob\u0105. Niepoj\u0119tym by\u0142o wyczucie tego przy chorych dzieciakach.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wiedzia\u0142, \u017ce cokolwiek to jest, to w jaki\u015b spos\u00f3b dosta\u0142o si\u0119 tu z nory pod krzakiem r\u00f3\u017cy. Nigdy wcze\u015bniej nie widzia\u0142 takiej nory. Wykopanej w \u015brodku ro\u015blinnych korzeni, a przecie\u017c z cugiem jak przy du\u017cych, g\u0142\u0119bokich i d\u0142ugich jamach. W\u0142a\u015bciwie ta nora by\u0142a jedynym fizycznym \u015bladem zdarze\u0144. Dlatego wyszed\u0142 w ko\u0144cu z domu i poszed\u0142 prosto pod krzak r\u00f3\u017cy.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Najpierw okr\u0105\u017cy\u0142 r\u00f3\u017c\u0119. Krzak wyra\u017anie wi\u0119d\u0142. By\u0142 ja\u0142owo bezwonny. Martwo chwia\u0142 si\u0119 na lekkim wietrze. Nawet nie szele\u015bci\u0142. Aleksander ostro\u017cnie, nisko przy ziemi wsun\u0105\u0142 g\u0142ow\u0119 mi\u0119dzy ga\u0142\u0119zie. W mozaice s\u0142onecznego \u015bwiat\u0142a mi\u0119dzy li\u015bciami wyra\u017anie widzia\u0142 rozkopane, niedu\u017ce wej\u015bcie do nory. Cicho wciska\u0142 si\u0119 g\u0142\u0119biej w krzak. Uwa\u017ca\u0142 \u017ceby jego cie\u0144 nie pad\u0142 do \u015brodka tunelu.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kiedy by\u0142 ju\u017c przy kraw\u0119dzi spr\u00f3bowa\u0142 w napi\u0119ciu wy\u0142apa\u0107 jaki\u015b obcy d\u017awi\u0119k, lub zapach. Nic, jedyne co wyczu\u0142 to lekki cug powietrza ch\u0142odnego od g\u0142\u0119bokiej, mokrej ziemi. Zajrza\u0142 do \u015brodka, ale niczego nie dostrzeg\u0142 pr\u00f3cz tunelu biegn\u0105cego niesamowicie pionowo w d\u00f3\u0142, bez ko\u0144ca. Mia\u0142 przekr\u00f3j jakby sp\u0142aszczonej kuli i kolor g\u0119stniej\u0105cego mroku. By\u0142o w nim co\u015b dziwnie przyci\u0105gaj\u0105cego. Aleksander z determinacj\u0105 wsun\u0105\u0142 si\u0119 do \u015brodka, g\u0142ow\u0105 naprz\u00f3d. Tunel nie by\u0142 szeroki, wi\u0119c wype\u0142nia\u0142 go sob\u0105 na tyle dok\u0142adnie, \u017ce nie spada\u0142. Praktycznie musia\u0142 si\u0119 czo\u0142ga\u0107 g\u0142ow\u0105 w d\u00f3\u0142. Zas\u0142oni\u0142 prawie ca\u0142e \u015bwiat\u0142o wpadaj\u0105ce do \u015brodka, ale nie przeszkadza\u0142o mu to. Wpe\u0142za\u0142 co raz g\u0142\u0119biej w mrok i wilgo\u0107. Nic ju\u017c nie widzia\u0142, ale po prostu czu\u0142 przed sob\u0105 pust\u0105 przestrze\u0144. Pachnia\u0142o gleb\u0105 z korzeniami. Jedyne co s\u0142ysza\u0142 to swoje ocieranie si\u0119 o \u015bciany tunelu. Schodzi\u0142 wci\u0105\u017c w d\u00f3\u0142 i w d\u00f3\u0142 co raz bardziej jednostajnym ruchem. Na grzbiecie czu\u0142 mokre grudki ziemi i fale zimna biegn\u0105ce w g\u00f3r\u0119 gdzie\u015b z ciemno\u015bci pod nim. Mia\u0142 zamkni\u0119te oczy, polega\u0142 tylko na dotyku \u015bcian i g\u0142uchej ciszy przed sob\u0105. Raptem, zupe\u0142nie niespodziewanie, korytarz w d\u00f3\u0142 sko\u0144czy\u0142 si\u0119. Aleksander zatrzyma\u0142 si\u0119 g\u0142ow\u0105 w ziemi. Stan\u0105\u0142 na dole i zje\u017cony przylgn\u0105\u0142 plecami do \u015bciany tunelu. Gdzie\u015b bardzo wysoko w milcz\u0105cym mroku nad nim b\u0142yszcza\u0142o wej\u015bcie do nory, niewielkie jak bia\u0142a pi\u0105stka dziecka. Przed sob\u0105 wymaca\u0142 boczny kotytarz. Nie by\u0142o innej drogi, wi\u0119c ruszy\u0142 naprz\u00f3d.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Ten tunel by\u0142 inny. W miar\u0119 jak Aleksander wchodzi\u0142 w niego g\u0142\u0119biej czu\u0142 jak wok\u00f3\u0142 robi si\u0119 przestrzenniej i cieplej. Nie dotyka\u0142 g\u0142ow\u0105 sklepienia, bo unosi\u0142o si\u0119 w ciemno\u015b\u0107. \u015aciany oddali\u0142y si\u0119 od siebie. Zrobi\u0142o si\u0119 sucho. Nie by\u0142o ju\u017c czu\u0107 gnij\u0105cych korzeni. Aleksander szed\u0142 w zupe\u0142nym mroku. Ze wszystkich si\u0142 stara\u0142 si\u0119 nie straci\u0107 orientacji i kierunku. Stan\u0105\u0142 kiedy poczu\u0142 delikatne ocieplenie. Nie powiew ciep\u0142a, po prostu stoj\u0105ce cieplejsze powietrze. Kiedy\u015b czo\u0142ga\u0142 si\u0119 w lesie nor\u0105, jak przypuszcza\u0142 opuszczon\u0105 od lat. Wtedy te\u017c poczu\u0142 ciep\u0142o. Za nim przysz\u0142o mu do g\u0142owy co to mo\u017ce by\u0107, wpakowa\u0142 si\u0119 prosto na starego borsuka. Nie\u017ale by oberwa\u0142, gdyby nie oci\u0119\u017ca\u0142o\u015b\u0107 na\u017cartego gospodarza. Teraz ostro\u017cnie przesun\u0105\u0142 si\u0119 w bok, tam gdzie powinna by\u0107 lewa \u015bciana. Nie dotkn\u0105\u0142 jej, wi\u0119c zrobi\u0142 jeszcze krok i jeszcze jeden, a\u017c nie widz\u0105c opar\u0142 si\u0119 o ni\u0105. Potem zacz\u0105\u0142 prostowa\u0107 si\u0119 chc\u0105c wyczu\u0107 jak wysoko jest sklepienie, ale nie zdo\u0142a\u0142 niczego dotkn\u0105\u0107 g\u0142ow\u0105. Zadowolony przesun\u0105\u0142 si\u0119 z powrotem na \u015brodek tunelu i ruszy\u0142 naprz\u00f3d. Szed\u0142 mi\u0119kko jak kociak. Co\u015b pojawi\u0142o si\u0119 opr\u00f3cz zapachu ziemi. Naw\u00f3z? Nie. To by\u0142 w\u0142a\u015bnie ten zapach z nocy.<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aleksander po\u0142o\u017cy\u0142 si\u0119 na brzuchu, ws\u0142uchiwa\u0142 si\u0119 w ciemno\u015b\u0107 przed sob\u0105, wpatrywa\u0142 si\u0119, ale tylko zapach m\u00f3wi\u0142 mu, \u017ce zbli\u017cy\u0142 si\u0119 do mieszka\u0144ca nory. By\u0142 gdzie\u015b przed nim. Aleksander lekko podczo\u0142ga\u0142 si\u0119 do przodu i znowu zacz\u0105\u0142 w\u0119szy\u0107 i s\u0142ucha\u0107. Liczy\u0142, \u017ce je\u015bli to co\u015b zdo\u0142a\u0142o wyj\u015b\u0107 na powierzchnie tunelem pod r\u00f3\u017c\u0105, to nie mo\u017ce by\u0107 du\u017co wi\u0119ksze od niego. Problem w tym, \u017ce na kopanie takich tuneli trzeba du\u017co si\u0142y. No i \u015bwietnej orientacji w ciemno\u015bciach. Znowu wolno podczo\u0142ga\u0142 si\u0119 do przodu. Tym razem poczu\u0142 zapach o wiele wyra\u017aniej. Zbyt wyra\u017anie. Zaskoczony zrobi\u0142 ruch do przodu, a potem w ty\u0142. Zapach by\u0142 wyra\u017aniejszy. To podchodzi\u0142o ! Czy wiedzia\u0142o, \u017ce on tu jest? Trwa\u0142 nieruchomo, jak sparali\u017cowany, ca\u0142\u0105 swoj\u0105 uwag\u0119 skupiaj\u0105c na s\u0142uchu. Z przera\u017ceniem czu\u0142 jak up\u0142ywa czas, a on ci\u0105gle nie wiedzia\u0142 gdzie jest jego przeciwnik. Co z tego, \u017ce zapach si\u0119 zbli\u017ca\u0142. W tunelu rochodzi\u0142 si\u0119 on tak szybko, \u017ce nie okre\u015bla\u0142 dok\u0142adnie miejsca swego \u017ar\u00f3d\u0142a. Musia\u0142 wiedzie\u0107 dok\u0142adniej, gdzie to co\u015b jest !&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Zdesperowany a\u017c napi\u0105\u0142 si\u0119 ca\u0142y w sobie. I wtedy us\u0142ysza\u0142. Delikatne szurni\u0119cie jak na \u015bcie\u017cce w ogrodzie. Z metr przed sob\u0105, troch\u0119 po prawej.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Poczu\u0142 jak zrobi\u0142o mu si\u0119 gor\u0105co. Czas dziwnie zwolni\u0142, kiedy z g\u0142o\u015bnym wrzaskiem rzuci\u0142 si\u0119 skosem na praw\u0105 \u015bcian\u0119 tunelu. Liczy\u0142, \u017ce ha\u0142as zag\u0142uszy jego ruch. Umilk\u0142 gdy tylko dotkn\u0105\u0142 \u015bciany \u0142apami. Prawie wskoczy\u0142 na ni\u0105 rozdrapuj\u0105c ziemi\u0119. W ciemno\u015bci wibrowa\u0142 jego og\u0142uszaj\u0105cy okrzyk i echo. Aleksander odbi\u0142 si\u0119 od \u015bciany w g\u00f3r\u0119 i do \u015brodka tunelu. Przekr\u0119ci\u0142 si\u0119 w powietrzu \u0142apami naprz\u00f3d i wyl\u0105dowa\u0142 na przeciwniku pazurami, prosto w zapachu zle\u017ca\u0142ego b\u0142ota. Nauczy\u0142 si\u0119 tego od szczur\u00f3w w kana\u0142ach. Poczu\u0142, \u017ce przydusi\u0142 do ziemi jaki\u015b spr\u0119\u017cysty pancerz. Ostre pazury bezskutecznie zjecha\u0142y po \u015bliskich p\u0142ytkach na czyim\u015b grzbiecie. Ale nie spad\u0142. Zsun\u0105\u0142 si\u0119 na ty\u0142 przeciwnika, kt\u00f3ry w nag\u0142ym szarpni\u0119ciu pr\u00f3bowa\u0142 si\u0119 odwr\u00f3ci\u0107. W zupe\u0142nym mroku Aleksander instynktownie wbi\u0142 ze wszystkich si\u0142 z\u0119by w jakby \u0142ap\u0119 wystaj\u0105c\u0105 z pod pancerza. Zwierz\u0119 przeszywaj\u0105co sykn\u0119\u0142o i wzbijaj\u0105c piach unios\u0142o si\u0119 do g\u00f3ry. Aleksander stoczy\u0142 si\u0119 g\u0142ow\u0105 na ziemi\u0119 co raz mocniej zaciskaj\u0105c szcz\u0119ki na i twardosk\u00f3rej i guzowatej nodze. Przewracaj\u0105c si\u0119 na grzbiet zadzia\u0142a\u0142 jak d\u017awignia i poczu\u0142, \u017ce z\u0119by wyrywaj\u0105 z przeciwnika kawa\u0142 cia\u0142a. Na j\u0119zyk trysn\u0119\u0142o mu co\u015b obrzydliwie gorzkiego. Rozwar\u0142 szcz\u0119ki, a jego przeciwnik wyj\u0105c podkurczy\u0142 \u0142ap\u0119 i zwali\u0142 si\u0119 twardym, przyt\u0142aczaj\u0105cym ci\u0119\u017carem pancerza w ty\u0142, na jego ods\u0142oni\u0119ty brzuch. Aleksander poczu\u0142 przera\u017caj\u0105ce k\u0142ucie \u017ceber i straci\u0142 oddech, ale ze wszystkich si\u0142 wygi\u0105\u0142 si\u0119 w \u0142uk pr\u00f3buj\u0105c str\u0105ci\u0107 z siebie wroga. Zamiast tego jakby przesun\u0105\u0142 go sobie nad g\u0142ow\u0119, kiedy jego tylne \u0142apy wy\u015blizgn\u0119\u0142y si\u0119 z pod pancerza przeciwnika. I wtedy, wierzgaj\u0105c w powietrzu, musia\u0142 zachaczy\u0107 pazurem o t\u0105 p\u00f3\u0142 wyrwan\u0105 ran\u0119.<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Poczu\u0142 op\u00f3r i szarpn\u0105\u0142. Cia\u0142o nad nim spr\u0119\u017cy\u0142o si\u0119 konwulsyjnie. Zwierzak z zach\u0142ystni\u0119tym skowytem zacz\u0105\u0142 przetacza\u0107 si\u0119 z Aleksandra na bok. Kot le\u017c\u0105cy ci\u0105gle na grzbiecie pod obcym ci\u0119\u017carem nie zd\u0105\u017cy\u0142 samemu wyrwa\u0107 si\u0119 w bok, bo przy napi\u0119ciu mi\u0119\u015bni sparali\u017cowa\u0142 go b\u00f3l brzucha. Czu\u0142 jak gniec\u0105cy pancerz obraca si\u0119 na nim i raptem obca \u0142apa z twardymi, kostnymi naro\u015blami uderzy\u0142a go silnie od nosa w oko. W o\u015blepiaj\u0105cym b\u00f3lu Aleksander odruchowo odepchn\u0105\u0142 od siebie przeciwnika wbijaj\u0105c pazury w jego brzuch os\u0142oni\u0119ty tylko stwardnia\u0142\u0105 sk\u00f3r\u0105. Poci\u0105gn\u0105\u0142 z ca\u0142ej si\u0142y tn\u0105c g\u0142\u0119boko. Zwierzak uni\u00f3s\u0142 si\u0119 nad nim na tylnych \u0142apach, a wtedy kot wbi\u0142 z\u0119by w rozci\u0119te miejsce i szarpa\u0142 na boki. Ciep\u0142a, gorzka ciecz prysn\u0119\u0142a mu w pysk, ale tym razem nie zwarza\u0142 na to. Przeciwnik zwali\u0142 si\u0119 w bok i na grzbiet ci\u0105gn\u0105c za sob\u0105 wgryzionego w brzuch Aleksandra, kt\u00f3ry wskoczy\u0142 na niego i co raz g\u0142\u0119biej rwa\u0142 szcz\u0119kami i rozcina\u0142 cia\u0142o pazurami. Nie zwarza\u0142 na pierwsze ciosy przednich, twardych \u0142ap. Dopiero gdy uderzenie w g\u0142ow\u0119 zamroczy\u0142o go spad\u0142 na ziemi\u0119. Ale zaraz poderwa\u0142 si\u0119, wsta\u0142, wspi\u0105\u0142 w g\u00f3r\u0119, bij\u0105c powietrze przed sob\u0105. Jednak nie by\u0142o ju\u017c kogo atakowa\u0107. Mroczny drapie\u017cnik odpe\u0142z\u0142 w g\u0142\u0105b nory.&nbsp;<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Aleksander zm\u0119czony siad\u0142 w ciemno\u015bciach. Jeszcze nie wierzy\u0142, \u017ce wygra\u0142. Pr\u00f3bowa\u0142 wyczu\u0107 jaki\u015b zapach, ale rozbity nos na niewiele m\u00f3g\u0142 si\u0119 zda\u0107. Zreszt\u0105 wszystko przepojone by\u0142o duszn\u0105 woni\u0105 potu, krwi\u0105 i unosz\u0105cym si\u0119 py\u0142em ziemi. Szumia\u0142o mu w g\u0142owie i nie m\u00f3g\u0142 otworzy\u0107 zapuchni\u0119tego, krwawi\u0105cego oka. Oddycha\u0142 szybko, p\u0142ytko i to by\u0142o najbole\u015bniejsze. Bardzo k\u0142u\u0142o go w \u017cebrach. Mia\u0142 nadziej\u0119, \u017ce jednak nie by\u0142y z\u0142amane. Mdli\u0142o go od gorzkiego smaku na z\u0119bach. Powoli napi\u0119cie ust\u0119powa\u0142o zm\u0119czeniu i zaczyna\u0142 dr\u017ce\u0107. Pokr\u0119ci\u0142 na boki g\u0142ow\u0105 i zmartwia\u0142. Straci\u0142 orientacj\u0119. Siedzia\u0142 w absolutnych ciemno\u015bciach i nie wiedzia\u0142 kt\u00f3r\u0119dy p\u00f3j\u015b\u0107 do tunelu z pod r\u00f3\u017cy. Jednak chwila paniki zacz\u0119\u0142a ust\u0119powa\u0107 do\u015bwiadczeniu. Najpierw zacz\u0105\u0142 powoli, po skosie cofa\u0107 si\u0119 w ty\u0142. Kiedy dotkn\u0105\u0142 \u015bciany korytarza ustawi\u0142 si\u0119 do niej prostopadle, a potem marszcz\u0105c si\u0119 z b\u00f3lu po\u0142o\u017cy\u0142 si\u0119 na zrytej ziemi. Teraz zacz\u0105\u0142 s\u0142ucha\u0107. Najpierw \u0142omota\u0142a mu krew w g\u0142owie, potem d\u017awi\u0119cza\u0142o w uszach, wreszcie zrobi\u0142o si\u0119 cicho.&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Le\u017ca\u0142 rozlu\u017aniaj\u0105c si\u0119, prawie zapadaj\u0105c w sen, kiedy us\u0142ysza\u0142 szmery. By\u0142y tak odleg\u0142e, \u017ce z niczym mu si\u0119 nie kojarzy\u0142y. Otworzy\u0142 zdrowe oko i nic nie widz\u0105c spojrza\u0142 w mrok, w kierunku d\u017awi\u0119ku. Mia\u0142 nadziej\u0119, \u017ce by\u0142 to szmer z powierzchni ziemi. Obola\u0142y wsta\u0142 i ruszy\u0142 przy prawej \u015bcianie za d\u017awi\u0119kiem. Przez jaki\u015b czas s\u0142ysza\u0142 go lepiej, potem zacz\u0119\u0142o mu szumie\u0107 w g\u0142owie, powietrze stawa\u0142o si\u0119 ci\u0119\u017ckie i duszne, wreszcie zapad\u0142a cisza. Wtedy stan\u0105\u0142. Odpoczywa\u0142 chwil\u0119 i bezskutecznie stara\u0142 si\u0119 zn\u00f3w co\u015b us\u0142ysze\u0107. Ruszy\u0142 dalej i tak nie mia\u0142 innego wyj\u015bcia. Ciemno\u015b\u0107 zaczyna\u0142a wilgotnie\u0107, robi\u0142o si\u0119 ch\u0142odniej. Raptem zwieszon\u0105 g\u0142ow\u0105 zatrzyma\u0142 si\u0119 na \u015bcianie. Czy\u017cby niechc\u0105cy skr\u0119ci\u0142? Nie. Prawym bokiem nadal ociera\u0142 si\u0119 o korytarz, ale przed sob\u0105 te\u017c dotyka\u0142 ziemi. Przesun\u0105\u0142 si\u0119 w lewo i kiedy dotkn\u0105\u0142 drugiej \u015bciany zrozumia\u0142, \u017ce to koniec tunelu. Zniech\u0119cony usiad\u0142. Zab\u0142\u0105dzi\u0142? Mo\u017ce wszed\u0142 w jak\u0105\u015b boczn\u0105 odnog\u0119 nory? Podszed\u0142 do przodu i zacz\u0105\u0142 badawczo wydeptywa\u0107 koniec korytarza. Po chwili wiedzia\u0142. To nie by\u0142o miejsce, gdzie sko\u0144czono dr\u0105\u017cenie. To by\u0142o usypisko, mi\u0119kki zwa\u0142 ziemi. Mo\u017cna by\u0142o nawet wyczu\u0107 jej lu\u017ane grudki. Ten \u015blepy zau\u0142ek by\u0142 \u015bwie\u017co powsta\u0142y. Korytarz m\u00f3g\u0142 sam si\u0119 zawali\u0107. I mog\u0142o go zniszczy\u0107 uciekaj\u0105ce, ranne zwierz\u0119. Szkoda, \u017ce nie m\u00f3g\u0142 si\u0119 upewni\u0107, rozbitym nosem nie czu\u0142 \u017cadnych zapach\u00f3w. Ziemia wok\u00f3\u0142 by\u0142a wilgotna, ale nie wiedzia\u0142, czy to tylko woda, czy jeszcze krew. Zreszt\u0105 zaczyna\u0142o mu to oboj\u0119tnie\u0107. Chwia\u0142 si\u0119 na nogach i zn\u00f3w \u0142omota\u0142o mu w g\u0142owie. Wiedzia\u0142, \u017ce to sympton zm\u0119czenia i duszno\u015bci. Nie m\u00f3g\u0142 tu d\u0142u\u017cej zosta\u0107, bo straci\u0142by przytomno\u015b\u0107 na zawsze. Odwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 i dotykaj\u0105c lewym bokiem \u015bciany ruszy\u0142 z powrotem. Szed\u0142 d\u0142ugo i wolno. W pustej czerni wydawa\u0142o mu si\u0119 nawet, \u017ce spa\u0142 id\u0105c, a tunel jakby falowa\u0142. Czu\u0142 zi\u0105b. I tak by\u0142o ciemno, wi\u0119c zamkn\u0105\u0142 oko zdaj\u0105c si\u0119 tylko na dotyk i s\u0142uch. Ale jedyne co s\u0142ysza\u0142 to szum w uszach i szuranie w\u0142asnych \u0142ap. Czu\u0142 jak mrok woko\u0142o zaczyna pulsowa\u0107. P\u00f3\u0142przytomny, jeszcze raz zatrzyma\u0142 si\u0119 g\u0142ow\u0105 na ko\u0144cu korytarza. Spojrza\u0142, a \u015bwiat\u0142o ze szczeliny wysoko nad nim za\u0142zawi\u0142o mu wzrok.<\/small><\/p>\n<p><small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Kiedy zdo\u0142a\u0142 wygrzeba\u0107 si\u0119 na powierzchni\u0119, natychmiast zasn\u0105\u0142, jeszcze mi\u0119dzy ga\u0142\u0119ziami r\u00f3\u017canego krzewu. Obudzi\u0142 go skwar popo\u0142udnia. Bola\u0142a go g\u0142owa, by\u0142 ca\u0142y rozpalany, a oko i nos pulsowa\u0142y gor\u0105cem. Nieruchome powietrze by\u0142o ci\u0119\u017ckie i suche.&nbsp;<\/small><br \/>\n<small>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Wywlek\u0142 si\u0119 z pod krzaka i wszed\u0142 do ch\u0142odnego domu. Zimno kuchennej posadzki otrze\u017awia\u0142o a\u017c do dreszczy. Podszed\u0142 do miski z wod\u0105 i wyplu\u0142 pierwszy \u0142yk, bo czu\u0142 tylko ten obrzydliwy smak z pod ziemi. Potem wypi\u0142 wszystko ma\u0142ymi \u0142ykami. Przez chwil\u0119 zastanawia\u0142 si\u0119 nad wyczyszczeniem sier\u015bci i wylizaniem ran. Ale zniech\u0119ci\u0142a go ilo\u015b\u0107 ziemi i brudu na sobie. Wi\u0119c po prostu wszed\u0142 do pokoju i zasn\u0105\u0142 na progu, na dywanie. Obudzi\u0142 si\u0119, kiedy Roman wr\u00f3ci\u0142 sam ze szpitala. Joanna zosta\u0142a z dzie\u0107mi na noc, na obserwacji. Roman popatrzy\u0142 zaskoczony na swojego kota i zawi\u00f3z\u0142 go do weterynarza. Lekarz nie wiedzia\u0142 co si\u0119 sta\u0142o ze zwierz\u0119ciem, kt\u00f3re wygl\u0105da\u0142o na wyczerpane i ci\u0119\u017cko pobite. Mia\u0142o nawet st\u0142uczone \u017cebra. W\u0142a\u015bciwie to \u017caden lekarz nie wiedzia\u0142 co si\u0119 sta\u0142o w tej rodzinie. Ale wyleczono wszystkich. Dzieci z jakiego\u015b ataku jakby nag\u0142ej, ci\u0119\u017ckiej anemii i pobitego Aleksandra. Kiedy wreszcie wszyscy byli ju\u017c w domu i zn\u00f3w mo\u017cna by\u0142o beztrosko zaj\u0105\u0107 si\u0119 ko\u0144cem lata, nale\u017ca\u0142o jeszcze uporz\u0105dkowa\u0107 ogr\u00f3d. Zwi\u0105d\u0142 stary krzak r\u00f3\u017cy. By\u0142 suchy jakby kto\u015b wyssa\u0142 go od \u015brodka.<br \/>\n<\/small><\/p>\n<p><small><strong>Arkadiusz Szynaka<\/strong><br \/>\n<em>Gdynia 1995-01-02<\/em><\/small><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Aleksander le\u017ca\u0142 rozleniwiony na kocu w ogrodzie. By\u0142o ciep\u0142e popo\u0142udnie p\u00f3\u017anego lata. Dzie\u0144 wolny, absolutnie nic si\u0119 nie dzia\u0142o. Wiatr w usypiaj\u0105cym tempie lekko rusza\u0142 li\u015bciami w koronach owocowych drzew. Ale jego letnie podmuchy nie dociera\u0142y do ziemi. Koc roz\u0142o\u017cono na trawie, pod star\u0105 \u015bliw\u0105 przy agrestowych krzewach i k\u0119pach tulipan\u00f3w. S\u0142o\u0144ce rogrzewa\u0142o we\u0142n\u0119 przebijaj\u0105c &hellip; <\/p>\n<p class=\"read-more\"><a class=\"readmore-btn\" href=\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/\">+<span class=\"screen-reader-text\">  Read More<\/span><\/a><\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":40,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_jetpack_memberships_contains_paid_content":false,"footnotes":""},"categories":[4,5],"tags":[9,11,10],"class_list":["post-38","post","type-post","status-publish","format-standard","has-post-thumbnail","hentry","category-opowiadania","category-opowiadania-sf","tag-arkadiusz-szynaka","tag-opowiadanie","tag-sf"],"yoast_head":"<!-- This site is optimized with the Yoast SEO plugin v23.8 - https:\/\/yoast.com\/wordpress\/plugins\/seo\/ -->\n<title>Aleksander - SF&amp;Fantasy<\/title>\n<meta name=\"description\" content=\"Opowiadanie Aleksander opublkowane 24.01.1995\" \/>\n<meta name=\"robots\" content=\"index, follow, max-snippet:-1, max-image-preview:large, max-video-preview:-1\" \/>\n<link rel=\"canonical\" href=\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/\" \/>\n<meta property=\"og:locale\" content=\"pl_PL\" \/>\n<meta property=\"og:type\" content=\"article\" \/>\n<meta property=\"og:title\" content=\"Aleksander - SF&amp;Fantasy\" \/>\n<meta property=\"og:description\" content=\"Opowiadanie Aleksander opublkowane 24.01.1995\" \/>\n<meta property=\"og:url\" content=\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/\" \/>\n<meta property=\"og:site_name\" content=\"SF&amp;Fantasy\" \/>\n<meta property=\"article:published_time\" content=\"1995-01-24T13:22:50+00:00\" \/>\n<meta property=\"article:modified_time\" content=\"2024-06-07T12:50:10+00:00\" \/>\n<meta property=\"og:image\" content=\"https:\/\/histeria.eu.org\/wp-content\/uploads\/2020\/11\/bengal-cat-e1606224739104.png\" \/>\n\t<meta property=\"og:image:width\" content=\"360\" \/>\n\t<meta property=\"og:image:height\" content=\"360\" \/>\n\t<meta property=\"og:image:type\" content=\"image\/png\" \/>\n<meta name=\"author\" content=\"admin\" \/>\n<meta name=\"twitter:card\" content=\"summary_large_image\" \/>\n<meta name=\"twitter:label1\" content=\"Napisane przez\" \/>\n\t<meta name=\"twitter:data1\" content=\"admin\" \/>\n\t<meta name=\"twitter:label2\" content=\"Szacowany czas czytania\" \/>\n\t<meta name=\"twitter:data2\" content=\"32 minuty\" \/>\n<script type=\"application\/ld+json\" class=\"yoast-schema-graph\">{\"@context\":\"https:\/\/schema.org\",\"@graph\":[{\"@type\":\"WebPage\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/\",\"url\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/\",\"name\":\"Aleksander - SF&amp;Fantasy\",\"isPartOf\":{\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#website\"},\"primaryImageOfPage\":{\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#primaryimage\"},\"image\":{\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#primaryimage\"},\"thumbnailUrl\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/wp-content\/uploads\/2020\/11\/bengal-cat-e1606224739104.png\",\"datePublished\":\"1995-01-24T13:22:50+00:00\",\"dateModified\":\"2024-06-07T12:50:10+00:00\",\"author\":{\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/70bc6f10e8b4837d787a5ea5661e175e\"},\"description\":\"Opowiadanie Aleksander opublkowane 24.01.1995\",\"breadcrumb\":{\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#breadcrumb\"},\"inLanguage\":\"pl-PL\",\"potentialAction\":[{\"@type\":\"ReadAction\",\"target\":[\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/\"]}]},{\"@type\":\"ImageObject\",\"inLanguage\":\"pl-PL\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#primaryimage\",\"url\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/wp-content\/uploads\/2020\/11\/bengal-cat-e1606224739104.png\",\"contentUrl\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/wp-content\/uploads\/2020\/11\/bengal-cat-e1606224739104.png\",\"width\":360,\"height\":360},{\"@type\":\"BreadcrumbList\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#breadcrumb\",\"itemListElement\":[{\"@type\":\"ListItem\",\"position\":1,\"name\":\"Home\",\"item\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/\"},{\"@type\":\"ListItem\",\"position\":2,\"name\":\"Aleksander\"}]},{\"@type\":\"WebSite\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#website\",\"url\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/\",\"name\":\"SF&amp;Fantasy\",\"description\":\"Opowiadania z szuflad\",\"potentialAction\":[{\"@type\":\"SearchAction\",\"target\":{\"@type\":\"EntryPoint\",\"urlTemplate\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/?s={search_term_string}\"},\"query-input\":{\"@type\":\"PropertyValueSpecification\",\"valueRequired\":true,\"valueName\":\"search_term_string\"}}],\"inLanguage\":\"pl-PL\"},{\"@type\":\"Person\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/70bc6f10e8b4837d787a5ea5661e175e\",\"name\":\"admin\",\"image\":{\"@type\":\"ImageObject\",\"inLanguage\":\"pl-PL\",\"@id\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/image\/\",\"url\":\"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/bdf9a9da6a26c5566e9e1385bc3b6f58?s=96&d=mm&r=g\",\"contentUrl\":\"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/bdf9a9da6a26c5566e9e1385bc3b6f58?s=96&d=mm&r=g\",\"caption\":\"admin\"},\"sameAs\":[\"https:\/\/histeria.eu.org\"],\"url\":\"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/author\/pawel\/\"}]}<\/script>\n<!-- \/ Yoast SEO plugin. -->","yoast_head_json":{"title":"Aleksander - SF&amp;Fantasy","description":"Opowiadanie Aleksander opublkowane 24.01.1995","robots":{"index":"index","follow":"follow","max-snippet":"max-snippet:-1","max-image-preview":"max-image-preview:large","max-video-preview":"max-video-preview:-1"},"canonical":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/","og_locale":"pl_PL","og_type":"article","og_title":"Aleksander - SF&amp;Fantasy","og_description":"Opowiadanie Aleksander opublkowane 24.01.1995","og_url":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/","og_site_name":"SF&amp;Fantasy","article_published_time":"1995-01-24T13:22:50+00:00","article_modified_time":"2024-06-07T12:50:10+00:00","og_image":[{"width":360,"height":360,"url":"https:\/\/histeria.eu.org\/wp-content\/uploads\/2020\/11\/bengal-cat-e1606224739104.png","type":"image\/png"}],"author":"admin","twitter_card":"summary_large_image","twitter_misc":{"Napisane przez":"admin","Szacowany czas czytania":"32 minuty"},"schema":{"@context":"https:\/\/schema.org","@graph":[{"@type":"WebPage","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/","url":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/","name":"Aleksander - SF&amp;Fantasy","isPartOf":{"@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#website"},"primaryImageOfPage":{"@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#primaryimage"},"image":{"@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#primaryimage"},"thumbnailUrl":"https:\/\/histeria.eu.org\/wp-content\/uploads\/2020\/11\/bengal-cat-e1606224739104.png","datePublished":"1995-01-24T13:22:50+00:00","dateModified":"2024-06-07T12:50:10+00:00","author":{"@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/70bc6f10e8b4837d787a5ea5661e175e"},"description":"Opowiadanie Aleksander opublkowane 24.01.1995","breadcrumb":{"@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#breadcrumb"},"inLanguage":"pl-PL","potentialAction":[{"@type":"ReadAction","target":["https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/"]}]},{"@type":"ImageObject","inLanguage":"pl-PL","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#primaryimage","url":"https:\/\/histeria.eu.org\/wp-content\/uploads\/2020\/11\/bengal-cat-e1606224739104.png","contentUrl":"https:\/\/histeria.eu.org\/wp-content\/uploads\/2020\/11\/bengal-cat-e1606224739104.png","width":360,"height":360},{"@type":"BreadcrumbList","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/1995\/01\/24\/aleksander\/#breadcrumb","itemListElement":[{"@type":"ListItem","position":1,"name":"Home","item":"https:\/\/histeria.eu.org\/"},{"@type":"ListItem","position":2,"name":"Aleksander"}]},{"@type":"WebSite","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#website","url":"https:\/\/histeria.eu.org\/","name":"SF&amp;Fantasy","description":"Opowiadania z szuflad","potentialAction":[{"@type":"SearchAction","target":{"@type":"EntryPoint","urlTemplate":"https:\/\/histeria.eu.org\/?s={search_term_string}"},"query-input":{"@type":"PropertyValueSpecification","valueRequired":true,"valueName":"search_term_string"}}],"inLanguage":"pl-PL"},{"@type":"Person","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/70bc6f10e8b4837d787a5ea5661e175e","name":"admin","image":{"@type":"ImageObject","inLanguage":"pl-PL","@id":"https:\/\/histeria.eu.org\/#\/schema\/person\/image\/","url":"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/bdf9a9da6a26c5566e9e1385bc3b6f58?s=96&d=mm&r=g","contentUrl":"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/bdf9a9da6a26c5566e9e1385bc3b6f58?s=96&d=mm&r=g","caption":"admin"},"sameAs":["https:\/\/histeria.eu.org"],"url":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/author\/pawel\/"}]}},"jetpack_sharing_enabled":true,"jetpack_featured_media_url":"https:\/\/histeria.eu.org\/wp-content\/uploads\/2020\/11\/bengal-cat-e1606224739104.png","_links":{"self":[{"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/38"}],"collection":[{"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=38"}],"version-history":[{"count":2,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/38\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":72,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/38\/revisions\/72"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media\/40"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=38"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=38"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/histeria.eu.org\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=38"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}